Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Film

Wenecja 2017: Ai Weiwei wśród uchodźców

AFP
Niby wszystko wiadomo. O uchodŸcach dzisiaj mówi się bez przerwy. Do „problemu uchodŸców” ustosunkowujš się rzšdy, instytucje humanitarne, artyœci. Œwiat obiegajš potworne zdjęcia. Porażajš filmy takie, jak choćby zdobywca Złotego NiedŸwiedzia „Fuocoamare. Morze w ogniu” Gianfranco Rosiego.

Liczby też sš znane. W 2016 roku, gdy Ai Weiwei – chiński artysta i dysydent – kręcił „Human Flow” na œwiecie zarejestrowanych było 22 mln uchodŸców. Połowa z nich to były dzieci. 300 tysięcy z nich podróżowało samo, bez opieki dorosłych. Wszyscy uciekali przed wojnš, głodem, zagrożeniem.

— Jako artysta zawsze wierzyłem w człowieka i ten kryzys jest moim kryzysem. Ludzi, którzy wchodzš do łodzi uważam za swojš rodzinę. To mogłyby być moje dzieci, to mogliby być moin rodzice, moi bracia. Nie jest inny niż oni.Możey mówić różnymi językami i wierzyć w innych bogów, ale rozumiem ich. Podobnie jak ja bojš się zimna, nie chcš stać na deszczu i głodować. Podobnie jak ja potrzebujš bezpieczeństwa.

Ai Weiwei odwiedził 23 kraje. Rozmawiał z socjologami, filozofami, działaczami akcji humanitarnych. Ale przede wszystkim zarejestrował obrazy, które w swej masie robiš nieprawdopodobne wrażenie. Obozy dla uchodŸców. Slumsy w Azji, rozpięte na patykach płachty przypominajšce namioty w Afryce, baraki w Europie. Zawsze tak samo bezosobowe, stłoczone. Uršgajšce ludzkiej godnoœci, zabijajšce nadzieję. Ai Weiwei sfotografował ludzi – Syryjczyków w Libii, Afgańczyków w Pakistanie, Meksykanów na granicy z Amerykš. Starych ludzi nie majšcych już siły na tułaczkę. Zrozpaczone kobiety, bezradnych mężczyzn. I dzieci ze smutnymi, dorosłymi oczami. „Tu nie ma życia” — mówi dziewczynka do kamery.

„Human Flow” nie jest filmem takim jak wycyzelowany obraz Gianfranco Rosiego, gdzie włoski lekarz z Lampeduzy opowiadał o tym, że trudno jest żyć majšc pod powiekami obrazy ludzi tonšcych u wybrzeży „ziemi obiecanej” i dzieci ładowanych do czarnych worków. Ai Weiwei zrobił dokument bardzo klasyczny. A przecież przejmujšcy. Œwiadomie nie wystrzegał się chaosu. Przypomniał jak globalne jest zjawisko uchodŸtwa, zapisał na ekranie liczby, fakty, tytuły gazetowe. Ale zbliżajšc kamerę do twarzy ludzi przypomniał co kryje się za suchymi liczbami: ile nieszczęœć, tragedii, ile zniszczonych istnień, pogrzebanych marzeń.

— Mój ojciec był poetš, którego rzšd komunistyczny relegował z kraju — mówił w Wenecji Ai Weiwei. — Urodziłem się jako uchodŸca. Mam to we krwi. Znam tych ludzi dobrze. Sš częœciš mnie samego.
I dodał:

— Mam nadzieję, że mój film obejrzš politycy i zmierzš się z tym problemem. Przestanš budować mury, mówić „oni” i „my”. Zrozumiejš, że œwiat jest jeden.

Utopia? Ale od czego sš artyœci?

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL