Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Handel

Lidl usunšł krzyż ze znanych produktów. Zapłaci za to?

Bloomberg
Poprawnoœć polityczna potrafi czasem zaskoczyć. Choć zdjęcie krzyża z greckiego koœcioła oburzyło klientów, akcja może się Lidlowi jeszcze opłacić.

Niemiecka sieć Lidl postawiła na religijnš neutralnoœć. Kupujšc produkty z greckiej serii Eridanous, klienci mogli na opakowaniach rozpoznać słynny zabytek, jakim jest koœciół w Imerowigli na greckim Santorynie. Ten biały budynek niewštpliwie jest prawosławnš œwištyniš, a na szczycie jej błękitnej kopuły wznosi się krzyż. Tak jest przynajmniej w rzeczywistoœci, bo dział marketingu Lidla postanowił pominšć ten ostatni szczegół na opakowaniach swoich serków i słodyczy.

Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Owszem, reklamowe zdjęcia się tuszuje, ale częœć klientów uznała, że celowe wymazanie najważniejszego symbolu œwištyni to obraza uczuć religijnych. Niektórzy podejrzewajš nawet celowe działanie obliczone na wywołanie kontrowersji.

Jeœli nie wiadomo, o co chodzi...

– W marketingu zawsze chodzi o zwiększenie sprzedaży. Ale czy Lidl naprawdę ten efekt osišgnšł? – zastanawia się Adam Kałucki z agencji marketingowej Locativo.

– Nie wiem, czy Lidl przeprowadził jakieœ badania konsumenckie, z których wyszło, że np. 10, 20 albo 30 proc. konsumentów to osoby, które nie życzš sobie takich znaków na ich produktach i sš gotowe zrezygnować z zakupów. Być może decyzja wynikała twardego rachunku opinii, z którego jasno wyszło, że w interesie producenta jest zmienić opakowanie. Ale nie sšdzę, bo to sš zawsze koszty. Być może była to tylko niebywała przezornoœć graniczšca z przesadš – podejrzewa.

Co innego sugeruje niedawna „wpadka" marki napojów Tiger. 1 sierpnia na jej profilu opublikowano post o „Chrzanić to, co było, ważne to, co będzie". Na firmę wylała się fala oburzenia, a mimo to sprzedaż wzrosła.

– Zakładam, że każda marka powinna posiadać plan antykryzysowy. Szczególnie marki rozmiarów Lidla. Zapewne sš to działania głęboko przemyœlane i zaplanowane co najmniej kilka kroków do przodu – przekonuje Adam Rychlewski, właœciciel agencji marketingowej PoorNoMore. – Jeżeli marka wyjdzie z tego kryzysu obronnš rękš, to na pewno będzie mogła się cieszyć bardzo dużymi zasięgami „kampanii". To zaowocować może większš sprzedażš.

W Polsce Lidl niedawno zaliczył innš wpadkę na tle religijnym. Reklama cukru pod hasłem „słodki jeżu" nie spodobała się internautom, którzy wprost nazwali jš naœmiewaniem się w postaci Jezusa Chrystusa.

– Obecna kampania z krzyżem, nie wydaje się być przypadkiem. Można podejrzewać, że marki zauważyły, co zaczyna się opłacać. Tak, jak w przypadku Tigera, Lidl zagrał na nosie okreœlonej grupie społecznej. Nie wiadomo, czy było to zaplanowane, ale pewne jest, że takie działania powiększš zasięg i mogš przełożyć się na zwiększenie sprzedaży – uważa Adam Rychlewski.

Nikogo nie chcieliœmy urazić

Czy afera była zaplanowana? Nikt nie jest w stanie stwierdzić na pewno. Sam Lidl zaprzecza wszystkim podejrzeniom. Z resztš – każdy krajowy oddział sieci przeprasza w nieco inny sposób.

–Od kilku lat sprzedajemy popularny asortyment marki Eridanous w sklepach Lidl w całej Europie i przez ten czas projekty opakowań były wielokrotnie zmieniane. Bardzo nam przykro, jeżeli Cię uraziliœmy. [...] Zapewniamy, że nie było to naszym celem –napisano na facebookowym profilu Lidl Polska.

Z kolei austriacki oddział zrzuca odpowiedzialnoœć na centralę firmy, piszšc, że „rozumiemy waszš złoœć i jesteœmy w kontakcie z odpowiedzialnymi za tę decyzję kolegami".

Nic straconego Być może niemiecka sieć naprawdę nie zadziałała œwiadomie i nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji. Nawet jeœli to prawda – raczej nie stanie im się krzywda. Wezwania do bojkotu rzadko przynoszš spodziewany rezultat.

– W przypadku Tigera sprzedaż wzrosła, ale to raczej nie była zaplanowana akcja, tylko wypadek przy pracy. Podobnie tutaj. Wyglšda na to, że bojkoty konsumenckie w Polsce się raczej nie udajš – uważa Adam Kałucki.

– Wiesza się psy na producencie, używa się bardzo ostrych słów, a kiedy przychodzi koniec miesišca, to okazuje się, że sprzedaż nieco wzrosła. Myœlę, że jako społeczeństwo jesteœmy doœć uodpornieni na takie krańcowe reakcje i totalne odrzucenie. Dawniej lato nazywano sezonem ogórkowym, podczas którego mogliœmy rozmawiać o potworze z Loch Ness. Teraz goršcymi tematami sš kultura i historia. Przy czym zarówno jedno i drugie jest krzykliwe, ale nie ma wpływu na nasze portfele, bo i tak robimy takie same zakupy – twierdzi.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL