Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

"Porto": Historia kochanków, nad którš unosi się duch Jima Jarmuscha

Lucie Lucas (Mati) i Anton Yelchin (Jake).
Madness
"Porto" Gabe Klingera to film eksperyment. Opowiada o chwilach, którym nie pozwalamy zmienić naszego życia. Od pištku na naszych ekranach.

Trzy nazwiska kinomanom powiedzš o tym filmie bardzo dużo.

 

Jim Jarmusch – producent wykonawczy. Gabe Klinger – znany krytyk filmowy i reżyser dokumentalista, zdobywca weneckiego Lwa za dokument „Outsiderzy: James Benning i Richard Linklater". I wreszcie Anton Yelchin, aktor, który zagrał m.in. w filmie Jarmuscha „Tylko kochankowie przeżyjš".

Rola w „Porto" jest jednš z jego ostatnich: Yelchin w wieku 27 lat zginšł w Los Angeles, w czerwcu 2016 roku, pod kołami samochodu, który stoczył się z podjazdu przed jego domem.

„Porto" to film-eksperyment. Opowieœć o przypadkowym spotkaniu dwojga ludzi. Los łšczy ich w tytułowym portugalskim mieœcie, gdzie oboje sš obcy. Jake jest Amerykaninem, który nie poddał się wyœcigowi szczurów i wyrzucony z domu przez bogatych rodziców, podróżuje po Europie, żyjšc z dnia na dzień.

Mati jest Francuzkš, studentkš archeologii, zakochanš w swoim profesorze. Widzš się pierwszy raz na terenie wykopalisk, potem trafiajš na siebie w kawiarni, spędzajš razem namiętnš noc. Ale Gabe Klinger nie jest zainteresowany zrobieniem komedii romantycznej. Jego „Porto" jest wariacjš na temat chwili, która pozostaje w ludziach na zawsze. Życie może potoczyć się dalej, ale wspomnienie ma dużš siłę.

Reżyser nie opowiada tego filmu chronologicznie. Miesza czasy – wspomnienie tamtego jednego dnia miksuje ze scenami, które majš miejsce wiele lat póŸniej. Mati ma syna, jej zwišzek z profesorem rozpadł się. Ale gdzieœ z tyłu głowy stale w niej jest tamten jeden wieczór i jedna namiętna noc spędzona z nieznajomym.

Klinger i jego operator Wyatt Garfield serwujš widzowi obrazy nakręcone na taœmie 35 mm, 16 mm, Super8. Każdy z tych obrazów ma innš głębię, innš przestrzeń. W ten sposób twórcy dotykajš różnych strun, poruszajš się w zakamarkach pamięci bohaterów.

I nie przez przypadek nad wszystkim czuwa Jim Jarmusch. W „Porto" jest coœ z nastroju jego filmów. Przypadkowe spotkanie, rozmowa przy kawie, zwyczajnoœć. I wielka samotnoœć, która – paradoksalnie – może ludzi połšczyć. Choćby na moment.

„Porto" jest filmem nie do końca spełnionym. Nie ma tu chyba materiału na długi metraż, a Klinger i jego ekipa liczš na widza bardzo wyrobionego i skłonnego za zaakceptowania w kinie eksperymentu. Z pewnoœciš nie znajdš tu niczego dla siebie amatorzy kina akcji. Ale przecież kino musi poszukiwać nowych œrodków wyrazu. I czasem może stać się esejem, próbš zagłębienia się w ludzkš pamięć, naszš podœwiadomoœć.

W końcu każdy z nas nosi w sobie wspomnienie ludzi, których nie zaprosił do swojego życia na dłużej, chwil, które nieoczekiwanie uleciały. I pytania, co by było, gdybyœmy pozwolili im trwać, gdyby stały się codziennoœciš. Czy nie zatraciłyby czaru? Czy miałyby takš moc? A może lepiej, że zostały tylko niepokojšcym marzeniem?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL