Lidl usunął krzyż ze znanych produktów. Zapłaci za to?

aktualizacja: 12.09.2017, 16:45
Foto: Bloomberg

Poprawność polityczna potrafi czasem zaskoczyć. Choć zdjęcie krzyża z greckiego kościoła oburzyło klientów, akcja może się Lidlowi jeszcze opłacić.

REDAKCJA POLECA

Niemiecka sieć Lidl postawiła na religijną neutralność. Kupując produkty z greckiej serii Eridanous, klienci mogli na opakowaniach rozpoznać słynny zabytek, jakim jest kościół w Imerowigli na greckim Santorynie. Ten biały budynek niewątpliwie jest prawosławną świątynią, a na szczycie jej błękitnej kopuły wznosi się krzyż. Tak jest przynajmniej w rzeczywistości, bo dział marketingu Lidla postanowił pominąć ten ostatni szczegół na opakowaniach swoich serków i słodyczy.

Na reakcję internautów nie trzeba było długo czekać. Owszem, reklamowe zdjęcia się tuszuje, ale część klientów uznała, że celowe wymazanie najważniejszego symbolu świątyni to obraza uczuć religijnych. Niektórzy podejrzewają nawet celowe działanie obliczone na wywołanie kontrowersji.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi...

– W marketingu zawsze chodzi o zwiększenie sprzedaży. Ale czy Lidl naprawdę ten efekt osiągnął? – zastanawia się Adam Kałucki z agencji marketingowej Locativo.

– Nie wiem, czy Lidl przeprowadził jakieś badania konsumenckie, z których wyszło, że np. 10, 20 albo 30 proc. konsumentów to osoby, które nie życzą sobie takich znaków na ich produktach i są gotowe zrezygnować z zakupów. Być może decyzja wynikała twardego rachunku opinii, z którego jasno wyszło, że w interesie producenta jest zmienić opakowanie. Ale nie sądzę, bo to są zawsze koszty. Być może była to tylko niebywała przezorność granicząca z przesadą – podejrzewa.

Co innego sugeruje niedawna „wpadka" marki napojów Tiger. 1 sierpnia na jej profilu opublikowano post o „Chrzanić to, co było, ważne to, co będzie". Na firmę wylała się fala oburzenia, a mimo to sprzedaż wzrosła.

– Zakładam, że każda marka powinna posiadać plan antykryzysowy. Szczególnie marki rozmiarów Lidla. Zapewne są to działania głęboko przemyślane i zaplanowane co najmniej kilka kroków do przodu – przekonuje Adam Rychlewski, właściciel agencji marketingowej PoorNoMore. – Jeżeli marka wyjdzie z tego kryzysu obronną ręką, to na pewno będzie mogła się cieszyć bardzo dużymi zasięgami „kampanii". To zaowocować może większą sprzedażą.

W Polsce Lidl niedawno zaliczył inną wpadkę na tle religijnym. Reklama cukru pod hasłem „słodki jeżu" nie spodobała się internautom, którzy wprost nazwali ją naśmiewaniem się w postaci Jezusa Chrystusa.

– Obecna kampania z krzyżem, nie wydaje się być przypadkiem. Można podejrzewać, że marki zauważyły, co zaczyna się opłacać. Tak, jak w przypadku Tigera, Lidl zagrał na nosie określonej grupie społecznej. Nie wiadomo, czy było to zaplanowane, ale pewne jest, że takie działania powiększą zasięg i mogą przełożyć się na zwiększenie sprzedaży – uważa Adam Rychlewski.

Nikogo nie chcieliśmy urazić

Czy afera była zaplanowana? Nikt nie jest w stanie stwierdzić na pewno. Sam Lidl zaprzecza wszystkim podejrzeniom. Z resztą – każdy krajowy oddział sieci przeprasza w nieco inny sposób.

–Od kilku lat sprzedajemy popularny asortyment marki Eridanous w sklepach Lidl w całej Europie i przez ten czas projekty opakowań były wielokrotnie zmieniane. Bardzo nam przykro, jeżeli Cię uraziliśmy. [...] Zapewniamy, że nie było to naszym celem –napisano na facebookowym profilu Lidl Polska.

Z kolei austriacki oddział zrzuca odpowiedzialność na centralę firmy, pisząc, że „rozumiemy waszą złość i jesteśmy w kontakcie z odpowiedzialnymi za tę decyzję kolegami".

Nic straconego Być może niemiecka sieć naprawdę nie zadziałała świadomie i nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji. Nawet jeśli to prawda – raczej nie stanie im się krzywda. Wezwania do bojkotu rzadko przynoszą spodziewany rezultat.

– W przypadku Tigera sprzedaż wzrosła, ale to raczej nie była zaplanowana akcja, tylko wypadek przy pracy. Podobnie tutaj. Wygląda na to, że bojkoty konsumenckie w Polsce się raczej nie udają – uważa Adam Kałucki.

– Wiesza się psy na producencie, używa się bardzo ostrych słów, a kiedy przychodzi koniec miesiąca, to okazuje się, że sprzedaż nieco wzrosła. Myślę, że jako społeczeństwo jesteśmy dość uodpornieni na takie krańcowe reakcje i totalne odrzucenie. Dawniej lato nazywano sezonem ogórkowym, podczas którego mogliśmy rozmawiać o potworze z Loch Ness. Teraz gorącymi tematami są kultura i historia. Przy czym zarówno jedno i drugie jest krzykliwe, ale nie ma wpływu na nasze portfele, bo i tak robimy takie same zakupy – twierdzi.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE