Nasze dochody zależą od stanu gospodarki

aktualizacja: 03.04.2017, 21:22
Foto: Bloomberg

Zamożność polskich rodzin na poziomie średnim dla Unii Europejskiej? To kusząca perspektywa. Ale żeby przedsiębiorstwa chciały więcej płacić pracownikom, musi się zwiększyć wydajność pracy.

REDAKCJA POLECA

Poziom dochodów gospodarstw domowych wynosi obecnie ok. 68,8 proc. unijnej średniej. W porównaniu z 2004 r., gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, widać dużą poprawę, bo wówczas zaczynaliśmy z poziomem 50 proc. Pod względem zamożności nadganiamy więc dystans do krajów bardziej rozwiniętych, ale różnice wciąż są duże.

Zmniejszanie tego dystansu należy do najważniejszych celów polityki rozwojowej, zapisanych w strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Zakłada się, że dochody gospodarstw domowych (a dokładniej – dochód rozporządzalny brutto gospodarstw domowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca według parytetu siły nabywczej) w 2020 r. sięgną 80 proc., a w 2030 r. – ok. 100 proc. średniej unijnej. Wyznaczenie takiego celu oznacza, że lukę dochodową w stosunku do Unii Europejskiej powinniśmy co roku zmniejszać o ok. 2 pkt proc.

Najważniejsze dochody z pracy

Jak można osiągnąć ten cel? Zanim padnie odpowiedzieć, warto przypomnieć, że ok. 70 proc. dochodów polskich rodzin stanowią dochody z pracy (przy czym 40 proc. to dochody z pracy najemnej, a 30 proc. – z działalności gospodarczej osób fizycznych). Dochody ze świadczeń społecznych (zarówno z pomocy społecznej, jak i z ubezpieczeń społecznych) stanowią ok. 20 proc., a dochody z własności – ok. 5 proc. – tak wynika z cyklicznych badań „Sytuacja finansowa gospodarstw domowych" prowadzonych przez NBP.

– Taka struktura dochodów nie pozostawia złudzeń: jeśli chcemy je zwiększać, należy przede wszystkim zadbać, by w Polsce było więcej pracy i aby była on lepiej opłacana – podkreśla Piotr Lewandowski, prezes Instytutu Badań Strukturalnych. – A kluczem do wzrostu wynagrodzeń jest wzrost wydajności pracy.

Jest poprawa, ale niewystarczająca

Wydajność pracy jest pojęciem makroekonomicznym. Mówiąc w uproszczeniu, zależy od tego, jaka wartość dodana wytwarzana jest w gospodarce w przeliczeniu na jednego zatrudnionego czy na jedną przepracowaną godzinę.

Na razie w Polsce nie jest pod tym względem najlepiej. Co prawda godzinowa wydajność pracy w ostatnich latach rosła znacznie szybciej niż średnio w Unii Europejskiej (w Polsce w latach 2000–2014 zwiększyła się o 60 proc., a średnio w UE – o 18 proc.), ale i tak pozostaje blisko dwukrotnie niższa niż w większości krajów unijnych. W 2015 r. wynosiła tylko 59 proc. średniej dla całej Unii. Przy kontynuacji dotychczasowych trendów w 2030 r. powinna osiągnąć ok. 72–75 proc. średniej UE.

To dlatego, jak zauważają eksperci NBP, w Polsce dalszy wzrost wydajności pracy stwarza pole do stopniowego podwyższania realnego poziomu płac.

Branżowe różnice

Z badań NBP wynika, że w większości przedsiębiorstw rzeczywiście poziom wynagrodzeń rośnie wraz ze wzrostem przeciętnej wydajności pracy w tych podmiotach. Oczywiście sam poziom wydajności i płac jest różny w poszczególnych przedsiębiorstwach.

O wysokości przeciętnych wynagrodzeń decyduje np. struktura zatrudnienia (im firma zatrudnia więcej wysoko wykwalifikowanych pracowników, tym płace wyższe), wielkość przedsiębiorstwa i jego pozycja na rynku. Ogólnie rzecz biorąc, mikro- i małe firmy płacą mniej niż firmy średnie i duże, a pracownicy „małych graczy" na rynku krajowym mają mniejsze szanse na wyższe płace niż pracownicy podmiotów o ugruntowanej pozycji w kraju i za granicą.

Duże znaczenie ma także branża, a jakiej działa dany podmiot. Przykładowo, przeciętna wydajność pracy w produkcji wyrobów z metali jest ponad dwa razy niższa niż wydajność pracy w produkcji chemikaliów. W branży meblowej jest około trzy razy niższa niż w branży motoryzacyjnej.

– To, w jakim sektorze działa firma, ma kolosalne znacznie – dodaje Piotr Lewandowski. – W branży meblarskiej, choć jesteśmy potęgą w produkcji mebli na światową skalę i firmy starają się wprowadzać wiele nowych rozwiązań, płace są realnie niewiele wyższe niż 20 lat temu. Bo branża ta jest bardzo narażona na silną konkurencję. W handlu płace też są niskie, gdyż trudno zwiększać tu produktywność.

Wsparcie dla rozwoju

Ekonomiści podkreślają, że jeśli państwo chce wspierać wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw, to powinno się skupić na poprawie warunków prowadzenia działalności gospodarczej.

– Jeśli chcemy podnosić wydajność pracy, należy podejmować takie działania, które będą wspierać polskie przedsiębiorstwa w zwiększaniu ich konkurencyjności. Tak żeby miały lepszy dostęp do kapitału, mogły więcej inwestować, poprawiać poziom zaawansowania technologicznego i innowacyjności. Inaczej mówiąc, by mogły wytwarzać produkty i usługi o wyższej wartości – podkreśla profesor Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

– Powinniśmy dążyć do takiego modelu gospodarki. Firmy powinny w większym stopniu przenosić się z branż schyłkowych do branż nowoczesnych, by mogły zatrudniać więcej pracowników o wyższych kwalifikacjach – wtóruje Piotr Lewandowski.

– Mitem jest twierdzenie, że pracodawcy nie płacą więcej, bo nie chcą – podkreśla profesor Elżbieta Kryńska, kierownik Katedry Ekonomii Politycznej na Uniwersytecie Łódzkim. – Płacą tyle, ile mogą. A mogą tyle, na ile pozwalają im warunki rynkowe, na jakich toczy się zwykła rynkowa gra podaży i popytu producentów oraz konsumentów. Więc z jednej strony, jeśli chcemy zmniejszać dystans do płac w krajach wysokorozwiniętych, powinniśmy zadbać, aby nasze firmy były na podobnym etapie rozwoju. To podstawa ekonomii. Warto też się zastanowić nad kwestią zachowań konsumenckich. Im wyższe realne dochody konsumentów, tym większa skłonność do konsumpcji. Ważne jednak, by polscy konsumenci byli skłonni w większym stopniu kupować towary wytwarzane w kraju, a nie tańsze produkty na przykład z Dalekiego Wschodu.

Co mogą zrobić rządzący

Państwo ma pewien bezpośredni wpływ na wysokość wynagrodzeń. Po pierwsze, samo jest pracodawcą dla około 3 mln osób zatrudnionych w sferze budżetowej. Po drugie, prowadzi określoną politykę fiskalną czy politykę na rynku pracy.

– Poprzez system podatkowy czy wysokość wynagrodzenia minimalnego może nieco łagodzić nierówności w dochodach z pracy. Ale nie jest to dobry instrument podnoszenia płac – zastrzega Piotr Lewadowski.

Dobrze to widać na przykładzie płacy minimalnej. W Polsce ten mechanizm wpływa przede wszystkim na poziom wynagrodzeń w mikrofirmach i to w regionach mniej zamożnych (tam gdzie generalnie płace są niskie).

Jak analizuje NBP, szybki (szybszy niż płacy średniej) wzrost płacy minimalnej od 2007 r. jest jednym z czynników, które mogą odpowiadać za wyraźny wzrost płac najniżej wynagradzanych osób.

– Ale sektora przemysłowego płaca minimalna praktycznie nie dotyczy, bo tam ludzie i tak zarabiają więcej. Jednocześnie to poziom płac w przemyśle podaje się najczęściej jako przykład niskich zarobków w Polsce na tle krajów rozwiniętych – zauważa Piotr Lewandowski.

A co z polityką podatkową?

– Rząd może, w zależności od tego, co uznaje za bardziej sprawiedliwe, opodatkowywać wszystkie dochody z pracy w równy sposób. Państwo może również stosować system progresji podatkowej, w którym obciążenie niskich dochodów jest niższe, a wyższych – wyższe. W ten sposób może spowodować, że przeciętny Polak będzie zarabiał nieco więcej kosztem tego, że bogaci będą dostawać trochę mniej. Takie zmiany zmniejszyłyby dysproporcje między poziomem zarobków, ale nie zmniejszyłyby w sposób trwały różnicy między nami a Europą Zachodnią. A taki przecież stawiamy sobie cel – podkreśla Witold Orłowski.

PKB to nie fetysz

Dominującą rolę państwo odgrywa w zakresie tzw. dochodów z transferów społecznych. Trzeba jednak pamiętać, że wysokość tych transferów jest pochodną wcześniej zapłaconych podatków i składek od dochodów z pracy.

– Ostatnio w tej kwestii wiele się zmieniło. W efekcie wprowadzenia programu Rodzina 500+ sytuacja finansowa rodzin z dziećmi znacząco się poprawiła – zauważa profesor Kryńska.

Jak wyliczył NBP, w trzecim kwartale 2016 r. dochody ze świadczeń społecznych były realnie o 12,4 proc. wyższe niż rok wcześniej, a za tak wysoką dynamikę odpowiadają właśnie wypłaty z programu Rodzina 500+.

– Polityka transferów jest ważnym mechanizmem zapewnienia pewnej sprawiedliwości społecznej. Ale wartość transferów jest wprost uzależniona od stanu finansów publicznych, które z kolei są uzależnione od wartości gospodarki – przypomina profesor Kryńska.

– W ten sposób dochodzimy do punktu wyjścia. Kwestii zamożności Polaków pod względem wysokości wynagrodzeń czy transferów społecznych po prostu nie da się oderwać od poziomu rozwoju gospodarczego – podsumowuje profesor Witold Orłowski. – Trwały i znaczący wzrost dochodów Polaków można uzyskać tylko wówczas, gdy rośnie wydajność pracy i PKB na jednego mieszkańca. PKB to nie żaden fetysz, tylko wartość produkcji wytwarzanej w kraju. Jeśli wartość ta nie będzie wyraźnie rosła, to nasze dochody nie będą mogły się znacząco zwiększać. Oczywiście państwo może prowadzić taką czy inną politykę podatkową czy społeczną, ale od samego mieszania herbata nie robi się słodsza.

POLECAMY

KOMENTARZE