Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

„Bright”. Orkowie z Beverly Hills

materiały prasowe
Jak wyglšdałoby połšczenie filmu policyjnego z opowieœciš fantasy?

„Bright" stanowi właœnie taki mariaż, mieszankę „Dnia próby" i „Władcy pierœcieni". Nieudanš, ale jednoczeœnie ciekawš. Pełnš barwnych konceptów, z których większoœć nie wypaliła.

Dwójka bohaterów to klasyczny duet gliniarzy oparty na sprzecznoœci charakterów. Scott Ward (Will Smith) ma wieloletnie doœwiadczenie na ulicy, rodzinę na utrzymaniu i kredyt na karku. Jego towarzysz to Nick Jacoby (Joel Edgerton) – szkaradny ork przydzielony Wardowi do pary przez zwierzchników realizujšcych poprawnoœciowš politykę antydyskryminacyjnš. Ward jest sarkastycznym pragmatykiem. Nick to rozgadany fascynat, żółtodziób od dzieciństwa marzšcy o policyjnej odznace. Problem w tym, że jest jedynym jak do tej pory orkiem w mundurze. Ludzie nie darzš go zaufaniem, w końcu orkowie to w œwiecie fantasy odwieczni wrogowie człowieka i najokrutniejsza rasa spoœród wszystkich. Stworzeni raczej do łamania zasad aniżeli ich pilnowania. Jednoczeœnie pobratymcy Nicka traktujš go jak zdrajcę. Bo kto słyszał, żeby ork służył w policji?

Nad filmowym Los Angeles latajš smoki, pijany olbrzym wygraża przechodniom dwuręcznym mieczem, a najzamożniejsza grupa etniczna w mieœcie to elfy, które patrzš z góry na inne rasy. Z kolei bandy orków w opuszczonych spodniach, obwieszone łańcuchami siejš postrach na przedmieœciach.

W gruncie rzeczy elementy fantasy w „Bright" stanowiš zaledwie kostium, pod którym kryje się dobrze znana kinomanom opowieœć o gliniarzach, którzy muszš sobie zaufać w niebezpiecznych okolicznoœciach. Ward i Jacoby żartujš, strzelajš, jeżdżš na interwencje, choć chwilami majš obawy o wzajemnš lojalnoœć. Nietrudno się domyœlić, że ta ognista relacja zamieni się w braterstwo broni. Gdy w ich ręce trafi czarodziejski artefakt – różdżka, w Los Angeles wybuchnie wojna pomiędzy ulicznymi gangami, piekielnymi elfami i służbami specjalnymi. Bowiem w uniwersum „Bright" magia jest pożšdana bardziej od pieniędzy czy narkotyków. Stšd tytuł, który oznacza jednostki wybrane – oœwieconych, którzy potrafiš kontrolować œmiertelnie niebezpieczne moce.

Poczštek dwugodzinnego filmu jest obiecujšcy. Zastanawiamy się, jakie surrealistyczne pomysły zaskoczš nas w kolejnych scenach. Niestety, druga godzina zamienia się w tradycyjnš gonitwę schematów i uproszczeń, które do znudzenia wyeksploatowało już kino klasy B. Nieudanemu scenariuszowi Maxa Landisa nie pomogły poprawki wprowadzone przez reżysera Davida Ayera, który w dorobku ma tak dobre filmy, jak „Bogowie ulicy" (2012) czy „Furia" (2014). Pomimo premiery w końcówce grudnia film z Willem Smithem zdšżył się załapać na wysokie miejsca na listach najgorszych produkcji roku. Sporo w tym przesady, bo przecież na tle licznych premier sensacyjno-rozrywkowych „Bright" nie wyglšda aż tak Ÿle.

Osobnym wštkiem jest dystrybucja filmu, przypominajšca rękawicę rzuconš przez Netflix przemysłowi filmowemu, dystrybutorom i sieciom kin. Chociaż „Bright" promowany jest w tradycyjnej formie pod postaciš ulicznych plakatów i zwiastunów, to obrazu nie zobaczymy w kinach. Dostępny jest za to dla użytkowników cyfrowej platformy na telewizorach i komputerach. W dodatku film Ayera był najdroższš produkcjš filmowš w historii Netflixa, kosztował 90 mln dolarów. Koncern od razu ogłosił sukces, zadowolony z rozgłosu i oglšdalnoœci. Zapowiedziano nawet kontynuację, którš również wyreżyseruje David Ayer. Filmowiec, niezrażony słabymi recenzjami, skomentował je w sposób charakterystyczny dla naszych czasów. Powiedział, że „Bright" miał przede wszystkim „wywołać żywš reakcję widzów". Co z kiepskimi recenzjami? To już problem krytyków.

„Bright", reż. David Ayer, Netflix

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL