Gospodarka

Marek Zagórski nowym ministrem cyfryzacji

Marek Zagórski
tv.rp.pl
Prezydent Andrzej Duda na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego powołał Marka Zagórskiego na stanowisko ministra cyfryzacji. Uroczystość odbyła się w Pałacu Prezydenckim. O tym, że dotychczasowy sekretarz stanu w ministerstwie cyfryzacji ma zostać pełnoprawnym szefem resortu, jako pierwsza informowała już w marcu "Rzeczpospolita".

- Powierzam panu tę tekę bez zawahania, ponieważ jest pan politykiem mającym doświadczenie w informatyzacji i ma pan wielkie doświadczenie w pełnieniu funkcji państwowych - powiedział Andrzej Duda. -  Cyfryzacja to zadanie trudne, ale niezwykle ważne. Od tego zależy czy udaje się budować nowoczesne państwo - stwierdził.

Tym samym potwierdziły się zarówno informacje "Rzeczpospolitej" jak i rpkom.pl. "Rz" podała na początku miesiąca, że taka nominacja będzie miała miejsce, a poprzedzi ją przejście Zagórskiego z partii Porozumienie Jarosława Gowina do Prawa i Sprawiedliwości (w ten sposób nie zostanie naruszony ministerialny parytet ustalony przez koalicjantów).

Z kolei w rpkom.pl napisaliśmy, że nominacja będzie miała miejsce w połowie kwietnia. W poniedziałek 16 kwietnia premier Mateusz Morawiecki przedstawił oficjalnie kandydata na ministra cyfryzacji.

Opinie i plany Marka Zagórskiego dla resortu można znaleźć w wywiadzie, który opublikowaliśmy na początku kwietnia. Choć nie chciał rozmawiać o tym, czy chciałby kierować ministerstwem to powiedział m.in., że resort nie zostanie zlikwidowany.

Cały wywiad z Markiem Zagórskim przypominamy poniżej.

Rzeczpospolita: Kto wymyślił, żeby pasmo 450 MHz przeznaczyć na potrzeby firm energetycznych i dlaczego trzeba było tę poprawkę do Prawa telekomunikacyjnego wnosić w takim trybie?

Marek Zagórski: To efekt raportu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa po ubiegłorocznych nawałnicach. Ministerstwo Energii, które chce mieć system łączności na potrzeby energetyki ponieważ dotychczasowe rozwiązania okazały się niesprawne. To kwestie związane z bezpieczeństwem.

Ale skąd ten tryb?

Chodzi o czas. Przygotowaliśmy wprawdzie kolejną nowelizację Prawa telekomunikacyjnego, która dotyczy częstotliwości, ale prace nad nią zajmą zapewne około pół roku.

A nad nowelizacją, którą przyjął Sejm?

Mam nadzieję, że zostanie przyjęta szybko. To ważna i potrzebna zmiana. Chroni konsumentów przed nieuczciwymi praktykami związanymi na przykład z SMS-ami premium.

Z jednej strony rząd odbiera prezesowi UKE możliwość rozdysponowania częstotliwości 450 MHz, z drugiej powstaje ustawa, która ma mu dać większą władzę nad pasmem i sposobem jego przydziału. Trzeba było iść na ustępstwo? To jakaś forma negocjacji?

Prezes UKE ma świadomość tego procesu. Względy bezpieczeństwa energetycznego przesądziły. W  żadnym wypadku nie jest to element ujmowania kompetencji prezesowi UKE.

Jednocześnie w UKE trwają konsultacje przetargu na to pasmo.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta – zamknie ten temat.

Ktoś wyliczył, że minęło 80 dni odkąd resort cyfryzacji nie ma ministra. Jakie będą jego losy pana zdaniem?

Decyzja należy do prezesa rady ministrów. To, gdzie będzie przypisany dział informatyzacji leży właśnie w rękach pana premiera. Myślę, że podejmując decyzję o utrzymaniu resortu dał jasny sygnał, jak to ma wyglądać. Ja osobiście nie przewiduję takiego planu, w którym Ministerstwo Cyfryzacji miałoby być zlikwidowane. Ale najważniejsze, by dla rządu cyfryzacja była rzeczywistym priorytetem. Fakt, że pan premier przygląda się ministerstwu – jak ktoś wyliczył – 80 dni wskazuje na to, że ten obszar, bardzo przekrojowy, przenikający przez wszystkie działy funkcjonowania państwa, jest i będzie istotny.

Pan by chciał być ministrem cyfryzacji?

Ta decyzja należy do pana premiera. Poproszę więc o inne pytanie.

Czy z pana punktu widzenia jest to resort trudny?

Na pewno trudny, ale też w związku z tym, że byłem w paru innych, mogę powiedzieć, że o każdym resorcie się tak mówi. Ten jest odpowiedzialny za regulacje, ale też dba o systemy informatyczne i samodzielnie je buduje. Tymczasem regulacje są szalenie istotne, co pokazuje chociażby afera z Facebookiem. Mogłoby się wydawać, że nas to nie dotyczy, ale jest pewne, że czym więcej będzie informatyzacji w naszym życiu, tym większa będzie potrzeba regulowania coraz większej liczby przejawów cyfryzacji. Dlatego wyspecjalizowany w tym resort będzie musiał funkcjonować.

A widzimy, że premier powołuje pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa spośród ministrów obrony narodowej. To sprzeczne z planami Ministerstwa Cyfryzacji, dokumentami takimi jak strategia cyberbezpieczeństwa, czy to się da pogodzić?

Oczywiście, że tak. Wspólnie pracowaliśmy nad tym, aby pełnomocnik został powołany. Ma działać do czasu przyjęcia ustawy o cyberbezpieczeństwie. Będzie uruchamiał struktury przewidziane tym aktem prawnym z wyprzedzeniem. Podstawą tego systemu jest współdziałanie trzech CERT-ów: wojskowego, NASK-u i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pełnomocnik będzie koordynować tę współpracę. Rozwiązanie przyjęte w tej chwili może się jeszcze zmienić, ale wydaje się i akceptowalne, i rozsądne. Musimy patrzeć na cyberzagrożenia w kategoriach zagrożenia dla funkcjonowania państwa. Ataki mają różną skalę: czasem dotyczą pojedynczych systemów, ale musimy być przygotowani na te poważniejsze.

Pan ma konto na Facebooku?

Mam dwa, w tym jako osoba publiczna, ale zwierzęciem facebookowym nie jestem.

Wspomniał pan o aferze Facebooka, czyli o wykorzystaniu informacji o użytkownikach przez firmę Cambridge Analytica. Odradza pan teraz posiadania konta na tej platformie?

Nie. Trzeba rozróżnić dwie kwestie. Facebook jest w jednej warstwie narzędziem do komunikacji i rozrywki. Z drugiej strony jest narzędziem do zarabiania pieniędzy przez firmę. Jeśli ktoś myślał inaczej, faktycznie mógł przeżyć wstrząs. I ja, i zapewne wiele innych osób, w trakcie różnych kampanii kupowaliśmy kampanie na Facebooku. Co więc kupowaliśmy? Możliwość dotarcia do pewnej kategorii użytkowników. To samo dotyczy całej działalności firm reklamowych, od których kupuje się narzędzia dotarcia do konkretnych grup społecznych. Facebook, ale także wyszukiwarki internetowe, inne portale społecznościowe, pozwalają  na to, aby robić to dokładniej. Głośna ostatnio sprawa Facebooka to odkrywanie czegoś dawno już odkrytego.

Oczywiście, z charakterem tego narzędzia wiążą się też zagrożenia, o których trzeba pamiętać. Powinniśmy wykonywać dużą pracę edukacyjną i wyjaśniać, jak działają te platformy, jakie są zasady ich funkcjonowania. Trzeba to sobie jasno powiedzieć, że to są pewnego rodzaju narzędzia marketingowe. I żeby to jasno wybrzmiało – tak, dostrzegam zagrożenia. Myślę, że taką refleksję ma już i Unia Europejska, i USA.

Jak Pan ocenia czas i dokonania resortu za kierownictwa Anny Streżyńskiej? Czy to, o czym mówiło się w mediach, na stronie internetowej resortu to właśnie sprawy najważniejsze dla cyfryzacji kraju?

Powiem o tym, co ja zamierzam robić. Kwestie regulacyjne to sprawy, na które powinniśmy zwracać i będziemy zwracać największą uwagę. Będę się też starać właściwie formułować zadania jeśli chodzi o cele informatyczne. Trzeba je też priorytetyzować. Powiem tak: dużo ważniejsza jest dla mnie stabilizacja CEPiK-u niż skądinąd ciekawa aplikacja „Mój Pojazd". I na tym poprzestańmy.

Jakie będą dalsze losy Centralnego Ośrodka Informatyki?

Nazywam COI największym departamentem Ministerstwa Cyfryzacji. Powinno to być ściśle zintegrowane i pełnić taką funkcję. Na pewno głównym zadaniem COI powinno być utrzymywanie systemów funkcjonujących: PESEL-u i pozostałych rejestrów państwowych oraz CEPiK-u. Funkcjonowanie tego typu podmiotów w strukturach administracji jest i będzie potrzebne. Rozbudowywanie rejestrów państwowych i zadań administracji wykonywanych drogą elektroniczną samo w sobie spowoduje, że taka instytucja będzie musiała się rozwijać.

Pytanie, czy to będzie ta instytucja?

Nie widzę powodu, aby miała być to inna instytucja. COI, choć zapewne ma wady, zatrudnia kilkaset osób, z czego większość to bardzo dobrze wykwalifikowani pracownicy. Próba likwidacji tego ośrodka oznaczałaby „puszczenie" ich na rynek, co byłoby szkodą dla państwa. Moim zdaniem, bardzo ważny w przypadku tej instytucji jest dobór zadań do jej potencjału. COI zlecano bardzo dużo zadań, bez brania pod uwagę, czy ośrodek jest w stanie je wszystkie wykonać. Mam swoją teorię, którą na roboczo nazywam „teorią kotletów". Nawet jeśli w restauracji kelnerzy przyjmą zamówienie na 2 tysiące kotletów, a kucharzy jest dwóch i mają dwie patelnie, to w ciągu dnia są w stanie wysmażyć skończoną ich liczbę.

Wtedy korzysta się z outsourcingu.

I trochę tak było z COI. Dlatego dokonaliśmy przeglądu projektów, które ośrodek powinien realizować. Innym pytaniem jest to, czy ta formuła, że mamy dużo tego typu instytucji w administracji, nie powinna nas skłaniać do próby połączenia ich w centralne IGB (instytucje gospodarki budżetowej). Np. GUGIK ma swój malutki „COI" i pytanie, czy powinien funkcjonować osobno. I ze względu na przesłanki bezpieczeństwa, ale przede wszystkim ze względu na racjonalną gospodarkę tymi zasobami. Będę chciał doprowadzić do modelu, w którym COI rozwija się i stanowi ośrodek cyfryzacji nie tylko dla jednego resortu.

Prezes UKE ocenił niedawno, że państwo powinno zaangażować środki publiczne na budowę sieci 5G. Macie z szefem UKE pomysł skąd je wziąć i w jakiej wysokości?

W ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie z udziałem UKE i MC na temat sieci 5G i tego jak będziemy nad tym pracować po zebraniu opinii, które spłynęły w trakcie konsultacji strategii 5G dla Polski.

Ta strategia przetrwa?

Nie skierowałem tego dokumentu równocześnie do konsultacji międzyresortowych, chcąc najpierw pozyskać opinie z rynku: strony społecznej i biznesowej. Teraz będziemy chcieli nadać mu ostateczny kształt. Będę dążyć do przygotowania dokumentu rządowego, w którym role administracji i biznesu zostaną rozpisane.

Wracając do pieniędzy...

Czy państwo może zaangażować się w 5G finansowo? Tak, ale będzie to też kwestia modelu, który ostatecznie będziemy w Polsce realizować. Rozmawiałem z przedstawicielami jednego z operatorów, którzy uważają, że wsparcie finansowe nie jest im potrzebne, ale wiem, że opinie wśród operatorów są podzielone. Na stole jest kilka propozycji. Być może będzie to model jednej prywatnej, budowanej przez konsorcjum.

To najbardziej prawdopodobny scenariusz?

Nie oceniam ich na tym etapie. Jest też koncepcja Exatela, żeby państwo budowało sieć...

I co pan o tym sądzi?

Powiem tak: nie mam żadnych preferencji co do modelu. Wybierzemy ten, który da nam największe gwarancje na szybkie zbudowanie tej sieci.

A z jakich środków państwo miałoby finansować budowę sieci 5G?

Jeśli weźmiemy pod uwagę plany Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi sieć powinna działać do 2025 roku mało realne wydaje się użycie środków unijnych kolejnej perspektywy. Dziś gdybyśmy chcieli wspierać budowę sieci 5G moglibyśmy przeznaczyć na ten cel 1 mld zł, który w programie Polska Cyfrowa został wyasygnowany na instrument zwrotny i jest adresowany do małych i średnich przedsiębiorstw. Innych środków państwo nie ma. Pytanie tylko, czy będzie taka potrzeba. Myślę, że nie jest to najważniejszy problem. Najważniejsze są częstotliwości, w tym pasmo 700 MHz i na przykład zabezpieczenie ich w relacjach z Rosją. Naszym podstawowym problemem jeśli chodzi o 5G na pewno jest likwidacja barier rozwoju infrastruktury. Cały czas mamy też na tapecie opłaty za zajęcie pasa drogowego, które tylko w niektórych województwach wynoszą około 20 złotych.

A co z normami pola elektromagnetycznego emitowanego przez np. maszty operatorów? Czy zaczęły się na ten temat jakieś rozmowy w rządzie?

Jesteśmy umówieni z ministrem środowiska po świętach na rozmowy przybliżające nas do ustalenia jak będziemy razem pracować. Jeśli chodzi o PEM, to wiemy, że mamy najostrzejsze normy w Europie i bez uregulowań w tym zakresie, według różnych analiz, które musimy brać pod uwagę, w niektórych miastach transmisja bezprzewodowa będzie mocno spowolniona jeśli nie przybędzie nadajników lub jeśli nie wzrośnie ich moc. Aby sobie z tym problemem poradzić, najpierw musimy upewnić społeczeństwo, że państwo daje gwarancję, że potrafi skutecznie kontrolować emisję pola i instalacje. Na pewno czekają nas działania edukacyjne i informacyjne. Będziemy pracować wspólnie z UKE, MŚ i Instytutem Łączności nad systemem, który da nam możliwość lepszego planowania, monitorowania i kontrolowania całego systemu.

Jest pan gotowy na sprzeciw społeczny?

Zdajemy sobie sprawę, że u niektórych mogą się pojawić pewne emocje.

Rozmawiała Urszula Zielińska

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL