Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

Proponuję zacząć rok z dobrym kinem. I polecam dwa filmy, które mogą stworzyć ciekawe „otwarcie” nowego sezonu. „Dunkierka” Christophera Nolana to jeden z najgłośniejszych obrazów ubiegłego roku. A „Kedi. Sekretne życie kotów” Ceydy Torun – świetny dokument. Dzisiaj ten gatunek – mimo, że mamy erę szybkiej informacji - robi na świecie furorę, bo artyści uważnie portretują świat, opisując go głębiej i mądrzej niż reporterzy telewizyjnych newsów.

„Dunkierka”, reż. Christopher Nolan

„To nie jest film wojenny. To przede wszystkim opowieść o przetrwaniu i kino niespodzianki” – stwierdził Nolan w wywiadzie dla „Independenta”. II wojna światowa, Francja, przełom maja i czerwca 1940 roku. Operacja Dynamo: ewakuacja żołnierzy Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego oraz części wojsk francuskich i belgijskich otoczonych przez siły niemieckie w okolicach Dunkierki. Z 400 tysięcy wojskowych, udało się wtedy wywieźć ok. 330 tys.

Na ekranie kilku Brytyjczyków ucieka przed niemieckimi kulami. Przeżyje tylko jeden z nich. Dotrze na bezkresną, piaszczystą plażę, gdzie w długich rzędach stoją żołnierze, jakby w kolejkach, czekając na okręty, które mają wywieźć ich z linii frontu. Z piekła, gdzie co trochę przedzierają się przez aliancką ochronę niemieckie samoloty, zrzucając bomby i siejąc śmierć.

Christopher Nolan zrobił film o wydostawaniu się z tego piekła. Tu nie ma bitwy – wszystko zaczyna się już po niej. Tu nie ma polityki ani niczyich racji. Tu nie ma wreszcie bohaterstwa, co najwyżej trafia się jakiś ludzki odruch. Są: potworny strach i wola życia - instynktowna, niemal zwierzęca. Próba uratowania się z pożogi.

Nolan nie epatuje widza niczyimi losami. Choć śledzi los kilku osób, tak naprawdę pokazuje anonimowych ludzi. Bo prawdziwym bohaterem „Dunkierki” jest koszmar. Śmierć, która atakuje zewsząd. Bardzo ciekawy film. Niesztampowy, zostawiający niepokój.

„Kedi. Sekretne życie kotów”, reż. Ceyda Torun

Stambuł słynie z kotów włóczących się po całym mieście. Niby bezpańskich, a przecież zadbanych i najedzonych. Bo stambułskie koty symbolizują szczęście i są ulubieńcami wszystkich mieszkańców. Torun śledzi życie kilku zwierzaków - Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Ich codzienne spacery, zdobywanie pożywienia, zabawy i walki, opiekowanie się dziećmi. Ale przecież opowiada nie tylko o kotach. Także, a może przede wszystkim o ludziach i mieście. Z puszystymi czworonogami odwiedza zakamarki miasta, do których rzadko trafiają turyści. Port rybacki, gdzie facet, który sam odbił się od dna obiecał sobie, że zawsze będzie dokarmiał potrzebujące pomocy koty. Małe targowiska, gdzie handlarze nigdy nie zapominają wystawić porcji dla zwierząt. Bardzo blisko podchodzi z kamerą do ludzi, słucha ich opowieści.

Ceyda Torun urodziła się w Turcji, ale jako jedenastolatka wyjechała razem z rodzicami ze swojego kraju. Dzisiaj mieszka w Los Angeles. „Kedi...” jest jej powrotem do świata dzieciństwa, ale też próbą poznania własnych korzeni. Warto udać się z nią w podróż po Stambule. Popatrzeć na koty i zagłębić się w tę uniwersalną opowieść o tęsknocie za człowieczeństwem.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL