Handel

Pierwsza niedziela z zakazem handlu, czyli wielki popłoch w sklepach

Bloomberg, Michael Nagle
Dzisiaj (11 marca) przypadła pierwsza niedziela z zakazem handlu. Zamieszanie w sklepach rozpoczęło się już w piątek, a apogeum nastąpiło w sobotę. Jak sieciówki radziły sobie z przygotowaniami przed niedzielą i komu udało się ominąć zakaz?

Letni piątek, gorąca sobota

Pierwsza niedziela z zakazem handlu dla większości firm z tej branży podniosła temperaturę już w piątek, ale szczególnie w sobotę. Klienci masowo wybierali się na zakupy. Na pierwszy rzut oka w stolicy oblężone były szczególnie sklepy odzieżowe, co jednak może się wiązać z tym, że w ostatnich kilku dniach zrobiło się o wiele cieplej i ludzie szukali lżejszych ubrań.

W piątek wieczorem w sklepach sieci odzieżowych w popularnych domach handlowych przy Marszałkowskiej w Warszawie ludzi było nieznacznie więcej niż zwykle o tej porze. - Jest jeszcze w miarę spokojnie. Spodziewamy się oblężenia jutro – mówiła jedna z ekspedientek.

Duży napływ klientów nastąpił z kolei w w piątek w Biedronce na warszawskim Ursynowie po godzinie 20. 

- Ruch jest większy - mówi kasjerka. - Tego może nie widać na pierwszy rzut oka, bo kolejki do kas nie są dłuższe, ale to z tego powodu, że otworzyliśmy więcej kas niż zwykle o tej porze - tłumaczy.

Klienci mają w koszykach spore zakupy. Przeważają produkty spożywcze.

W sobotę w ciągu dnia w Lidlu na Woli ruch był spory. Parking przed sklepem był pełen. Ok. 18 większe niż zwykle ogonki ustawiały się do czterech czynnych kas. I tylko dzięki znakomitej sprawności kasjerów nie czekało się więcej niż 10 minut. Ze sklepowych megafonów klienci informowani byli o zamkniętych w niedzielę sklepach i zachęcani do „zrobienia zakupów na zapas”. 

Jeden z pracowników mówił, że ludzi było znacznie więcej nieco wcześniej. Kasjer zaś zwrócił uwagę, że spodziewają się kolejnej fali klientów po godz. 20. Sklep informował na drzwiach, kiedy będzie nieczynny. Dotyczyło to także 11 marca.

 

Fotorzepa, Jeremi Jędrzejkowski

W sobotę w szwach pękały także centra handlowe i zwłaszcza markety typu dom i ogród. - Pogoda się w końcu poprawiła, ludzie ruszyli na zakupy, a ci robią nam zakaz. W niedzielę byłby tłum, a sobotę i tak będziemy mieć bardzo pracowitą - mówi kasjer w Castoramie.

Wielkie oblężenie było także w warszawskiej Promenadzie tuż po godzinie 18. Długie kolejki do cukierni, gęstniejące tłumy w Empiku. Obładowani torbami klienci potrącają się w sklepowych alejkach.

Osiedlowy Mokpol na Pradze-Północ. Sobota, godzina 14. Na przeszklonych drzwiach wisi kalendarz z zaznaczonymi wolnymi niedzielami. W soboty sklep jest otwarty trzy godziny dłużej, do 21, a nie jak wcześniej - do 18. Tłumów nie ma. - Klienci napływają falami - opowiada sprzedawczyni. - Nagle robi się bardzo długa kolejka, potem pusto. I tak pewnie będzie do wieczora.

Czy pracownicy się cieszą z wolnych niedziel? - A co my możemy? Jest jak jest - mówi. - Może to jednak i dobrze? Zobaczymy, jak się to ułoży.

Większe galerie handlowe generalnie klientów na niedzielę zapraszały. Na przykład Centrum Handlowe Atrium Reduta ogłaszało od wejścia, że jest w niedzielę otwarte. I zaprasza do restauracji, kawiarni czy kącika dziecięcego.

Fotorzepa, Jeremi Jędrzejkowski

Pytana o liczbę klientów kasjerka w hipermarkecie tylko westchnęła. – Ruch taki, tyle ludzi – stwierdziła.

Po drugiej stronie ulicy w Blue City informacje na drzwiach mówiły o „niedzieli z ograniczeniem handlu”. Niżej drobnym drukiem galeria wyjaśnia, że część sklepów będzie zamkniętych, ale otwarte będą „lokale rozrywkowe i część usług”.

Fotorzepa, Jeremi Jędrzejkowski

W obu obiektach sporo klientów robiło zakupy w sklepach odzieżowych. W niektórych były wręcz tłumy.

- Jest tylu ludzi, jakbyśmy się dziś zamykali na zawsze i mieli się już nigdy nie otworzyć – powiedziała jedna ze sprzedawczyń, kiedy klientka spytała, czy widzą różnicę w ruchu przed niedzielą wolną od handlu w tym sklepie.

Z kolei Carefour w CH Wileńska czynny był w sobotę do północy zamiast do 23, jak zwykle. Ale ta ostatnia godzina ewidentnie była przeznaczona na uzupełnienie półek przed sobotą, klientów prawie nie było. Co ciekawe, pozostałe sklepy w CH Wileńska, zwykle czynne do 21, krócej niż Carefour, tym razem po 22:30 były jeszcze otwarte. Ale chyba testowo, bo wszędzie były dotychczasowe kartki z godzinami otwarcia. Klientów nie było praktycznie.

Na warszawskiej Białołęce sklepy spożywcze w piątek i sobotę otworzone były co najmniej do 22, a supermarket Aldik – nawet do 23. Takie godziny pracy wprowadzono już w tydzień przed pierwszą niedzielą bez handlu, by przyzwyczaić ludzi. – To nawet lepsze rozwiązanie. Mam czas wrócić z pracy w piątek i wyjść po zakupy bez obawy, że nie zdążę ich zrobić. Robię zakupy przeważnie według listy. Dziś skusiłam się na dodatkowe rzeczy ze względu na liczne promocje – mówi jedna z kupujących kobiet.

- Cały ten zakaz handlu w niedzielę nie jest potrzebny. Jeśli pracodawcy płaciliby więcej tego dnia, to część pracowników chętnie przyszłaby do pracy. Inni wybraliby dzień z rodziną. Wilk byłby syty i owca cala – konkluduje kierownik w jednym ze sklepów typu AGD RTV w Lublinie, gdzie tradycyjnie w niedzielę były tłumy.

Które sklepy są otwarte w niedzielę 11 marca

11 marca to pierwsza niedziela z zakazem handlu. Obejmuje on szereg placówek handlowych, w tym sklepy, stoiska, stragany, hurtownie czy domy towarowe. W ustawie jest jednak szereg wyłączeń. Mogą być czynne choćby kina, restauracje i kawiarnie (także te w centrach handlowych) czy sklepy na stacjach benzynowych.

Właściciele tych ostatnich postanowili przypomnieć o tym klientom. Jedna z sieci reklamuje się w radiu, że w niedzielę „nie zwalnia” i zaprasza do sklepów w setkach swoich obiektów.

Niektóre sklepy zaś inaczej poradziły sobie z problemem. Supermarket Topaz w Radzyniu Podlaskim, na przykład, zamierza być w każdą niedzielę otwarty, a klienci będą wchodzili do niego... przez sklep przy stacji paliw. 

Fotorzepa, Krzysztof A. Kowalczyk

W niedzielę w centrach handlowych przechadza się sporo klientów, kawiarnie pełne. Strategiczne Biedronki na dworcach obłożone. - Ruch jest bardzo duży, choć cała obsługa to pracownicy na co dzień pracujący w innych sklepach sieci - mówi kasjerka.

W Rossmannie też sporo klientów, kolejki do kas.

Za to wiele małych sklepów, także np. sieci Żabka, nie skorzystało z okazji i się nie otworzyło.

Niektóre tradycyjne wykorzystało moment i znacząco podniosły ceny, np. cukier za ponad 6 zł za kilogram. - Takie ceny teraz są - skwitowała właścicielka. 

Biedronka i Lidl na warszawskim przedmieściu Międzylesie w niedzielę są nieczynne. W Lidlu na drzwiach mała kartka z listą niedziel, kiedy sklep będzie zamknięty i żadnej informacji, że to wynik wprowadzenia ustawowego zakazu handlu.

W stosunkowo nowej galerii handlowej Ferio otwarta jest restauracja Stacja Wawer, cukiernia Grycan i pub. Reszta galerii odgrodzona sznurkiem i zamknięta na głucho, nawet kwiaciarnia czy pralnia, które teoretycznie mają prawo w niedzielę działać. Dzień wcześniej, w sobotę nie dostrzegłem żadnej informacji, że w niedzielę niemal całe centrum nie będzie działać. Na stronie internetowej nieprawdziwa informacja, że centrum czynne jest w niedzielę w godz. 10-20.

We wschodniej części osiedla pracują dwa małe sklepy – te same, które niezawodnie od lat otwarte są nawet w dni z dotychczasowym zakazem obowiązującym w święta kościelne.

Pobliskie centrum handlowe King Cross Praga przy ulicy Jubilerskiej zamknięte. U wejścia karta „odpoczywamy”. I znów żadnej informacji, że to nie widzimisię handlowców, tylko ustawowy zakaz handlu.

Fotorzepa, Katarzyna Kucharczyk

Tu cukiernia Grycan nie działa, barek z kuchnią azjatycką - także, piekarenka rożków Fornetti, ani nawet bar z kebabem na zewnątrz centrum. Pracuje tylko McDonalds, który ma oddzielne wejście. Spragnieni BigMaca czy lodów klienci zaglądają i nieśmiało pytają: - Czynne?

Wygląda na to, że tylko w tych dwóch centrach zakaz poza super- czy hipermaketem i licznymi sklepami z odzieżą, książkami kawą i RTV AGD uderzył rykoszetem w biznesy, które miały być z niego zwolnione. Właściciele uznali, że do centrum i tak nikt nie przyjdzie. I oddali niedzielę walkowerem.

 

Przygotowali: Jeremi Jędrzejkowski, Grzegorz Siemionczyk, Alicja Podskoczy, Aleksandra Ptak, Piotr Mazurkiewicz, Aneta Gawrońska, Aneta Wieczerzak, Katarzyna Kucharczyk, Krzysztof Adam Kowalczyk  

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL