Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Film

Jak etiopska muzyka zdobywała świat

materiały
Ojczyzną jazzu jest Ameryka, ale był też i czas, gdy ten gatunek muzyki miewał się świetnie w Etiopii.

W 1969 rok Addis Abeba, stolica Etiopii, była nowoczesnym kwitnącym miastem, którego nie dzieliła zbyt wielka odległość cywilizacyjna od innych stolic. Ludzie lubili się tam bawić, a radosne życie nocne należało do chętnie celebrowanego obyczaju. Cesarz Haile Selassie nie miał nic przeciwko temu, by jego poddani radowali się życiem. Z Amerykańskiej Bazy Wojskowej dochodziły dźwięki wciągającej muzyki Presleya, która zaczęła inspirować miejscowych artystów. Właściciel pierwszego i jedynego sklepu muzycznego w Addis Adebie zaczął sprowadzać płyty, które były bardzo chętnie kupowane i zorientował się, że nie ma w ofercie tych z etiopską muzyką. Widzowie filmu dowiedzą się w jaki nieoczywisty sposób w Etiopii pojawiły się pierwsze płyty z rodzimą muzyką ethio-jazzową – będącą połączeniem rocka, funku i jazzu z charakterystyczną etiopską harmonią i gardłowym śpiewem. Idylla skończyła się, gdy w 1974 roku cesarz został obalony, a muzycy zostali zmuszeni do porzucenia swojej pasji albo śpiewania wyłącznie o rewolucji. Najbardziej zdeterminowanym pozostawała ucieczki z kraju.

 

Etiopski producent na amerykańskiej emigracji, prowadzący z sukcesami kluby, postanowił sprowadzić 10-osobowy popularny etiopski zespół, co – z powodu ograniczeń politycznych - było praktycznie niemożliwe. Jemu jednak się ta sztuka udała, choć zabiegi trwały aż dwa lata.

Jednak ani pierwszy występ, ani kolejne nie okazały się spodziewanym sukcesem. Część zespołu wróciła do Etiopii, część została. Musieli znaleźć pracę, żeby móc żyć. Granie było realizacją pasji po godzinach… 

Od zapomnienia ethio-jazz ocalił francuski producent muzyczny Francis Falceto, któremu w latach 80. przez przypadek wpadła w ręce płyta z nagraniami etiopskich muzyków. Wyjechał do Etiopii, by ich poznać. Przez tydzień tropił wykonawcę z płyty i znalazł, by zaprosić go do Francji. Po drodze pokonał mnóstwo urzędowych trudności i rozstał się z długoletnią partnerką, która nie była w stanie znosić jego obsesji na punkcie etiopskiej muzy… 

W 1997 roku, po kilkunastu latach niestrudzonej pracy, wydał on pierwszy album z monumentalnej serii Ethiopiques, która uznana została za jedno z największych muzycznych wydarzeń dekady. Zaśpiewał na niej Girma Beyene, który po kilkudziesięciu latach powrócił do pasji sprzed lat.

Wielowątkowa, zajmująca opowieść.

Premiera dokumentu „Ethiopiques: Muzyka duszy” w reżyserii Macieja Bochniaka w piątek 3 grudnia w HBO 2.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL