Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

Olivier Nakache opowiada o swoim filmie „Nasze najlepsze wesele"

Gilles Lellouche (w œrodku z mikrofonem) w kolejnej œwietnej komediowej roli
kino
Francuski reżyser Olivier Nakache opowiada Barbarze Hollender o zaletach życia w multietnicznym kraju i o filmie „Nasze najlepsze wesele". Od pištku na ekranach.

Rzeczpospolita: Na plakatach można przeczytać: film realizatorów „Nietykalnych" i „Samby". „Nietykalni" mieli 17 milionów widzów w samej Francji i prawie pół miliarda dolarów wpływów ze œwiatowej dystrybucji. „Samba" zebrała mnóstwo znakomitych recenzji. Czy pan i Eric Toledano nie czuliœcie tremy, przygotowujšc razem następny projekt po takich sukcesach?

Olivier Nakache: Zgadzam się, że 17 milionów widzów może człowieka sparaliżować. Ale mamy szczęœcie, bo jest nas dwóch – ja i Eric Toledano, więc łatwej nam przeżyć zarówno niepowodzenie, jak i sukces. Dzisiaj nie mam nic przeciwko temu, żeby do końca życia pisali o nas: twórcy „Nietykalnych". Może nigdy już nie uda nam się zdobyć takiej widowni, ale będziemy się starać. Mamy w sobie pasję i wielkš ochotę, by iœć dalej. Opowiadać kolejne historie. Poruszać poważne tematy w sposób lżejszy, wywołujšcy czasem uœmiech na twarzy widza.

To właœnie wasza recepta na kino?

W powszechnej opinii oddziela się autorów kina artystycznego od reżyserów specjalizujšcych się w kinie popularnym. My pomyœleliœmy: Dlaczego nie mielibyœmy stać się autorami pracujšcymi dla dużej widowni? Chcemy pilnować jakoœci naszych filmów, a jednoczeœnie trafiać do publicznoœci.

Dlatego tak często wybieracie konwencję komediowš?

Poczucie humoru mamy wpisane w DNA. W nasz sposób myœlenia, mówienia. Nie wiem, skšd się to bierze, ale nie walczymy z własnš naturš. Żyjemy w czasach pełnych niepokojów, terroryzmu, strachu przed kolejnym ekonomicznym tšpnięciem, narastania ruchów nacjonalistycznych. Zresztš czy kiedyœ œwiat był beztroski? Widziałem niedawno montaż przemówień prezydentów Francji z ostatnich kilkudziesięciu lat. Wszyscy zaczynali swoje mowy: „Żyjemy w trudnych czasach" albo „Czeka nas trudny rok". Dlatego obaj z Erikiem uważamy, że czasem warto odetchnšć. Ktoœ powiedział: „Kiedy ludzie razem płaczš, trzeba im dać szansę, żeby także razem się œmiali".

A propos „trudnych czasów". Podobno tak miał się nazywać wasz ostatni film.

Tak, bo to jest też zapożyczenie z piosenki Leo Ferre. Ale dystrybutor uznał, że taki tytuł jest zbyt mroczny.

Jest więc „C'est la vie!", a w Polsce „Nasze najlepsze wesele". Skšd pomysł, by opowiedzieć o œlubie?

Przed 15 laty, jako podrastajšce chłopaki, marzyliœmy z Erikiem o robieniu filmów. Ale marzeniami nie mogliœmy zarobić na życie, więc zarabialiœmy, jak się dało. Między innymi przygotowujšc różne œwięta i uroczystoœci. Pracowaliœmy jako animatorzy, kelnerzy, czasem didżeje. Teraz przypomnieliœmy sobie o tych doœwiadczeniach i postanowiliœmy pokazać wielkie wesele oczami tych, którzy je organizujš. W ten sposób chcieliœmy osišgnšć na ekranie fajny kontrast: dla nowożeńców i ich goœci œlub to jedyne, wyjštkowe œwięto, dla organizatorów to prostu dzień pracy.

W przeżywaniu tego dnia zmieniło się coœ od czasu, gdy kilkanaœcie lat temu sami pracowaliœcie przy weselach?

Myœleliœmy, że tak. Dlatego dokumentowaliœmy ten temat niemal od nowa. Rozmawialiœmy z organizatorami przyjęć, muzykami, fotografami. No i okazało się, że stroje, jedzenie, muzyka sš trochę inne, ale klimaty pozostały podobne. Zwłaszcza gdy coœ idzie nie tak, jak w tym filmie.

Z francuskš lekkoœciš opowiedzieliœcie o miłoœci i radoœci. Ale to również film o społeczeństwie, o kondycji francuskiej burżuazji.

Myœlę, że właœnie dzięki mocnemu społecznemu tłu francuskie komedie odnoszš ostatnio sukcesy. Po prostu nie zapomina się o nich zaraz po wyjœciu z kina. W „Naszym najlepszym weselu" chcieliœmy zadać ważne dzisiaj pytanie, jak żyć i pracować razem, mimo różnic. My z Erikiem lubimy mieszać style, ludzi, tradycje. Żyjemy w kraju multietnicznym, wcišż bardzo otwartym, potrafišcym zaaprobować innoœć. To nasza specyfika. Francja zawsze przyjmowała emigrantów, a oni bardzo wiele jej dawali, wzbogacali jš. Dziœ, w czasach terroryzmu i nawet palšcych się na ulicach samochodów, wcišż staramy się ze swojej wielokulturowoœci uczynić wartoœć. Bronimy się przed prawicowymi ruchami, które straszš społeczeństwo napływem uchodŸców. I chyba na razie dajemy sobie jakoœ z tym radę. W sondażach socjologicznych osobami o największej popularnoœci okazujš się piłkarz Zinedine Zidane czy tenisista Yannick Noah. Więc i bohaterami „Naszego najlepszego wesela" uczyniliœmy osoby różnego pochodzenia, klas i ras. Nie ukrywam, że ten film kręcony w pięknej scenerii XVII-wiecznego zamku i wœród tłumu różnych ludzi sprawił nam dużš frajdę.

Zawsze w rozmowie mówi pan „my". Pracujecie razem Erikiem Toledano od pierwszego krótkiego filmu „Dzień i noc", od 1995 roku. Jak się dogadujecie? Nigdy się nie kłócicie?

Wszystko robimy wspólnie. Piszemy, wybieramy aktorów, reżyserujemy, montujemy. Przygotowujšc scenariusz, nawzajem weryfikujemy swoje pomysły. A na planie zalet pracy w duecie nie da się przecenić. Proszšc aktorów o kolejny dubel, zawsze można powiedzieć: „Mnie wszystko odpowiada, ale Eric się upiera. Zagrajcie jeszcze raz...". A poważnie? Nie wyobrażamy sobie pracy w pojedynkę. Teraz też mamy kilka pomysłów, którymi już się zajmujemy. Oczywiœcie razem. Š?

Sylwetka

Olivier Nakache, scenarzysta, reżyser

Ur. w 1973 r. w Suresnesi. Od ponad 20 lat pracuje razem z Erikiem Toledano. Zadebiutowali krótkim filmem „Dniem i nocš" (1995), w fabule długometrażowej – „Zostańmy przyjaciółmi" (2005). Spoœród ich filmów największym sukcesem, artystycznym i komercyjnym, stali się „Nietykalni" (2011).

Recenzja

Stary wyjadacz, organizator wielkich przyjęć, przyjmuje zlecenie na romantyczny œlub w starym zamczysku. Wynajmuje całš armię ludzi, ale wszystko idzie nie tak. Muzyk ma zdecydowanie za duże ego, jeden z kelnerów, zaangażowany po znajomoœci, nie ma bladego pojęcia o zawodzie, inny przeżywa katusze, gdy na weselu spotyka ukochanš sprzed lat, fotograf bardziej zainteresowany jest podjadaniem zakšsek niż robieniem zdjęć. A to zaledwie poczštek nieszczęœć w „Naszym najlepszym weselu".

Olivier Nakache i Eric Toledano zrobili film zabawny i sympatyczny. Jak sami twierdzš, trochę szalony, bo scenariusz kończyli pisać po obejrzeniu argentyńskich „Dzikich historii". Z francuskš lekkoœciš opowiedzieli o miłoœci i o weselnym rozgardiaszu, ale też pokazali przekrój francuskiego społeczeństwa. Popis aktorstwa dał Jean-Pierre Bacri, nie ustępuje mu Gilles Lellouche. Atutami sš także: dobra muzyka, plenery w zamku Courances niedaleko Fontainebleau, posiadłoœci należšcej do Ludwika XIII, oraz sporo zabawnych sytuacji. Całoœć œwietnie się oglšda. A jeœli nawet po kilku tygodniach nie będziemy już tego filmu pamiętać, to jak uczš jego twórcy – liczš się miło spędzone chwile. Š?

—Barbara Hollender

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL