Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

Sally Potter: Wolny duch musi przetrwać w kinie

Kristin Scott Thomas jako gospodyni organizujšca „Party”. Film od pištku w kinach
Aurora Films
Znakomita brytyjska reżyserka Sally Potter mówi Barbarze Hollender o nowym filmie „Party", o sztuce, polityce i brexicie.

Rz: Po premierze filmu na festiwalu w Berlinie powiedziała pani, że „Party" to portret pękniętej Anglii.

Sally potter: Tak, mój film jest opowieœciš o siedmiu osobach, które zbierajš się, by uczcić nominację gospodyni na ministra brytyjskiego rzšdu. Ale rzeczywiœcie staram się nakreœlić stan ducha społeczeństwa. Coraz bardziej zagubionego.

Każdy z pani bohaterów kryje jakšœ tajemnicę.

Już w czasie pisania scenariusza próbowałam stworzyć postacie, które nie będš jednoznaczne. W „Party" nie ma ludzi dobrych lub złych. Wszyscy sš wielowarstwowi. Próbuję podejrzeć, jak reagujš na sytuację kryzysowš, gdy nagle ich mozolnie budowany œwiat wali się i zdajš sobie sprawę, że oni też sš kimœ innym, niż sami myœlš.

„Party" ma bardzo wyraŸny podtekst polityczny.

Scenariusz zaczęłam pisać przed ostatnimi wyborami w Wielkiej Brytanii. Nikt z polityków nie dbał, jaka jest prawda, wszyscy próbowali wyczuć, jakiej „prawdy" oczekuje społeczeństwo. Dzisiaj wszystko się pogłębiło. Żyjemy wœród pozorów. I mój film stał się jeszcze bardziej aktualny. Zwłaszcza po decyzji o brexicie.

Wyniki referendum zostały ogłoszone w czasie, gdy pracowała pani z aktorami na planie. Jak pani ten dzień zapamiętała?

Wstrzšs. Po prostu trauma. Mieliœmy bardzo międzynarodowš ekipę. Zdjęcia robił rosyjski operator, za dŸwięk odpowiadali Francuzi, za kostiumy – Argentyńczyk mieszkajšcy w Paryżu. Miałam też włoskiego asystenta, kilku znakomitych brytyjskich aktorów, ale i Amerykanów. Wszyscy byliœmy tak samo przerażeni. Niektórzy wręcz płakali. Nikt nie wierzył, że to się stało: że Wielka Brytania chce wyjœć z europejskiego sojuszu.

Nie próbowała pani zmienić scenariusza?

Nie. Ale myœlę, że coœ i tak się zmieniło. Pojawiły się inne podteksty, aktorzy grali bardziej zdecydowanie i wyraziœcie. Jakbyœmy chcieli powiedzieć: „Tak, ci porozbijani ludzie to Anglia". Podejrzewam też, że inaczej reagujš na nasz film brytyjscy widzowie. Bo dzisiaj jesteœmy w trudnej z punktu widzenia państwa, ekstremalnej sytuacji. Musimy rozwišzać wiele problemów. Dlatego potrzebujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jacy jesteœmy?". W końcu to, co zdarza się w œwiecie, nie bierze się znikšd. Brexit też.

Ale jednoczeœnie jest w „Party" dużo humoru.

To wspaniałe uczucie, kiedy człowiek słyszy, jak ludzie œmiejš się na jego filmie. Œmiech odœwieża, uwalnia emocje. Ja sama uwielbiam zabawne filmy, zwłaszcza takie, które komedię łšczš z dramatem i głębszš refleksjš. Jak u Chaplina. Choć faktem jest, że kiedy reżyserujesz, naprawdę nie wiesz, jak widzowie zareagujš. Mnie się na przykład wydawało, że „Orlando" jest komediš, a widzowie się w kinach na nim nie œmiali.

Œmiech odœwieża, ale jest jak wentyl. Walka polityczna toczy się gdzie indziej.

Tak pani myœli? Bo ja sama już nie wiem. Milion ludzi wzięło udział w pochodzie przeciwko inwazji w Iraku. Sama w nim szłam. I co? Kiedyœ stale biegałam na różne marsze i manifestacje. A dzisiaj widzę, jak niewiele zdziałaliœmy. Jedynš sferš, w której udało się coœ osišgnšć, jest feminizm. Tu naprawdę wiele się zmieniło. Ale poza tym czuję niedosyt i rozczarowanie kierunkiem, w jakim poszedł œwiat. Dlatego wolę skupić się na sztuce.

Jednak rzadko staje pani za kamerš. „Party" to dopiero pani ósmy film.

Jeœli ekranizuje się cudze teksty, można robić filmy częœciej. Mnie napisanie scenariusza zajmuje przynajmniej rok. Zbieranie finansów to kolejny rok. Casting – kilka miesięcy. Potem bardzo długo pracuję z aktorami. Zdjęcia trwajš dwa, trzy tygodnie. A jeszcze trzeba doliczyć szeœć miesięcy montażu, trzy –pracy nad PR-em. Cały proces zabiera kilka lat.

Aktorzy sš wielkš siłš pani filmów. W „Party" udało się pani zgromadzić znakomity zespół. Kristin Scott Thomas, Patricia Clarkson, Bruno Ganz, Timothy Spall, Cillian Murphy, Emily Mortimer, Cherry Jones. I nikt z tego angielsko-amerykańsko-niemieckiego teamu nie chce grać pierwszych skrzypiec.

To właœnie efekt przygotowań. Kiedy zjawiliœmy się na planie, znałam doskonale aktorów, a oni znali doskonale mnie i swojš rolę. Reszta była niespodziankš, bo nastšpiło zderzenie osobowoœci. Ale moje gwiazdy były gotowe podjšć ryzyko, gdyż czuły się bezpiecznie. Wiedziały, że traktuję ich pracę z wielkim szacunkiem, że staram się stworzyć wyjštkowš atmosferę. Nie było w ekipie plotek, niechęci, zazdroœci. Wszyscy graliœmy w jednej drużynie.

Co dalej? Co brexit oznacza dla brytyjskiego kina?

Mój prywatny œwiat się po brexicie nie zmieni. Wcišż będę piła kawę w mojej ulubionej kawiarence i przechadzała się po Haggerston Park, po okolicy, gdzie mieszajš się ludzie różnego pochodzenia, różnych kolorów skóry, różnych kultur. A kino? W nim nieważny jest stempel w paszporcie. Artyœci nie budujš barier. Zawsze będš się tworzyły międzynarodowe ekipy, zawsze będę myœlała, że pracuję nie tylko dla Brytyjczyków, ale dla widzów w różnych miejscach œwiata, z którymi mogę się podzielić moimi refleksjami i mojš wrażliwoœciš. Problem tylko w tym, by z naszego kina nie ulotnił się wolny duch, by nie zapanowały w nim nacjonalizm i ksenofobia. Bo one nigdy do niczego dobrego nie doprowadziły.

Sylwetka

Sally Potter, reżyserka, scenarzystka

Urodziła się w 1949 r. w Londynie. Realizowała filmy dokumentalne i krótkometrażowe, najczęœciej eksperymentalne. Zrobiła też osiem fabuł. Sławę przyniósł jej „Orlando" (1992) – ekranizacja powieœci Virginii Woolf. Inne jej filmy to m.in. „The Gold Diggers", „Lekcja tanga", „Człowiek, który płakał", „Krzyk mody", „Yes", „Ginger i Rosa". Jej filmy zdobyły w sumie ponad 40 międzynarodowych nagród. Była też kompozytorkš i wokalistkš, tancerkš i choreografkš.

71 minut, podczas których może się zawalić życie

Zadbana kobieta w œrednim wieku otwiera drzwi domu. Celuje do kogoœ, kto stoi w progu. To prolog filmu „Party". Potem cofamy się w czasie niewiele ponad godzinę. Zaczyna się tytułowe przyjęcie, które główna bohaterka, Janet, wydaje z okazji swojej nominacji na ministra zdrowia. W kuchni gospodyni cały czas odbiera miłosne telefony, a jej mšż przy pištce goœci ogłasza, że jest œmiertelnie chory. I że dni, które mu pozostały, chce spędzić z innš kobietš. Tak zaczyna się gra, w której każdy ma jakiœ sekret i nic nie jest w rzeczywistoœci takie, jak się wydaje. Dwie lesbijki, z których jedna spodziewa się trojaczków, zdradzany mšż – bankier heroinista, œrednio lojalni przyjaciele. Polityka wdzierajšca się do codziennego życia. Działaczka partyjna, która mówi: „Czasem trzeba udawać, żeby wygrać". Skompromitowana demokracja i umierajšcy idealizm. Wreszcie wszechogarniajšce kłamstwo.

Sally Potter zrobiła film najskromniejszy z możliwych: bardzo niewielki budżet, czarno-białe zdjęcia. Jeden dom, salon, łazienka, mały ogródek. I siedmioro rewelacyjnych aktorów: Kristin Scott Thomas, Timothy Spall, Patricia Clarkson, Bruno Ganz, Cillian Murphy, Emily Mortimer, Cherry Jones. 71 minut, bo wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym: tyle wystarczy, by zawaliło się życie. „Party" to tragikomiczna, fascynujšca, wcišgajšca opowieœć. Przewrotna, inteligentna, zrealizowana z dystansem, a jednoczeœnie gorzka. —bh

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL