Gospodarka

Wojna handlowa robi się coraz ostrzejsza

Adobe Stock
Amerykańskie władze zwiększają presję na Chiny. Zapowiedziały nałożenie karnych ceł na produkty sprowadzane do USA za 200 mld dol. rocznie.

Administracja Trumpa rozpoczęła w nocy z wtorku na środę procedurę nałożenia karnych, 10-procentowych ceł na chińskie produkty, których importuje się do USA za 200 mld dolarów rocznie. Ta decyzja stała się sygnałem do wyprzedaży na światowych giełdach.

Czytaj także: Mobius: wojna handlowa to tylko rozgrzewka przed kryzysem

Rynki w odwrocie

Chiński indeks Shanghai Composite zakończył środową sesję 1,8 proc. na minusie, spadając do najniższego poziomu od 18 miesięcy. Hang Seng, główny indeks giełdy w Hongkongu, spadł o 1,3 proc., a japoński Nikkei 225 zniżkował o 1,2 proc.

Większość europejskich indeksów umiarkowanie spadała przed południem. Niemiecki DAX zniżkował nawet o 1,2 proc., a polski WIG20 o 0,9 proc., ale po południu spadki wyhamowały. Kolejną salwę w chińsko-amerykańskiej wojnie celnej mocno odczuł rynek surowcowy. Cena miedzi spadła w Szanghaju o 3,5 proc., a cynku aż o 6 proc.

– Chiny są największym nabywcą metali przemysłowych, a inwestorzy niepokoją się o skutki wojny handlowej. Nie tylko wpłynie ona negatywnie na popyt w Chinach na te surowce, ale również wpłynie na akcje spółek surowcowych – prognozuje Fiona Cincotta, analityczka z City Index.

Na opublikowanej przez Biuro Amerykańskiego Przedstawiciela Handlowego liście chińskich produktów, które zostaną objęte podwyżkami ceł, znalazły się m.in.: mięso, ryby, warzywa, napoje, produkty tytoniowe, niektóre materiały budowlane (np. gips i piaskowiec), metale przemysłowe, niektóre chemikalia, jedzenie dla psów i kotów, opony, produkty skórzane, produkty z drewna i papieru, lampy, meble, materace i niektóre produkty przemysłu elektronicznego (np. kamery). Lista nie jest ostateczna. Zostanie poddana konsultacjom i wejdzie w życie zapewne we wrześniu.

– Przez ponad rok administracja Trumpa cierpliwie wzywała Chiny, by zakończyły swoje nieuczciwe praktyki handlowe, otworzyły rynki i zaangażowały się w prawdziwą konkurencję rynkową. Mówiliśmy bardzo jasno i szczegółowo o tym, jakie zmiany Chiny powinny wdrożyć. Niestety Chiny nie zmieniły swojego zachowania, które stanowi zagrożenie dla gospodarki amerykańskiej – stwierdził Robert Lighthizer, przedstawiciel handlowy USA.

Jaka odpowiedź Pekinu

Analitycy wskazują, że chińscy producenci znacząco odczują nowe cła, ale ich skutki dotkną również inne gospodarki. – Amerykańska lista chińskich produktów objętych podwyżką cen jest długa i szeroka, a skutki tego będą odczuwalne w łańcuchach dostaw i wywołają zniszczenia w regionalnych gospodarkach – ocenia Zhu Huani, ekonomista z Banku Mizuho.

Chiny na razie deklarują, że nadal będą opierać się USA. „Jeśli Trump rozpocznie wojnę handlową na pełną skalę, to amerykańska gospodarka i społeczeństwo nie będą w stanie wytrzymać skutków kontrposunięć, które zastosują Chiny i inne gospodarki" – mówi komentarz w rządowej gazecie „China Daily".

Chinom będzie trudno jednak zastosować symetryczny odwet. Amerykański eksport do Chin wynosił bowiem w zeszłym roku jedynie prawie 130 mld dol. Chiński rząd będzie więc musiał być bardziej kreatywny w swojej odpowiedzi.

– Chiny mogą doprowadzić do osłabienia swojej waluty, juana, tak by wzrosły koszty pożyczek w USA, a chińskie dobra stały się tańsze na światowych rynkach. Może również prowadzić działania utrudniające działalność amerykańskich spółek w Chinach, np. zwiększone regulacje – uważa Tom Milson, dyrektor w brytyjskiej spółce GWM Investment Management.

Chiński juan słabł już w środę wobec amerykańskiej waluty. Po południu za 1 dol. płacono 6,67 juanów. Niedawno bank centralny zapowiadał, że będzie bronił kursu na poziomie 6,7 juanów za 1 dol.

Marek Rogalski główny analityk walutowy DM BOŚ

Na razie Chińczycy wydają się być nieco zszokowani tempem eskalacji konfliktu handlowego przez Waszyngton, ale raczej nie należy się spodziewać, że Pekin schowa głowę w piasek. W zeszłym tygodniu chińscy decydenci zapowiadali, że przyjmą strategię „wet za wet", co może tylko zapowiadać eskalację problemów, a inwestorzy na rynkach finansowych mogą zacząć wyceniać ich negatywne przełożenie na realną gospodarkę. To jednak może nie być takie łatwe, bo jesteśmy już po przecenie z ostatnich tygodni, a jak na razie odczyty danych makroekonomicznych nie wypadają źle.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL