Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

"Słoneczny patrol": Reanimacja topielca z lat 90.

„Baywatch. Słoneczny patrol”. Dwayne Johnson i Belinda Schüll, 2017 r.
UIP
Do kin wchodzi "Baywatch. Słoneczny patrol", kolejna produkcja czerpišca z telewizyjnej tandety. 22 wrzeœnia 1989 roku wyemitowano pierwszy odcinek serialu "Słoneczny patrol".

Nie da się ukryć, że serial z Davidem Hasselhoffem i Pamelš Anderson brzydko się zestarzał. Podobnie jak jego gwiazdorzy, którzy przez lata dawali pożywkę brukowcom swoimi alkoholowo-seksualnymi perypetiami. Z ikon mody i urody przeistoczyli się we własne karykatury, na które przykro patrzeć.

Niezrażone tym studio Paramount Pictures postanowiło reanimować popkulturowego topielca i do kin właœnie trafia odœwieżona wersja przebrzmiałego hitu. Hasselhoff i Anderson pojawiajš się tylko w epizodycznych rolach, bo film opiera się już na nowych gwiazdach. Głównego ratownika Mitcha zagrał 45-letni Dwayne Johnson. Były wrestler, który występował pod pseudonimem The Rock – Skała, a przy okazji niezły aktor. W jego młodszego, infantylnego pomocnika wcielił się Zack Efron – złote dziecko filmów Disneya, który usiłuje robić karierę w kinie dla starszych widzów. Z kolei Pamelę zastšpiła 31-letnia Alexandra Daddario, znana z młodzieżowej serii „Percy Jackson", a także serialu „Detektyw".

Nieudana parodia

Efekt liftingu jest bardzo lichy. Film nie sprawdza się jako sensacja, jako komedia, a nawet jako parodia. Toporne żarty obracajš się wokół rozporka i sedesu. Wštek sensacyjno-kryminalny z narkotykami, jest równie niedorzeczny, a efekty specjalne uderzajš swym niedopracowaniem.

A przecież nie musiało tak być. Œwiadczš o tym przykłady innych kiczowatych seriali z lat 80. i 90., które z lepszym skutkiem brało na warsztat Hollywood.

Pomysły na popkulturowy recykling sš różne. Najambitniejszš strategię przyjšł reżyser Michael Mann, który w 2006 r. odnowił słynnych „Policjantów z Miami". Twórca „Goršczki" i „Ostatniego Mohikanina" celował wysoko i ambitnie. Fani się spodziewali kolorowej komedii kryminalnej z akcjš osadzonš na Florydzie. Tymczasem Mann nakręcił mroczny, surowy i wizualnie wysmakowany obraz. Widzowie jednak się zbuntowali i „Miami Vice" poległo w kinach. Dopiero po paru latach wielu kinomanów i krytyków doceniło „Miami Vice", który zyskał status jednego z bardziej nowatorskich i niedocenionych kryminałów.

Prostszš drogę obrali twórcy nowej „Drużyny A" (2010). Poszli w parodię i finansowo wyszli na tym lepiej niż Mann. Obsadzili gwiazdy (m.in. Liam Neeson i Bradley Cooper), wymyœlili prostš fabułę, a całš energię włożyli w humorystyczne dialogi i absurdalne rozwišzania sensacyjne (np. strzelanie z czołgu na spadochronie). Powstał filmowy komiks, nakręcony ze œwiadomoœciš, iż materiał wyjœciowy jakim był serial (1981–1986) nie może być dziœ traktowany serio.

Na komediowoœć postawili też twórcy, którzy wzięli się za resuscytację serialu „21 Jump Street", w której aktorskie szlify zdobywał Johnny Depp. Seria z lat 1987–1991 opowiadała o młodych policjantach, którzy wchodzili pod przykrywkš do liceum, by rozwikłać kryminalnš zagadkę. W 2012 r. do kin trafiła odnowiona wersja serialu, która stała się przebojem i komediš roku. Zabawna, nieco głupkowata (jak to młodzież w liceum), a przy okazji inteligentnie opowiadajšca o tym, jak szybko zmieniajš się wzorce nastoletniego życia. Nie byłoby sukcesu, gdyby nie dobry scenariusz i œwietni aktorzy. Jonah Hill i Channing Tatum to gwiazdy młodego pokolenia, które grajš zarówno w komercyjnych produkcjach, jak i w ambitnych projektach Martina Scorsesego, braci Coen, Stevena Soderbergha i Quentina Tarantino.

Duży potencjał

Podobnych produkcji było więcej i cišgle powstajš nowe. Bo nawet największy hit kinowy z lat 80., nie mógł się równać z iloœciš widzów, jakš trzy dekady temu gromadziły seriale. Potencjał jest zatem ogromny i nic dziwnego, że producenci dršżš tę studnię. Należy wspomnieć o kasowych „Aniołkach Charliego" (2000), inspirowanych seriš z przełomu lat 70. i 80. A także o telewizyjnym projekcie wskrzeszajšcym postać posiadacza najsłynniejszego scyzoryka w historii – Angusa MacGyvera. Niestety, serial z 2016 r. okazał się równie tandeciarski jak jego stara wersja.

Powyższe produkcje kojarzš się wielu widzom z ich pięknš młodoœciš. Wiedzeni sentymentem zapełniajš sale kinowe, tylko po to, by znów usłyszeć muzykę z czołówki „Słonecznego patrolu" czy „Drużyny A". Polacy póżno poznali ich smak - dopiero po zniesieniu komuny dzięki stacjom Polsat i RTL 7, które w latach 90. emitowały wszystkie zaległe szmiry.

Problem w tym, że dla większoœci tych seriali czas jest bezlitosny. Trudno w dobie „House of Cards" i „Gry o tron" bez sarkastycznego uœmiechu oglšdać skoki do wody Davida Hasselhoffa i biegnšcš w zwolnionym tempie Pamelę Anderson. Można co najwyżej z tego żartować.

„Baywatch" nie powtórzy ani artystycznego sukcesu „Miami Vice", ani rozrywkowego „Drużyny A", ani komediowego „21 Jump Street". Również nie zapowiada się, by odniósł sukces kasowy. Produkcja „Baywatcha" kosztowała 69 milionów dolarów, a przez dwa tygodnie od amerykańskiej premiery zarobił w kinach 44 miliony. Niewiele, jeœli odejmiemy od tego prowizję kiniarzy i dystrybutorów. Będzie dobrze, jak studio Paramount nie zaliczy wysokiej straty. Ale może w tym przypadku finansowa nauczka podziałałaby na producentów otrzeŸwiajšco. Dlatego, że „Baywatch. Słoneczny patrol" to produkcja żerujšca na wspomnieniach widza. Nie widać w niej odrobiny namysłu nad fenomenem najsłynniejszego serialu lat 90. Co więcej, trudno znaleŸć nawet odpowiedŸ na podstawowe pytanie stojšce przed twórcš każdego filmowego remake'u: Jak opowiedzieć starš historię w nowych czasach?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL