Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Grzegorz W. Kołodko: Trump wypowiada wojnę, której nie może wygrać

Amerykańska gospodarka jest już tak sprzężona z chińską, że nie ma sankcji, które USA mogą nałożyć na Chiny, nie strzelając sobie w stopę – mówi prof. Grzegorz W. Kołodko, ekonomista, były wicepremier i minister finansów, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Dlaczego Donald Trump gra tak ostro i wprowadza wysokie cła na stal i aluminium?

Kieruje się przesłankami politycznymi i dosyć słabym rozumieniem tego, co i dlaczego dzieje się w gospodarce. Jesienią będą ważne wybory, część senatu będzie odnowiona, będzie wybierana izba reprezentantów, także gubernatorzy w różnych stanach. Przewaga republikanów w amerykańskim senacie jest maleńka i Trump ma trudności z przepychaniem innych pomysłów.

Trump skraca perspektywę, choć wydaje mu się, że ją wydłuża. Podejmuje decyzje, które mają ożywić koniunkturę i poprawić notowania republikanów teraz. Na dłuższą metę to zaszkodzi Amerykanom, bo będzie pchało w górę koszty i nasilało mechanizm inflacji kosztowej. Jeśli np. BMW, które montuje swoje samochody na terenie USA, wykorzystuje do tego importowaną blachę z Niemiec, to będzie drożej.

W krótkim okresie może minimalnie pójść w górę zatrudnienie i obroty amerykańskich firm. W dłuższym okresie zapłaci za to istotna część amerykańskiego społeczeństwa. Nie jest to w interesie USA, nie mówiąc już o innych gospodarkach, w tym Polski.

Lekceważą sobie ryzyko inflacji?

Inflacja ma tendencje do wymykania się spod kontroli władz fiskalnych i monetarnych. Na to trzeba uważać. Na razie nie ma poważniejszego zagrożenia inflacją, ani w USA, ani w Unii Europejskiej, ani w Polsce.

Dla Trumpa teraz najważniejsze jest, aby była praca, bo tak obiecywał w kampanii. Jednak jest w trudnej sytuacji, bo w USA jest rekordowo niskie bezrobocie, ok. 4 proc. Przestrzeń ekonomiczna do zmniejszania bezrobocia jest niewielka. Ta polityka nie da efektów, które on zakładał.

Akcenty wojny handlowej pojawiały się zaraz po wyborach, ale potem to ucichło. Były nawet pojednawcze gesty między Trumpem i Chinami. Nic nie zwiastowało takiego obrotu sytuacji. Jakie mogą być tego konsekwencje?

Niemądry polityk wypowiada wojnę, o której jest z góry wiadomo, że jest do przegrania. Wojny handlowej z Chinami i UE nie można wygrać.

Trump twierdzi, że problem mają ci, którzy mają nadwyżki. Wystarczy wywołać wojnę handlową i to oni stracą. „To łatwe" – twittował.

To jest prostactwo, taka krótka ekonomia. Wojny handlowe mają to do siebie, że eskalują. Nie będziemy w UE nadstawiać drugiego policzka i czekać, aż będą wprowadzone cła na samochody eksportowane z Europy. W Polsce jest wiele zakładów skooperowanych z niemieckim przemysłem motoryzacyjnym. Ich największym rynkiem eksportowym są Stany Zjednoczone.

Unia i Chiny odpowiedzą na cła?

Odpowiedzą. Jednak na razie odpowiedź jest dosyć miękka. Juncker, szef UE, stwierdził, że nałożymy cła na Harleya-Davidsona, burbon i Levi'sy. Na to tamta strona odgraża się, że nałoży cło jeszcze na samochody. Akcja wywołuje reakcję. Do wojny handlowej trzeba podchodzić w ten sposób: kto więcej przegra. Nikt nie wygrywa takiej wojny, ona kończy się z czasem. Korzyści mogą być punktowe. Być może wzrośnie zatrudnienie o tysiąc hutników w Pensylwanii, ale patrząc na dynamikę gospodarki amerykańskiej, zatrudnienie i dochody budżetowe, jest to kolejny błąd Trumpa. Teraz należy pohamować się przed eskalacją i uruchomić pewne procedury w ramach WTO.

Chińczycy powściągną się?

Chińczycy najbardziej. Amerykańska gospodarka jest już tak sprzężona z chińską, że nie ma sankcji, które USA mogą nałożyć na Chiny, nie strzelając sobie w stopę.

Nie zawsze gra ze strony Chin w stosunku do Ameryki jest fair.

Chińczycy nigdy nie podpisali się pod tym, że będą u siebie tworzyć neoliberalny kapitalizm. Oni nazywają to socjalizmem z chińską charakterystyką. Inni mówią, że to skorumpowany państwowy kapitalizm. Ja to nazywam chinizmem, taki socjalistyczny kapitalizm. Chińska strategia jest podporządkowana rozwojowi chińskiej gospodarki. Dzisiaj Biały Dom jest bardziej za protekcjonizmem, przejawem jakiegoś nowego nacjonalizmu, a Chiny są za kontynuacją globalizacji, tylko podkreślają, że ma być bardziej inkluzyjna, win-win. Niektórym Chińczykom wydaje się, że „win-win" to chińskie określenie, a niektórym, że oznacza to 2:0 dla Chińczyków. Oni chcą wygrać to, co ich interesuje.

Mamy jeszcze jednego ważnego gracza – Rosję, w której Władimir Putin właśnie wygrał wybory prezydenckie. Mimo sankcji Rosja wraca do wzrostu gospodarczego.

Od początku uważałem, że te sankcje w sensie ekonomicznym nie zadziałają. Narobiły trochę szumu i szkód, psując już złą sytuację polityczną stosunków zachodnio-rosyjskich. Bardzo trudno jest się z takich sankcji wycofać. Bo kiedy wycofać? Wtedy, kiedy Rosja spełni żądania, które się wobec niej formuje. Czyli na świętego nigdy. Rosja nie zwróci Ukrainie Krymu. Można to teraz ciągnąć przez wiele lat.

Gospodarka rosyjska jest wystarczająco wydolna, żeby rozwijać się szybko?

Szybko nie. Rosja jest w stanie przyspieszyć, ale nie przy prostej kontynuacji polityki, którą miała do tej pory.

Putin dostał silny mandat i ma przed sobą 6 „spokojnych" lat polityki. Albo zacznie do tego podchodzić inaczej i zostawi po sobie dobrą spuściznę, albo będą go wspominać gorzej niż w tej chwili. Rosja wciąż jest ofiarą przekleństwa surowcowego.

Trwa proces dywersyfikacji rosyjskiej gospodarki, ale zasługuje on na tróję, a nie piątkę.

Skoro mówimy o Chinach, Stanach Zjednoczonych i Rosji. Za prezydenta Nixona udało się Amerykanom wbić klina pomiędzy Rosję i Chiny. Bez tego być może istniał by jeszcze Związek Radziecki.

Teraz prezydent Chin podkreśla, że tak dobrych stosunków chińsko-rosyjskich nigdy nie było. Trzeba uważnie przyglądać się temu, jak będzie rozwijała się wszechstronna współpraca gospodarcza pomiędzy Chinami i Rosją. Te kraje się świetnie uzupełniają i jeśli będą dalej rozumieć się politycznie, to Rosja dostanie mocny impuls i jej wzrost przyspieszy.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL