Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Janusz Steinhoff: Górnictwo powinno być dawno sprywatyzowane

tv.rp.pl
Zajmowanie się przez Radę Ministrów szczegółowymi problemami restrukturyzacji takiej, czy innej branży, jest działaniem rodem z poprzedniego systemu – mówi Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Mamy spójną, długofalową politykę energetyczną?

Czekamy na podstawowy dokument jakim jest „Polityka energetyczna Polski do 2050 roku". To jest najważniejszy dokument do którego dobiera się istotne mechanizmy rozwoju elektroenergetyki.

Ten dokument był zapowiadany wielokrotnie.

Opracowanie go jest wyjątkowo trudne, biorąc pod uwagę to, co dzieje się w Europie i jakie mogą być konsekwencje pakietu klimatyczno-energetycznego. To jest jak rozwiązanie równania liniowego z co najmniej 3 niewiadomymi. Matematyka podpowiada, że dobrze można rozwiązać takie równanie tylko z 1 niewiadomą.

Jakie czynniki trzeba wziąć pod uwagę?

Wiemy o tym, że miks energetyczny zbudować należy w sposób racjonalny. Dominacja węgla czyli paliw stałych nie może mieć miejsca. Substytucja paliw stałych ze względu na emisję dwutlenku węgla jest koniecznością.

Podobno założenia polskiego miksu energetycznego przedłożone w Brukseli zostały wstępnie zaakceptowane. Wynika z nich, że do 2030 r. udział węgla kamiennego i brunatnego w miksie energetycznym ma wynieść minimum 60 proc.

Jest to możliwe, chociaż obciążone dużym ryzykiem.

Nasze kopalnie wydobywają coraz mniej węgla i jego import będzie musiał rosnąć. Polska elektroenergetyka ze względu na trudne warunki górniczo-geologiczne może w przyszłości w znaczący sposób być zasilana węglem importowanym.

Może zbudujemy nowe kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego?

W wielu regionach społeczność lokalna nie chce słyszeć o tego typu projektach.

Rząd powinien przyjąć dokument „Polityka Energetyczna Polski do 2050 roku" w którym zdywersyfikujemy nośniki energii w elektroenergetyce.

I tak węgiel jeszcze przez wiele lat będzie dominującym paliwem w naszych elektrowniach.

Nie sposób przestawić w ciągu 10 czy 15 lat na inny nośnik energii w znaczącym stopniu.

Jak pan widziałby polski miks energetyczny?

Z jednej strony jako paliwa stałe, które są teraz powszechnie stosowane. Paliwa gazowe z drugiej strony, bo biorąc pod uwagę konsekwencje pakietu klimatyczno-energetycznego, byłoby to racjonalne. Trzecia sprawa to odnawialne źródła energii. Do 2020 r. mamy mieć 15 proc. udział OZE. Jest też sprawa energii atomowej.

Uzyskanie 15 proc. udziałów OZE chyba nie będzie trudne?

To jest do osiągnięcia o ile rząd nie będzie wprowadzał zaskakujących regulacji. Nie może być tak, że w trakcie realizacji wielu inwestycji, zmienia się zupełnie reguły gry na wyjątkowo niekorzystne. Tym samym krytycznie oceniam nowelizację ustawy o OZE.

A co z energią atomową?

Zdania w tej materii są podzielone. Trzeba pamiętać, że koszty inwestycyjne są trzykrotnie wyższe niż w energetyce węglowej. 1 MW mocy to ok. 4-4,5 mln euro. Z punktu widzenia kosztów inwestycyjnych to bardzo trudna inwestycja, trudny projekt. Moim zdaniem nie do przeprowadzenia bez istotnej pomocy państwa w formie gwarancji itd.

Wiadomo jednak za co się płaci.

Atutem jest bezpieczeństwo energetyczne i niska emisja różnych toksyn.

Powinniśmy iść w kierunku Odnawialnych Źródeł Energii?

Tak, ale nie za szybko. Wyobrażam sobie szybszy rozwój OZE w przyszłości. Szybszy rozwój zarówno energetyki wiatrowej jak i fotowoltaiki.

Chińczycy, mimo tego, że mają olbrzymie pokłady węgla i powinni go wspierać, postawili na OZE.

Trzeba odczytywać znaki czasu. Oni wiedzą, że powoli kończy się dominacja węgla brunatnego i kamiennego. Planując rozwój elektroenergetyki trzeba patrzeć na to w horyzoncie 30-40 lat.

Nasza elektroenergetyka stoi przed problemem wielkich inwestycji w nowe moce wytwórcze, rozwoju sieci dystrybucyjnej i przesyłowej.

Jest coś takiego, że ze względów politycznych, mówi się o dominacji węgla w dalszym horyzoncie. Nie będzie to możliwe, bo musielibyśmy w znaczącym stopniu w przyszłości oprzeć polską elektroenergetykę na zewnętrznych źródłach zasilania w węgiel kamienny.

Komisja Europejska zaproponowała, że tylko elektrownie węglowe spełniające normę emisji na poziomie 550 kg/MWh mogą być zaliczone do rynku mocy.

Tego nie spełnia jakakolwiek, nawet supernowoczesna, o najwyższej sprawności elektrownia węglowa.

Polski rząd słusznie oprotestowuje tę regulację. Trudno jest akceptować mylenie problemu bezpieczeństwa energetycznego z ochroną środowiska.

W tej sytuacji, kiedy mamy spór na linii Warszawa- Bruksela ciężko będzie przeforsować korzystniejsze regulacje dla Polski?

Jesteśmy w trudniejszej pozycji. Będzie nam coraz trudniej przekonać partnerów do swojej racji. Odnoszę wrażenie, że większość wypowiedzi polskich polityków dotycząca problematyki UE czy funkcjonowania UE ma wymiar raczej wewnętrzny niż zewnętrzny. A to do niczego dobrego nie prowadzi.

Do końca nie wiadomo jakie jest podejście rządu do atomu, bo często zmienia zdanie.

Jest czas dyskusji i czas decyzji. Ta dyskusja trwa zbyt długo.

Energetykę jądrową do podstawowego dokumentu wpisano wiele lat temu. Powołano nawet spółkę, zaczęto mówić o lokalizacji itd. Czas najwyższy, żeby podjąć decyzję. W tą lub drugą stronę.

Nieoficjalnie mówi się, że Chińczycy są gotowi w to zainwestować.

Nie ma darmowych obiadów. Za to zapłaci konsument energii elektrycznej w Polsce. Bez względu na to kto zbuduje, kto udzieli kredytu, trzeba pamiętać o konsekwencjach ekonomicznych.

Trzeba uwzględniać również fakt, że w polskich kopalniach pogarszają się warunki górniczo-geologiczne, co wpływa na koszty wydobycia węgla. Musimy zamykać trwale nierentowne kopalnie itd. Rząd musi taką decyzję podjąć. Mam nadzieję, że do końca roku „Polityka energetyczna Polski do 2050 roku" się ukaże.

Jak ocenia pan sytuację w górnictwie?

Miałem okazję restrukturyzować górnictwo w rządzie Jerzego Buzka. Niestety potem nastąpił zastój. Górnictwo powinno być dawno sprywatyzowane.

Wtedy można było połączyć górnictwo z elektroenergetyką, bo podobnie jak teraz generowało zyski. Nie powinno się dopuścić do sytuacji, że mamy sprywatyzowaną elektroenergetykę i państwowe górnictwo w którym kolejny rząd gasi strajki, czy zajmuje się programami restrukturyzacji.

Lada dzień na Radę Ministrów trafi gotowy program dla górnictwa.

Górnictwo jest branżą gospodarczą jak każda inna. Zarządy spółek powinny opracowywać programy, strategie itd. Zajmowanie się przez Radę Ministrów szczegółowymi problemami restrukturyzacji takiej czy innej branży jest działaniem rodem z poprzedniego systemu.

Czyli mamy do czynienia z jakąś restrukturyzacją w górnictwie?

Tak. Obecny rząd rozpoczął procesy, które były konieczne do realizacji już dużo wcześniej, czyli jednak podjął decyzję o likwidacji trwale nierentownych mocy produkcyjnych.

Jakoś tego nie widać, nie zamknął żadnych kopalń.

Wiele kopalń przekazał do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Nie ulega naciskom związków zawodowych, kieruje się ekonomią i przyszłością polskiego górnictwa. Rząd uruchomił pakiet socjalny, czyli osłony dla odchodzących z pracy górników. Górnictwo poprawiło swoje wyniki.

Głównie dzięki dobrej koniunkturze.

Oczywiście.Dotyczy do szczególnie JSW, która jest poddana największym wahaniom cenowym, bo cena węgla koksującego i koksu jest funkcją koniunktury w przemyśle stalowym. Spółka wygenerowała 1,4 mld zł zysku netto za I kw.

PGG wygenerowała niewielki zysk, co mnie bardzo cieszy. Testem na kondycję PGG, największej firmy górniczej w Europie, będzie jej wynik przy niższych cenach węgla.

Uważam, że te ceny węgla się nie utrzymają w dłuższej perspektywie. Trzeba myśleć o różnych działaniach restrukturyzacyjnych.

Zamykać kopalnie?

Tak. Kopalnie które nie mają żadnych szans, w których występuje nadkoncentracja górniczych zagrożeń, które mają bardzo wysokie koszty, nie mogą być utrzymywane ze środków inwestycyjnych dobrych kopalń.

Czyli będą zamykane nierentowne kopalnie w Spółce Restrukturyzacji Kopalń?

Tak. Oczywiście proces likwidacji nie trwa kilka miesięcy. Kopalni się tak nie likwiduje. O tym czy kopalnie trzeba likwidować, czy nie, decyduje ekonomia i geologia, a nie polityka. Nawet gdyby rząd chciał dotować nierentowne kopalnie, nie ma takiej możliwości w świetle prawa, które obowiązuje w UE. Prawa, które dotyczy pomocy publicznej.

Przed wyborami PiS twierdził, że „Polska jest w ruinie".

Bardzo źle oceniam taką propagandę polityczną. Jest to retoryka absolutnie nie osadzona w jakichkolwiek realiach gospodarczych. Uważam, że ostanie 27 lat w polskiej gospodarce to wielki sukces polskich przedsiębiorców.

Mamy eksport przekraczający 200 mld dol. Wszystkie wskaźniki plasują nas na 1 miejscu wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Polska jest jedynym krajem, która od 1991 r. nigdy nie miała recesji.

Przez te 27 lat zrealizowaliśmy 2 podstawowe priorytety polityczne. Mówię o członkostwie w NATO i UE, co ma swoje znaczeni dla gospodarki.

Teraz politycy wypowiadają się już dobrze. Czyli kiedyś gospodarka „była w ruinie", a dzisiaj jest bardzo dobra. Nie ma takich zmian z roku na rok. Musi być ciągłość władzy wykonawczej i podejmowanie różnych racjonalnych decyzji.

Podobają się panu jakieś działania rządu?

Nie tylko akceptuję, ale i bardzo pozytywnie oceniam, wszystkie działania, które zostały podjęte w zakresie uszczelnienia systemu podatkowego. To jest niewątpliwy sukces premiera Morawieckiego.

Przedsiębiorcy wiedząc o tym, że patologia w gospodarce w ściągalności podatków narusza warunki konkurencji. Popierają te działania.

Został obniżony wiek emerytalny. Nie przesadzamy z wydatkami socjalnymi?

Obniżenie wieku emerytalnego, to jest kompletny absurd. Z punktu widzenia ekonomicznego to wyjątkowo szkodliwe. Będzie nas to kosztowało duże pieniądze.

Zostało coś z reformy ubezpieczeń społecznych rządu Jerzego Buzka?

Zniszczono ją. Myśmy zakładali powszechność systemu, to nie funkcjonuje. Są emerytury mundurowe, inne rozwiązania emerytalne mają sędziowie, prokuratorzy itd.

Tak mocne zróżnicowanie w systemie emerytalnym jest z punktu widzenia etyczno-moralnego naganne, a z punktu widzenia ekonomicznego wyjątkowo szkodliwe.

35-letni emeryt, którego utrzymują polscy podatnicy, to nie jest dobre rozwiązanie.

To akurat nie wina PiSu.

Nie. Na fali populizmu i nieodpowiedzialnie składanych obietnic, bardzo często niszczono racjonalne rozwiązania w systemie emerytalnym.

Cały czas jedziemy na deficycie. Rząd mimo ataków na poprzedni robi dokładnie to samo.

Trzeba myśleć o szybszym tempie redukcji deficytu. W różnych czasach ten deficyt był często większy. Poprzednicy też nie wykazali się dalekowzrocznością i roztropnością. Najwyższy deficyt w 2009 r. to było 7 proc. PKB. Deficyt sektora finansów publicznych przekroczył wówczas 100 mld zł. Byliśmy w czasie niezłego wzrostu gospodarczego, a dopuszczono do tego.

Jednak Polska nie jest mocno zadłużonym krajem na tle innych państw UE.

Jesteśmy krajem na dorobku, powinniśmy redukować przyrost zadłużenia.

Koszty obsługi zadłużenia naszego państwa są coraz wyższe. Struktura polskiego długu jest bardzo niebezpieczna, bo większość zadłużenia mamy za granicą. To jest wielki problem.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL