Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

Gliński: Krótki film można właściwie zrobić bez budżetu

Robert Gliński (z prawej) i Ryszard Nowak wręczajš nagrody nowosšdeckiego festiwalu
Fotorzepa, Andrzej Rams
Nasz festiwal potwierdza opinię, że Nowy Sšcz jest miastem bardzo otwartym na kulturę. Nie tylko na film - mówi Robert Gliński, dyrektor Festiwalu Filmowego „NOWE KINO – NOWY SĽCZ".

Rzeczpospolita: Festiwali filmowych na œwiecie i w Polsce jest naprawdę sporo. Czym wyróżnia się ten w Nowym Sšczu?

Robert Gliński: W Nowym Sšczu mamy festiwal krótkich filmów fabularnych. Ta prosta i klarowna formuła cišgle jednak spotyka się z niezrozumieniem, co może œwiadczyć o nowatorstwie samej imprezy, przynajmniej w Polsce. Chodzi nam bowiem tylko o filmy krótkie, czyli do 30 minut, i wyłšcznie fabularne. To drugie obostrzenie wydaje się szczególnie dotkliwe dla autorów, bo kiedy słyszš o filmach krótkich, wielu nadsyła reportaże, dokumenty, a nawet animacje. A to majš być filmy oparte na fabule z udziałem aktorów. Takie przyjęliœmy założenie.

Czy te małe formy mogš być zapowiedziš opowieœci dłuższych, pełniejszych?

Bardzo często tak się dzieje na œwiecie. I myœlę, że u nas może być podobnie. Krótka forma zresztš staje się coraz bardziej popularna. Widać to także na naszym festiwalu. Do pierwszej edycji zgłosiło się ponad 50 filmów, do drugiej, czyli tegorocznej, ponad 80. Okazuje się bowiem, że zrobienie krótkiego filmu jest doœć proste. Można niedrogo kupić małš kamerę albo też nakręcić film komórkš, napisać scenariusz, zaangażować znajomych aktorów. Rzecz nie jest więc specjalnie skomplikowana, a sztuka nie wydaje się zanadto elitarna. Ciekawostkš jest fakt, że wiele filmów nadesłanych na konkurs powstaje poza szkołami filmowymi. To nie tak jak dawniej, kiedy etiudy robili wyłšcznie studenci uczelni filmowych. Nasz festiwal pokazał, że wiele osób robi filmy prywatnie, zakłada kółko producenckie albo spółkę. Wiele rozwišzań wynika z inicjatywy i pomysłowoœci autorów.

A dostrzega pan jakieœ różnice między pracami nadesłanymi na pierwszš i drugš edycję?

Filmy stajš się coraz dłuższe. W tym roku np. jest bardzo mało prac trzy- czy pięciominutowych. Większoœć ma już 15, 20 minut. Kilka 29, bo nie można przekroczyć 30. Widać, że autorzy podchodzš do zadania ambitnie i chcš opowiedzieć bardziej skomplikowane historie. Coraz częœciej w tych filmach grajš zawodowi aktorzy, oczywiœcie pojawia się amator, ale na zasadzie rodzynka. Wspomniałem, że krótkie filmy bywajš rodzajem preludium do dłuższych opowieœci, ale doœwiadczenie mówi, że bywajš też sytuacje odwrotne. To znaczy autorzy rozbudowanej fabuły pragnš wrócić do niej w formie bardziej skondensowanej. Na przyszłoœć krótkiego filmu fabularnego patrzę z wielkš nadziejš, bo ostatnio pojawił się on jako jedna z kategorii w rywalizacji o Oscary. W Cannes też jest konkurs krótkich filmów fabularnych.

Ten festiwal podkreœla też kulturotwórczš rolę Nowego Sšcza...

Nasz festiwal potwierdza opinię, że Nowy Sšcz jest miastem bardzo otwartym na kulturę. Nie tylko na film. Proszę pamiętać, że w ostatnich latach do tego œredniej wielkoœci oœrodka przyjeżdża co roku ponad 20 spektakli teatralnych i zawsze majš duże powodzenie. Na jednym ze spotkań z nauczycielami słyszałem ich narzekania, że na niektóre przedstawienia trudno zdobyć bilety. Nasz festiwal również ma publikę. W tym roku – aby młodzież dodatkowo przycišgnšć do kina – ogłosimy konkurs z nagrodami na recenzję. Cieszy mnie, że miasto tak dobrze prosperujšce jak Nowy Sšcz potrafi równie dobrze gospodarować pieniędzmi, by odpowiedniš ich częœć przeznaczyć na kulturę, zdajšc sobie sprawę, że to jest inwestycja w ludzi. Kultura łšczy, uczy tolerancji. A o tym często się zapomina.

Czy aktorzy chętnie decydujš się na udział w tych krótkich formach, bo czy można zbudować znaczšcš rolę w 30 minut?

Wszystko zależy od scenariusza: jeœli jest dobrze napisany, ma postać ciekawš psychologicznie, która wyraża prawdziwe emocje – wtedy aktora to kręci. Jeœli ma do zagrania dziesięć scen i w każdej jest taki sam, to materiał jest œredni.

Najlepiej, jeœli przechodzi metamorfozę, na przykład na poczštku jest człowiekiem zamkniętym w sobie, z kompleksami, a potem następuje seria wydarzeń, po których się zmienia. To jest materiał fascynujšcy dla aktora. Dla widza zresztš też.

A jak polscy twórcy krótkich fabuł wyglšdajš w kontekœcie międzynarodowym?

Dwa razy krótkie filmy ze szkoły gdyńskiej były w konkursie w Cannes. Zdarza się, że jakiœ krótki film z Polski nie tylko pokazuje się na różnych festiwalach, ale też jest mianowany do Oscara. Można więc powiedzieć, że jakoœ się przebija. Te filmy od czasu do czasu wychodzš na DVD, cišgle jeszcze funkcjonujš w obiegu zamkniętym, bo zyskujš uznanie głównie wœród fanów. Ważne jest to, że ta krótka forma coraz częœciej zaczyna być obecna w internecie.Te filmy „kursujš" w sieci, bo sš krótkie. Internauta z reguły nie może usiedzieć przy jednej rzeczy dłużej niż 15, 20 minut, stšd takie filmy majš często wiele dziesištek czy setek tysięcy wejœć.

Ich atutem jest też to, że sš niskonakładowe.

Tak. Krótki film fabularny można właœciwie zrobić bez budżetu. Oczywiœcie, jak ktoœ sobie wymyœli jakšœ „wypasionš" historię, gdzie sš walki, bijatyki, strzały, a akcja dzieje się w dziesięciu czy piętnastu miejscach, to taki pomysł musi generować koszty. Natomiast jeœli sš dwie, trzy lokacje, dwóch, trzech aktorów i dobrze wymyœlona historia, czyli dobry scenariusz – to sprawa jest znacznie tańsza.

Czy zaobserwował pan ulubione tematy poruszane przez twórców?

Tak. Najwięcej jest współczesnych historii miłosnych. Najprostszy schemat: ona kocha, on nie, rozstajš się, ona idzie na dworzec i ma nadzieję, że wróci. Czasem więc całoœć tršci o banał. A czasem autor ma pomysł osobny, indywidualny, ciekawy. Autorzy szukajš gatunku, w którym chcieliby ten swój utwór zmieœcić. Sporo jest thrillerów, dosyć dużo horrorów. Ktoœ kogoœ straszy, ktoœ jest owładnięty obsesjami. Czasem nawet przechodzšcymi w groteskę. Taki horror między „Miasteczkiem Twin Peaks" a „Nocš wampirów". Czyli gatunek, który w Polsce w filmie długim jest praktycznie zupełnie zapomniany. A tu jest taka fala horrorów. Mało jest natomiast filmów politycznych i historycznych.

Mimo tak modnej ostatnio polityki historycznej?

Na razie towarzyszy nam ona bardziej na papierze niż na ekranie. W zgłoszeniach na nasz festiwal był zaledwie jeden film historyczny. Nawet domyœlam się dlaczego. Film historyczny wymaga odpowiedniego budżetu. Łšczy się z kostiumem, z przestrzeniš, z odpowiednimi miejscami zdjęciowymi, które muszš nawišzywać do odpowiedniej epoki. A na to potrzeba pieniędzy.

Pamięta pan zapewne hasło: 11 minut 11 sekund. Tyle miały trwać opowieœci zainspirowane atakiem na WTC 11 wrzeœnia 2001. Zaproszono do tego projektu wybitne postacie kina œwiatowego. Każdy robił krótki film. Niektóre były w jakiœ sposób powišzane z tš tragicznš datš, niektóre nie. Oglšdajšc produkcje, miałem wrażenie, że w gronie reżyserów byli tacy, którzy chcieli po prostu zaistnieć czy wpisać się w dobre towarzystwo, bo nie mieli wiele ciekawego do powiedzenia.

W Polsce pamiętam, jak robiliœmy kiedyœ serię filmów pod hasłem „Solidarnoœć, Solidarnoœć". Zwišzany był z 25. rocznicš powstania Solidarnoœci. Powstało 13 etiud, do których zaproszeni zostali znani polscy reżyserzy. Każda z etiud stanowiła indywidualnš wypowiedŸ artystycznš, odmiennš w formie i treœci. Jedne miały charakter dokumentalny, inne stanowiły rodzaj minifabuły, jeszcze inne przybierały postać wideoklipu. W sumie pojawił się doœć pesymistyczny obraz naszej rzeczywistoœci.

Chyba nie miało to najlepszych recenzji?

W Polsce istotnie recenzenci kręcili nosem, natomiast pamiętam, że spotkało się to z olbrzymim zainteresowaniem za granicš. Na paru festiwalach filmowych pokazywano serię jako ciekawostkę i ludzie walili drzwiami i oknami. Myœlę, że w równym stopniu przycišgała ich krótka forma, co znane nazwiska reżyserów.

Ostatnio niektórzy politycy zamarzyli sobie, by zainteresować œwiatowych reżyserów naszš literaturš i historiš. Wyobraża sobie pan Johnny'ego Deppa w roli naszego bohatera romantycznego...?

Dlaczego nie, choć myœlę, że Daniel Day-Lewis mógłby być lepszy...

Mam wrażenie, że my chcielibyœmy zamówić u mistrzów œwiatowego kina film o naszej historii, majšc zagwarantowany ostateczny wpływ na jego przebieg czy kształt artystyczny. I z tym mógłby być problem. Pamiętam wrzawę, gdy Costa-Gavras postanowił sfilmować „Małš Apokalipsę" Konwickiego. Miano pretensję do scenariusza, a także do faktu, że Polacy odegrali tu role drugoplanowe, a głównego bohatera grał nie Polak, tylko Czech. Nawet tak wybitny jak Jiži Menzel.

Już to słyszałem – polski film reżyseruje Mel Gibson! Nie oszukujmy się. Żaden œwiatowy reżyser nie jest zainteresowany, by w Polsce coœ robić. To sš pobożne życzenia, marzenia o gruszkach na wierzbie. Zresztš uważam, że co najmniej dziesięciu polskich reżyserów zrobiłoby film lepszy niż Mel Gibson, gdyby mieli tylko takie pienišdze na produkcję. I tyle samo dni zdjęciowych. Bo on dostaje na film 100 dni zdjęciowych, a my 20. „Kurica nie ptica, Polska nie Ameryka".

rozmawiał Jan Bończa-Szabłowski

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL