Film

„Zud”, chłopiec z mongolskich stepów

FILMWEB
Potrzeba nam dziś historii pozwalających spojrzeć na nasze życie z dystansu. Jedną z takich opowieści jest „Zud”. Film od piątku w kinach.

Wydarzenia w tym filmie toczą się w egzotycznej, zdawałoby się początkowo – nawet poetyckiej – rzeczywistości mongolskich stepów. Tam żyje rodzina nomadów, której rytm dni wyznacza surowa natura. Ludzie utrzymują się tu z hodowli kóz, co nie ma walorów miłej przygody, ale jest codzienną, uporczywą walką o przetrwanie. Pogoda nie oszczędza ani ludzi, ani zwierząt. Najsłabsze padają, a ojciec 11-letniego Sukhbata i jego młodszego brata, musi regulować bankowe należności.

Czasochłonne pozyskiwanie cennej kaszmirskiej wełny też nie przynosi oczekiwanych dochodów, bo handlarz nie chce kupić dostarczonej przez ojca Sukhbata przędzy twierdząc, że jest złej jakości. W tej sytuacji nadzieją staje się 11-latek, który ma wystartować w zawodach konnych dla dzieci. Dla zwycięzcy przewidziana jest niebagatelna, a tak bardzo rodzinie potrzebna, nagroda finansowa.

Tak dla Sukhabata zaczyna się nowe życie – musi nauczyć się poskramiać dzikiego konia i namówić go do współpracy. W przedstawianym w filmie świecie nie ma miejsca na prywatne fantasmagorie, każdy członek rodziny musi tak działać, by wspierać pozostałych, a co za tym idzie – zwiększać szanse przeżycia wszystkich najbliższych. Już w dzieciństwie nabywa się bolesnej wiedzy o ograniczonej możliwości kierowania swoim życiem.

Zaletą filmu zrealizowanego przez Martę Mironowicz (scenariusz napisała razem z Kennethem McBride’em) jest wciągnięcie widza do trudnego dla niego świata, w którym nie daje oparcia ani piękno natury, ani serdeczność ludzi. Trzeba być sam na sam z trudną prawdą o swojej znikomości wobec potęgi przyrody, przemijalności, samotności. I to się udaje.

Jednak warto też dodać, że mimo, iż film traktowany jest jak dokument, nie jest nim do końca. Bohaterowie opowieści stanowią wprawdzie rodzinę, ale odgrywają swoje role według zamierzonego scenariusza. W materiałach prasowych reżyserka przyznaje: „W Polsce pracowałam nad kierunkiem filmu wraz ze współscenarzystą. Dzięki temu, kiedy wracałam do mojej rodziny na step, wiedziałam, co chcę osiągnąć. Czasami zmieniałam sceny, które wcześniej zaobserwowałam. Czasem prowokowałam nowe sytuacje”. Wprawdzie zdjęcia do filmu (Paweł Chorzępa) powstawały dwa lata i zapewne wiele sytuacji w filmie wynika z długotrwałej obserwacji, ale jednak….

Obraz miał światową premierę na ubiegłorocznym Berlinale, zdobył po drodze nagrody i wyróżnienia w kraju i zagranicą. Czy słusznie – niech widz zdecyduje sam.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL