Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

"Safari": Zabawa w zabijanie zwierzšt

Jednym z etapów „przygody” pokazanych w filmie Ulricha Seidla „Safari” jest robienie sobie zdjęcia z trofeum.
against gravity
Człowiek jest bestiš – dowody na to dostarcza Ulrich Seidl w swoim najnowszym dokumencie „Safari". Od pištku w kinach.

Ten film nakręcił w Afryce, zresztš po raz drugi pojechał z kamerš na Czarny Lšd. Wczeœniej zrealizował tam fabułę „Raj: miłoœć", o seksturystyce starszych białych kobiet. Była równie szokujšca i prowokujšca, jak jego poprzednie i następne filmy. Pełnometrażowy debiut fabularny Seidla „Upały" w 2001 roku zdobył Grand Prix na Festiwalu w Wenecji. Nie mniej dyskutowany był jego trzyczęœciowy cykl „Raj", w którym powstały kolejno: „Miłoœć", „Wiara", „Nadzieja". Ostatni film – „W piwnicy" – o ludziach, którzy w swoich piwnicach uprawiajš wszelkie możliwe rodzaje perwersji – zrealizowany w 2014 roku – przesunšł granice jeszcze dalej.

Ekskluzywne wakacje

Tym razem Seidl opowiada o Europejczykach (w filmie sš to Niemcy i Austriacy), którzy przyjeżdżajš do Afryki na ekskluzywne wakacje, by polować. To eufemizm, bo płacš za mordowanie zwierzšt – okreœlonego gatunku, rozmiaru, koloru. W goršcym, błogo rozleniwiajšcym klimacie ze spokojem, wnikliwie studiujš cennik zabijania. Zabicie gnu kosztuje 615 euro, elanda – 1700 – to legalny proceder, dobrze w dodatku zorganizowany. Wybierajš te, a nie inne gatunki, bo „majš ładnš skórę", „ładnie zakrzywione rogi". Zabijanie sprawia im przyjemnoœć – i o tym właœnie opowiada film.

– Zajšłem się tym, co bardziej powszechne – wyjaœniał Ulrich Seidl. – Dziœ na polowanie w Afryce stać przeciętnego człowieka. W pewnym sensie dla wielu myœliwych z Zachodu, Rosji czy Chin stało się to normalne. Wybierajš się do Afryki raz albo kilka razy w roku i codziennie idš na polowanie. Oznacza to, że zabijajš dwa zwierzęta dziennie, jedno rano i jedno po południu.

Austriak prowadzšcy myœliwskie ranczo pokazane w dokumencie wie, jak zadbać o swoich klientów.

– Nie muszę się usprawiedliwiać. Dlaczego miałbym się tłumaczyć z tego, że czasem zabiję zwierzę? – mówi przed kamerš.

Gdy jego goœcie podejmš decyzję, ile gotowi sš wydać, by spełnić swoje marzenia o zabijaniu – ubierajš się w stroje pasujšce do safari, jakby prosto z „Pożegnania z Afrykš". Tylko opowieœć o nich nie jest, niestety, tak romantyczna.

– Walczyłaœ dzielnie, moja droga – mówi zachwycony zabiciem gnu turysta myœliwy, poklepujšc zastrzelone przez siebie zwierzę.

To dopiero pierwszy etap „przygody". Kolejnym jest zrobienie sobie zdjęcia z trofeum. By lepiej wyglšdało, podkłada się kamień pod martwy pysk, obmywa go wodš z krwi. Potem jeszcze tylko pozowanie obok, z ulubionym psem – bezcenna pamištka do pokazywania rodzinie i przyjaciołom.

Dowiezieni na plan zabijania i zabierani z niego – nie muszš się przemęczać. Błękit nieba, bezlistne drzewa i wypalone słońcem trawy. Miejscowi, którzy im towarzyszš – dużo sprawniej potrafiš wypatrzyć zwierzęcš ofiarę. Wożš, taszczš krzesła, na których odpoczywajš myœliwi. Wyprawiajš skóry upolowanych ofiar.

– Samo zabicie zwierzęcia to tylko jeden z wielu elementów całoœci, drobna częœć polowania – objaœnia młody mężczyzna. – Czšstka trwajšcego cały rok doœwiadczenia przyrody i polowania.

Doprecyzować emocje

Potakuje mu jego młoda œliczna żona, próbujšc doprecyzować, o jakiego rodzaju emocje chodzi, ale na pewno – wyjštkowe. Para w œrednim wieku przeżywa chwile prawdziwego szczęœcia, rzuca się sobie w objęcia, płacze ze wzruszenia, gdy upewnia się, że nie żyje zwierzę upolowane przez jedno z nich. Akt zabijania współtworzy intymnoœć międzyludzkš między członkami rodziny – trudno chyba o większy paradoks niż rodzinne wyjazdy, by zabijać, które cementujš wspólnotę... Opowiadajš o przyœpieszonym biciu serca, poceniu się, gdy przychodzi chwila na oddanie strzału.

– Po strzale jestem... wykończona ze zdenerwowania – wyznaje kobieta. – Drżš mi kolana i ręce. Z trudem utrzymuję broń. Poziom zdenerwowania jest straszny. Napięcie ustępuje dopiero wtedy, kiedy znajdzie się „sztukę".

„Sztukš" nazywajš upolowane zwierzę – to przykład języka, który sprowadza ofiarę do rzeczy, by uniknšć myœlenia o niej w kategoriach żywej istoty.

Myœliwi turyœci wyglšdajš normalnie – przystojni mężczyŸni, ładne kobiety. W czasie polowań nic ich nie różni od innych.

– Nie mówię „zabić", tylko „położyć". To brzmi ładniej – mówi jedna z uczestniczek polowań.

– Lwy, pantery, gepardy – do nich nie strzelam – dziewczyna pokazuje też swojš granicę słaboœci.

– Dobry strzał spowoduje, że poczujesz się lepiej, odzyskasz wiarę w swoje umiejętnoœci jako myœliwej – troszczy się koleżanka o koleżankę.

Ale jest jeszcze bardziej wstrzšsajšco – ojciec klepie, a potem œciska syna po œmiertelnym strzale, który zadał zebrze – to jak pasowanie na dorosłoœć.

Bez zahamowań

Jest też w filmie scena radoœci po zabiciu żyrafy, z którš obfotografowuje się rozradowane małżeństwo.

Seidl przyznał, że nie było rzeczš łatwš znaleŸć chętnych do wystšpienia w filmie, gotowych szczerze opowiedzieć o swojej pasji zabijania, bo ludzie dziœ wiedzš, że współczeœnie myœlistwo ma mocno negatywny obraz w mediach. Ci, których zobaczš widzowie – nie majš zahamowań.

W długich ujęciach kamera spokojnie, bez poœpiechu, obserwuje ludzi i ich zachowania. Widz ma podšżać i doœwiadczać polowania z punktu widzenia myœliwego. To bezlitosne obserwacje i szokujšce wrażenia, które tylko w niewielkim stopniu jest w stanie złagodzić ironia. Przytoczę dialog, prowadzony przez turystę myœliwego z towarzyszšcš mu małżonkš. On: „Polędwica antylop eland to sen do kwadratu. Możecie mnie zacytować". Ona: „Jest przy tym ogromna". On: „Potrafi ważyć 12kg". Ona: „To mięso to dar niebios". Co można do tego dodać? Może tylko, że złudne jest, że sytuacje, o których opowiada Seidl, dziejš się daleko i nas nie dotyczš...

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL