Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Film

Bogdan de Barbaro: Jak od walki przejść do dialogu

materiały prasowe
Profesor Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta opowiada o kondycji współczesnej polskiej rodziny i o tym, jak jej można pomóc w rozwiązywaniu trudnych sytuacji

Nowy film Pawła Łozińskiego przedstawia spotkania terapeutyczne 25-letniej córki i jej matki, które nie potrafią się porozumieć. Dlaczego?

Kiedy ludzie trafiają do terapeuty rodzinnego, niemal zawsze okazuje się, że owszem, chcą poprawić relacje, ale ich oczekiwanie brzmi: „Niech on, ona się zmieni. Ja – nie”. A to jest ślepa uliczka. Terapeuta nie jest od przekonywania, ani dawania dobrych rad, ma pomóc w przejściu od klimatu walki do klimatu dialogu. Często w relacjach z bliskimi stajemy przed dylematem: ile wolności – ile miłości. Tu nie da się łatwo wyznaczyć granic. Bywają subtelne, czasami są wyznaczane pozawerbalnie, innym razem – jakimś gestem, a jeszcze w innym przypadku są wywalczane poprzez kłótnie, tygodniowe milczenie albo poprzez wyjazd na drugi koniec świata. Ale nie wierzę w efektywność takich działań.

Matka z filmu odkrywa, że jeśli da córce więcej wolności, to wtedy jest szansa, że nie będzie ona uciekać. I że nie będzie błędnego koła, które można w skrócie nazwać: „uciekam, bo jestem goniona”…

Terapia rodzin narodziła się w późnych latach 40. ubiegłego wieku w USA, kiedy powstała książka „Pacjent ma rodzinę”. Potem przez wiele lat psychiatrzy mieli nadzieję, że przy pomocy terapii rodzin potrafią zwalczać schizofrenię, ale tak się nie stało. Natomiast przy okazji tych prób zaczęto interesować się rodziną. Okazało się, że we wszystkim – zarówno w konfliktach małżeńskich, trudnościach z nastolatkiem, jak i zaburzeniach jedzenia – ważną rolę odgrywa rodzina. W Polsce w 1990 roku odbył się międzynarodowy kongres terapii rodzin z udziałem wielu wybitnych terapeutów z Europy i Stanów Zjednoczonych.

Czy jakość naszych relacji pogarsza się?

Przybywa rodzin zgłaszających się po pomoc do terapeutów. Wraz ze zmianami obyczajowymi rodzina jest w trudniejszej sytuacji niż dawniej. Dawniej, „rodzina modernistyczna” żyła w jednoznacznym i stabilnym schemacie. W XXI wieku, w świecie ponowoczesnym, trudniej o tę stabilizację.

To gorzej dla rodziny?

Terapeuta nie wartościuje. Na pewno w jednych sprawach lepiej, a w innych gorzej. Lepiej, bo dzieci są bardziej szanowane, mniej bite. Kobiety są bardziej szanowane, mężczyźni zorientowali się, że patriarchat jest niesensownym przeżytkiem. Jest większe przyzwolenie na inność, chociaż nie brak też w naszym społeczeństwie „plemiennych odruchów”, czyli wrogości wobec Innego. Uogólniając: jest więcej wolności. Ale są i zmiany niepokojące, konsumpcjonizm i hedonizm zapraszają do takiej wersji życia, w której mamy mieć szybko spełnioną przyjemność. A jeśli nie mamy, to niech się świat zmieni, albo niech mnie fachowiec, albo pigułka zmieni. To może niepokoić tych, którzy cenią twórczy rozwój, podmiotowość jednostki i głębokie relacje.

Czy dla człowieka są w życiu istotniejsze więzi niż rodzinne?

Główna więź, to ta powstająca między bezradnym małym dzieckiem i rodzicami. Od tego, czy ta więź jest przesycona lękiem, czy daje poczucie bezpieczeństwa, w znacznym stopniu zależy nasze dalsze życie. Nasze dorosłe relacje będą zależeć od tego, na ile bezpieczne były nasze relacje w dzieciństwie.

Jaka jest dziś kondycja rodziny?

Zupełnie inna niż na przykład 30 lat temu. Główna różnica polega na tym, że dawniej człowiek był tym mądrzejszy i tym większym się cieszył autorytetem, im był starszy. Rodzic mógł mieć i władzę, i autorytet. Dzisiaj ta zależność nie jest taka oczywista. Na przykład ojciec nastolatka ma formalnie władzę, ale nie ma autorytetu, bo nie ma wiedzy z obszaru technologicznej rewolucji. Rewolucja obyczajowa i technologiczna sprawia, że to, co się dzieje z 17-letnim dzieckiem, słabo mogą rozumieć osoby o pokolenie starsi. A kiedy rodzic staje się bezradny, może chcieć nadużywać władzy. Pytanie o władzę jest jednym z kluczowych w rodzinie. Sytuację w rodzinie można też traktować jako metaforę sytuacji społecznej.

Czy rodzina patchworkowa jest dla człowieka dobrem, czy złem koniecznym?

Ci, którzy żyją w takiej rodzinie, muszą sobie radzić z nowymi problemami. Takich rodzin jest coraz więcej. W Polsce 30 procent małżeństw się rozwodzi, na Zachodzie jeszcze więcej. To tworzy nowe pytania: jak w rodzinie patchworkowej zadbać o każdego? Jak być lojalnym wobec nowej rodziny, a zarazem wobec dzieci z poprzedniego związku? Jakie powinny być relacje między dziećmi różnych rodziców? Trudno tu o rozstrzygnięcia dobre dla wszystkich. Nie wystarczą proste reguły dobrze porządkujące rodzinę modernistyczną: trzy pokolenia pod jednym dachem — doświadczony dziadek poucza kochającego i kochanego wnuka, a między nimi są jeszcze rodzice organizujący dom i życie. Nie wydaje się, żeby miały wrócić te czasy. Pamiętajmy też, że mówimy o rodzinie europejskiej czy amerykańskiej, a nie na przykład o syryjskiej czy gruzińskiej, gdzie obowiązują inne kody kulturowe. Na przykład dotyczące poziomu autorytaryzmu mężczyzny czyli siły patriarchatu, albo znaczenia wartości indywidualności versus zespołowości.

Czy polska rodzina jest szczególna?

Myślę, że jest w szczególnie ciekawej sytuacji. W polskiej rodzinie mamy mieszaninę rozmaitych trendów i wartości. Silne są i wartości liberalne, i tradycyjne, a to często tworzy napięcia. W wielu rodzin istnieją silne podziały polityczne, wtórne do osobowości czy emocjonalności członków. Można też na rodzinę polską popatrzeć jak na lustro odzwierciedlające procesy społeczne. Są więc takie rodziny, w których dominuje kultura dumy, i takie, w których dominuje kultura wstydu. Zaś rodzina dojrzała, to w moim przekonaniu taka, w której jest miejsce i na dumę z osiągnięć, i na wstyd za czyny haniebne. A w naszym dyskursie społeczno-politycznym jest ciągła konfrontacja jednego pierwiastka z drugim. Myślę też, że w rodzinie polskiej – gdyby ją porównać z amerykańską, a miałem niegdyś okazję być terapeutą w Stanach Zjednoczonych – jest bardzo silny motyw krzywdy. Klimat opresji fatalnie wpływa na kondycję rodziny. Można to nazwać negatywnym stylem myślenia. Dochodzi do tego jeszcze obecny społeczny klimat narastającej wrogości, agresji. To wszystko przecieka do rodziny. Nie trudno tu o metaforę: to, co dzieje się w grupie sześciu osób odzwierciedla to, co się dzieje w 36-milionowej społeczności…

Co z tym można zrobić?

Chciałbym, żeby Polakom przybywało poczucia dobrej sprawczości. Sytuacja, w której połowa ludzi uprawnionych do głosowania nie idzie do urn wyborczych, może być powodem do głębokiego zmartwienia, bo oznacza brak poczucia sprawczości. A właśnie poczucie wpływu na to co się dzieje, jest jednym z głównych warunków zdrowia: fizycznego, psychicznego, społecznego. Marzy mi się świat, w którym media i politycy nie będą się zajmować wskazywaniem wrogów, lecz będą współpracować na rzecz dobra wspólnego.

—rozmawiała Małgorzata Piwowar

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL