Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

"The Disaster Artist": Tajemniczy Polak w Hollywood

Warner
„The Disaster Artist” Jamesa Franco to opowieœć o tym, jak powstawał najgorszy film œwiata. Od pištku na ekranach.

Chyba żaden scenarzysta nie wymyœliłby takiej historii. A rzeczywistoœć jš napisała. Tommy Wiseau istnieje naprawdę. Wysoki, z długimi czarnymi włosami i wyraŸnym, wschodnioeuropejskim akcentem, chciał zostać gwiazdorem w Hollywood. Gdy mu nie wychodziło, wymyœlił innš drogę do sukcesu niż przebijanie się przez castingi. Postanowił zrobić film. Sam napisał scenariusz, sam „The Room” wyprodukował, sam go wyreżyserował, sam w nim zagrał.

Nie liczył się z kosztami. Zamiast wynajšć kamerę, kupił dwie – cyfrowš i 35-milimetrowš, póŸniej zresztš wykorzystał tylko materiały nakręcone tš ostatniš. Zamiast wykorzystać naturalne plenery, budował całš scenografię. Zanim wyszedł na plan, robił próby z aktorami przez szeœć miesięcy. W czasie zdjęć miał czasem na planie prawie 100 osób.

Œmiech z filmu marzeń

Ale zdarzało się, że operator, obserwujšc jego koszmarnš grę, nie wytrzymywał i parskał œmiechem. Jednak reżyser nie przyjmował uwag współpracowników, niezadowolonych wyrzucał. Przyznawał potem, że film jest dokładnie taki, jaki sobie wymarzył: nawet nieostroœć obrazu w niektórych scenach została przez niego zaplanowana.

Potem urzšdził hucznš „hollywoodzkš premierę”. Na tydzień wynajšł salę kinowš w Los Angeles, by film spełnił warunek Amerykańskiej Akademii i mógł kandydować do Oscara. „The Room” – historia bankiera, którego żona zdradza z najlepszym przyjacielem – kosztował 6 mln dol., przyniósł z dystrybucji 1800 dol. Film miał potwornie niedobre recenzje, ludzie œmiali się w czasie seansów albo wychodzili w połowie. Na drzwiach do sali powieszono kartkę z informacjš, że nie przewiduje się zwrotu pieniędzy za bilet.

A potem stał się cud. Film był tak zły, że stał się... kultowy. Ma swoje fankluby, do dzisiaj odbywajš się na całym œwiecie projekcje. Na jego podstawie powstała gra komputerowa, a przyjaciel reżysera, aktor Greg Sestero, napisał ksišżkę o powstawaniu „The Room”.

Długo nikt nie wiedział, skšd się właœciwie Wiseau wzišł. On sam nie chciał nigdy mówić o swoich korzeniach. Twierdził, że jest Amerykaninem, jego akcent sugerował jednak co innego. Zagadkę ostatecznie wyjaœnił Rick Harper, który przygotowujšc dokument „The Room Full of Spoons”, dotarł do kuzyna Wiseau’a w... Poznaniu. Według niego autor „The Room” nazywał się naprawdę Tomasz Wieczorkiewicz i wyjechał z Polski jako młody chłopak.

Studiował aktorstwo na kilku różnych kursach, a nawet w szkole Stelli Adler, ale był i jest nadal koszmarnym aktorem. Nad „The Room” zaczšł pracować w 1997 roku. Najpierw miała to być sztuka teatralna, którš chciał wystawić na Broadwayu. Potem zdecydował się na film. W wywiadach mówił, że inspirowali go Orson Welles i James Dean. Tajemnicš pozostaje, skšd miał na ten film pienišdze – te, drobnostka, 6 mln dol.

W swoim dokumencie Harper ujawnił, że Tomasz Wieczorkiewicz rozkręcił interes i przez jakiœ czas sprzedawał w Paryżu ptaszki zabawki. Tak ponoć narodziło się jego nazwisko: W od Wieczorkiewicz, a iseau od francuskiego słowa oiseau – ptak. Ale czy handlujšc ptaszkami, można zarobić tyle, żeby wydać 6 mln dol. na film?

Sam Wiseau twierdzi, że dochody ma z własnej firmy, w której m.in. importował kurtki z Korei Południowej. Niektórzy członkowie ekipy „The Room” podejrzewali, że prał brudne pienišdze. W każdym razie na planie na nic nie brakowało, a Sestero w swojej ksišżce napisał, że za rolę w „The Room” Wiseau zaproponował mu bardzo wysokie honorarium.

Reżyser prowokator

Pięć lat po premierze Wiseau w wywiadzie dla „Entertainment Weekly” powiedział: „Zadaniem reżysera jest prowokować – czy to w dramacie czy w komedii”. Często też powtarza: „Możecie œmiać się, płakać, dyskutować, tylko proszę, nie rańcie się nawzajem”.

Pewnie to samo mogliby powiedzieć inni artyœci „najgorsi”, którzy też zyskali wielkš sławę. Bo przecież za ich rozpaczliwymi próbami stojš zwykle marzenia i ambicje. Tak jak w przypadku innego „najgorszego reżysera” – Eda Wooda czy „najgorszej œpiewaczki” – Florence Foster Jenkins. Oni też stali się bohaterami filmów – Wood œwietnego komediodramatu Tima Burtona, Jenkins – aż dwóch ciekawych produkcji, Stephena Frearsa i Francuza Xaviera Giannoliego.

Wiseau niejako ich wyprzedził, bo film o nim powstał już za jego życia. James Franco sam zagrał tytułowš postać, tworzšc portret człowieka œmiesznego i żałosnego, ale pełnego marzeń. Szkoda, że nie próbował zbliżyć się do tajemnicy swojego bohatera. Na pewno jednak przypomniał, że za każdš niemal artystycznš próbš, nawet tš nieudanš, stojš czyjeœ nadzieje i wysiłek. „The Disaster Artist” jest jednoczeœnie opowieœciš o przyjaŸni łšczšcej Wiseau i Sestera. I czuje się w tym filmie – mimo przeœmiewczego dystansu – sporo empatii i ciepła.

Film Franco intryguje publicznoœć tak jak jego protagonista. I zdobywa laury. Najpierw była Złota Muszla na festiwalu w San Sebastian, potem Złoty Glob dla Franco za najlepszš rolę komediowš, ostatnio nominacja do Oscara za adaptowany scenariusz. A po drodze jeszcze mnóstwo innych wyróżnień, głównie za tytułowš kreację.

Wyrobnik ekranu

Może zresztš James Franco, który robi kilkanaœcie filmów rocznie, wie, o czym opowiada. Zbliżajšc się do czterdziestki, ma na swoim koncie blisko 150 ról i prawie 40 pozycji wyreżyserowanych. Tylko na ten rok zapowiadane sš 4 (!) jego własne filmy i 14 (!) takich, w których bierze udział jako aktor.

A Tommy Wiseau? Miewał trudne chwile, na jakiœ czas zniknšł, dzwonišc do Sestero, płakał, że „jest w piekle”. Ale wrócił. I pracuje. Razem z przyjacielem wystšpił właœnie w filmie „Best F(r)iends”, podobno przygotowuje też kilka nowych, własnych projektów.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL