Chciałoby się powiedzieć: w końcu! Po serii spadkowych sesji piątek na warszawskim parkiecie przyniósł odbicie. I chociaż bilans całego tygodnia pozostawia sporo do życzenia, to pojawiają się też pozytywne sygnały dla naszego rynku.

Właściwie od początku piątkowej sesji karty na naszym parkiecie rozdawały byki. WIG20 zaczął dość niemrawo (na starcie zyskał zaledwie 0,2 proc.) jednak była to tylko przygrywka do tego co miało stać się później. Wystarczyło zaledwie kilka minut handlu by indeks największych spółek zaczął zyskiwać około 0,5 proc. Przez pewien czas był to szczyt możliwości byków. To oczywiście rodziło ryzyko, że wzorem wcześniejszych dni, również w piątek dojdzie do zwrotu akcji w drugiej części notowań. Jak się jednak okazało obawy te były na wyrost.

Im dłużej bowiem trwała sesja tak przewaga popytu była coraz bardziej wyraźna. WIG20 nie tylko zyskiwał na wartości, ale co ważne ruch ten poparty był wysokimi obrotami. Jakby tego było mało znaleźliśmy się w gronie najmocniejszych rynków w Europie.

Kiedy jeszcze kolor zielony pojawił się na Wall Street było przesądzone, że w końcu zostanie przełamana dominacja niedźwiedzi na GPW. Końcówka notowań to już zdecydowana szarża byków i efektowne zamknięcie notowań. WIG20 zyskał 1,1 proc. Wynik ten sprawił, że ostatecznie w tyle zostawiliśmy inne europejskie rynki. Co prawda niemal w całej Europie było zielono, ale wzrosty nie były aż tak okazałe. Niemiecki DAX tuż przed zamknięciem zyskiwał 0,7 proc., zaś francuski CAC40 był jedynie 0,3 proc. na plusie. Konkurencji z WIG20 nie wytrzymał także węgierski BUX, który urósł 0,8 proc.

Dzięki piątkowej szarży można powiedzieć, że chociaż trochę udało zmienić się słaby obraz rynku w zakończonym tygodniu. WIG20 i tak jednak w ciągu pięciu dni stracił 1,1 proc. O ile jednak wcześniejszym spadkowym sesjom towarzyszyły stosunkowo niskie obroty, tak w piątek bez większego problemu przebiły one poziom 900 mln zł. Z jednej strony trzeba mieć na uwadze, że był to koniec kwartału więc niewykluczone, że mieliśmy do czynienia ze „strojeniem okien", z drugiej pozwala to też wierzyć, że kapitał znów zacznie szerzej płynąć na GPW.