Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Krzysztof Kawczyński: Rynek gospodarki odpadami doszedł do dna

tv.rp.pl
Jego wartość to ok. 3,5 mld zł. Przed rewolucją śmieciową był warty 5,5 mld zł, a powinien być warty 7 mld zł – mówi Krzysztof Kawczyński, ekspert KIG do spraw ochrony środowiska, gość programu Marcina Piaseckiego.

Gość podał, że rynek gospodarki odpadami w Polsce to ok. 12 mln ton odpadów komunalnych. - Jego wartość to ok. 3,5 mld zł. Przed rewolucją śmieciową był warty 5,5 mld zł, a wg naszych szacunków powinien być warty 7 mld zł - mówił Kawczyński.

Przypomniał, że jednym z fundamentów rewolucji śmieciowej było przekazanie gminom władzy nad odpadami. - Na ogół kryterium w przetargach była niska cena. W tym zniżkowym trendzie doszliśmy już do dna – ocenił.

- My wyliczamy wartość rynku na podstawie standardów UE i naszego prawodawstwa. Zagospodarowanie i obróbka 1 tony odpadów wynosi ok. 500 zł. Z tego wychodzi, że cały rynek powinien być warty 6-7 mld zł - stwierdził Kawczyński.

- Oficjalnie zbieramy ok. 12 mln ton. Poza ewidencją jest jeszcze 2-3 mln ton. Część odpadów ląduje w lasach czy piecach – dodał.

Gość zdradził, że w odpadach istotnie rozbudowała się szara strefa. - W Polsce jest to 30-40 proc. Te odpady są składowane bez żadnej przeróbki w wyrobiskach czy żwirowniach. Metod tańszego pozbycia się odpadów jest wiele, a gminę interesuje tylko, żeby operator był jak najtańszy – mówił.

Od pewnego czasu gminy mogą bezprzetargowo przekazywać gospodarkę odpadami swoim spółkom. - Gminy skrzętnie z tego korzystają. Obecnie około połowy rynku jest we władaniu spółek samorządowych - ocenił Kawczyński.

Np. w Warszawie prywatne firmy są powoli wypierane z rynku. - Szkoda, bo niektóre firmy mają obiekty np. do sortowania, których spółka miejska nie posiada. Warto pamiętać, że za kilka lat będzie całkowity zakaz deponowania mieszanych odpadów – tłumaczył gość.

Warszawa ma duże zaległości w nadgonieniu zapóźnienia. - Brakuje wszystkiego. Warszawa, jako jedno z nielicznych miast, nie ma własnego zaplecza do przetwarzania odpadów. Nie ma też zintegrowanego systemu, a prywatne sortownie stoją puste – mówił.

- Jest to syndrom wielkiego miasta, gdzie odpady były tematem, o którym woleliśmy nie mówić. Od 20 lat tłumaczymy, co trzeba zrobić, ale zabrakło woli i determinacji, żeby to wykonać - przypomniał Kawczyński.

Podkreślił, że praca z mieszkańcami to warunek, żeby system się udał. - Dzisiaj wiele gmin kończy obsługę na zabieraniu odpadów spod bramy i mieszkańcy się tym nie interesują. Nie tłumaczymy im, że odpady trzeba będzie segregować na kilka frakcji – mówił gość. - Na razie przerabia się odpady na stabilizat, który legalnie deponuje się na składowiskach. Nie powinno tak być, bo jest tam masa surowców, która nam ginie – dodał.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL