"Dusza i ciało": Ludzie w klatkach

aktualizacja: 05.04.2017, 23:31

Reżyserka przed wizytą w Warszawie opowiada Barbarze Hollender o filmie "Dusza i ciało", który będzie pokazany na Węgierskiej Wiośnie Filmowej.

REDAKCJA POLECA
19.04.2017
Węgierskie kino powraca. Festiwal Węgierska Wiosna Filmowa 2017
05.04.2017
Daniel Craig jednak powróci jako Bond?
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Rzeczpospolita: Samotność i emocjonalne zamknięcie to są choroby XXI wieku?

Ildiko Enyedi: Zdecydowanie tak. Nasze życie codzienne jest pełne hipokryzji. Ludzie grają jakieś role, z coraz większym trudem otwierają się przed innymi. Budują wokół siebie mury, za które niechętnie kogokolwiek wpuszczają. Sama coś o tym wiem. Jako młoda dziewczyna byłam dość osobna. Nie potrafiłam wyrażać siebie, swoich uczuć. Tak naprawdę zaczęłam się otwierać dopiero wtedy, gdy na świat przyszły moje dzieci. I wiem, jaką walkę trzeba ze sobą stoczyć, żeby wyjść z kokonu, który człowiek sobie narzuci.

Dla bohaterki pani filmu „Dusza i ciało" zamknięcie jest rodzajem ucieczki przed rzeczywistością.

Chciałam pokazać ludzi, którzy żyją trochę jak zwierzęta w klatce. Bez ryzyka, bez niespodzianek, ale też bez wolności. Każdy człowiek musi dokonać wyboru, czy chce żyć pełnią życia i ryzykować, że w każdej chwili może przegrać, źle obstawić, zawieść się, czy może woli postawić na spokój, odseparować się od świata w bezpiecznej przestrzeni, co najwyżej samotnie wypić w domu piwo pod telewizorem.

Pani bohaterka czyni wysiłek, żeby pokonać swoje lęki.

Tak, bo chce wyjść z klatki. Próbuje odkryć, kim jest. Mamy tak dużo nacisków ze strony społeczeństwa i mediów, które wspierają przeciętność. Rób swoją małą pracę, nie wychylaj się. Moi bohaterowie, Maria i Endre, też są ludźmi prostymi, którzy nie umieją wyrazić siebie. Są w różnym miejscu życia. On ma kierownicze stanowisko, córkę i za sobą nieudane małżeństwo, ona jest na początku drogi. Ale oboje są podobnie wycofani. Noszą w sobie własne kalectwo. Endre fizyczne, bo ma sparaliżowaną rękę. Maria psychiczne, bo żadna terapia nie jest w stanie pomóc jej się otworzyć. Chciałam się przyjrzeć, jak otwierają się na siebie i na świat wokół. I zrobić film bardzo prosty, bo oni są ludźmi prostymi. Ale przecież gdzieś w środku noszą w sobie piękne uczucia. I tęsknoty.

No, właśnie, ich sny wprowadzają do pani realistycznego filmu metafizykę.

Tak naprawdę to od nich się zaczęło. Pomyślałam: „Co by było, gdyby dwoje ludzi śniło tak samo?". Dla mnie sny są niezwykle ważną częścią życia. Na jawie stale się kontrolujemy. W sennych marzeniach odbijają się nasze tęsknoty, lęki, prawdziwe, nieokiełznane emocje. Wszystko w nas eksploduje. Zaczęłam o tym myśleć i tego samego dnia wieczorem „żyli" już bohaterowie filmu. I byli mi bardzo bliscy. Czułam się tak, jakbym znała ich od lat. Bo każdy zamknięty człowiek gdzieś musi szukać ujścia swojej fantazji.

Pani film można odczytać jako opowieść nie tylko o dwójce ludzi zamkniętych w korporacji, lecz również jako diagnozę społeczeństwa?

Interpretacje zawsze należą do widza. Ale myślę, że szersze spojrzenie byłoby uzasadnione. Nasze życie zawsze w jakiejś mierze zależy od tego, w jakim klimacie społecznym żyjemy. Od tego, czy na co dzień spotykamy się z otwartością i tolerancją czy z rozmaitymi naciskami i presją ograniczającą naszą wolność i narzucającą nam określony sposób myślenia.

Po Larisie Szepitko, Marcie Meszaros, Jasmili Zbanić i Claudii Llosie jest pani dopiero piątą kobietą, która w blisko 70-letniej historii Festiwalu Filmowego w Berlinie dostała Złotego Niedźwiedzia.

Bardzo mnie cieszy, że ostatnio zaczęłyśmy się przebijać na ekran. Jednak obserwuję też pewne niepokojące zjawisko. Przed laty, gdy studiowałam reżyserię w budapeszteńskiej szkole filmowej, byłam jedyną dziewczyną na roku. Ale pamiętam, że otaczał mnie szacunek kolegów. Nikt mnie nie wyśmiewał, nie zaczepiał. Niedawno zaczęłam w tej samej szkole wykładać. Weszłam do starych murów, gdzie nic się niemal nie zmieniło. Ale na zajęcia przyszło sporo studentek. To mnie bardzo ucieszyło. A potem niemal zamarłam. Bez przerwy słyszałam jakieś obrzydliwe, seksistowskie uwagi kierowane do nich przez kolegów. Nie mogłam w to uwierzyć. Myślałam: „Co się z nami stało? W jakim miejscu jesteśmy jako społeczeństwo?". I zrozumiałam: ja byłam wyjątkiem, nikomu w gruncie rzeczy nie zagrażałam. Te dziewczyny, które dziś wchodzą do kina szeroką ławą, naruszają porządek męskiego świata. Ale to przecież ważne, żebyśmy wnosiły do kina naszą wrażliwość i sposób widzenia świata.

Sylwetka

Ildiko Enyedi, węgierska reżyserka i scenarzystka

Urodziła się 15 listopada 1955 r. w Budapeszcie. Studiowała w węgierskiej Akademii Teatru i Filmu. Zadebiutowała w fabule „Moim wiekiem XX" o rozdzielonych, zaadaptowanych przez dwie różne rodziny bliźniaczkach, które przypadkiem spotykają się u progu XX wieku w Orient Expressie. Do dzisiaj nakręciła łącznie osiem filmów. Ostatni z nich „Dusza i ciało" zdobył Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie.

Program festiwalu Węgierska wiosna filmowa można znaleźć tutaj.

Węgierska wiosna filmowa

W Warszawie, Wrocławiu i Krakowie 19–27 kwietnia odbędzie się Węgierska Wiosna Filmowa. W jej programie znalazło się kilka znaczących tytułów. Przede wszystkim oscarowy „Syn Szawła" Laszlo Nemesa – znakomity film o próbie zachowania człowieczeństwa w koszmarze obozu koncentracyjnego, o obronie własnej godności w czasach totalitaryzmu. Przedpremierowo widzowie przeglądu obejrzą „Duszę i ciało" Ildiko Enyedi – niedawnego zwycięzcę festiwalu w Berlinie.

Z kolei ubiegłoroczny zwycięzca festiwalu w Karlowych Warach „To nie są najlepsze dni mojego życia" Szabolcsa Hajdu to wiwisekcja rodziny, ale też rzeczywistości w postkomunistycznym kraju. Podziałów, chwiejnej moralności, rozczarowań, rozmijania się ludzi, którzy w pędzie do sukcesu i dobrobytu gubią po drodze bliskość. Bardzo bolesny film. „Z czystym sercem" Attili Tilla – tegoroczny węgierski kandydat do Oscara – to sensacyjna komedia o dwóch niepełnosprawnych fizycznie chłopakach, którzy zaprzyjaźniają się z jeżdżącym na wózku płatnym mordercą.

Za jeden z najciekawszych filmów ostatnich lat węgierscy krytycy uważają współczesną opowieść o dorastaniu i społecznych presjach – „Po życiu" Viraga Zomboracza.

Poza fabułami widzowie przeglądu będą mogli obejrzeć również bloki animacji i krótkich metraży, a także dwa węgierskie klasyki: „Miasto kotów" Beli Ternovszkyego oraz „Inne spojrzenie" Karoly Makka z Jadwigą Jankowską-Cieślak i Grażyną Szapołowską w rolach głównych.

Przegląd odbywa się w ramach Roku Kultury Węgierskiej w Polsce 2016/2017.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE