Felietony

Witold M. Orłowski: Zapomniane biliony

Fotorzepa, Robert Gardziński
Co nas najbardziej niepokoiło w ciągu ostatnich miesięcy? Na świecie: tweety Donalda Trumpa i rakiety Kim Dzong Una. W Europie: notowania Marianne Le Pen i spekulacje o możliwości wpływu Rosji na wyniki wyborów w najważniejszych krajach kontynentu. W Polsce: podchody pod Sąd Najwyższy, zmiany w edukacji, kornik drukarz.

O gospodarce jakbyśmy zapomnieli – w końcu rozwija się ona ostatnio całkiem dobrze i w skali świata, i Europy, i Polski.

Wiadomość, że dług publiczny USA przekroczył 20 bilionów dolarów, przypomina jednak o nieco zapomnianym problemie. O gigantycznym globalnym zadłużeniu, które doprowadziło do wybuchu wielkiego kryzysu finansowego. A następnie, przez dekadę, trzymało światową gospodarkę w żelaznym uścisku, nie pozwalając jej się rozpędzić i wywołując kolejne fale paniki na rynkach finansowych. I które nadal nie spadło, grożąc kolejnymi eksplozjami w różnych miejscach świata.

Optymista powie, że nie ma się czym martwić. Dług w bilionach wygląda dość przerażająco, ale w relacji do amerykańskiego PKB wynosi tylko 105 proc., a odsetki, które trzeba od niego płacić, są śmiesznie niskie. Ekonomiści straszą tym zadłużeniem od lat, straszą, a tymczasem żadnych złych efektów nie widać – ani nie wzrasta inflacja, ani gospodarka nie wpada w kolejną recesję. No i w końcu najważniejsze – nie po raz pierwszy rząd USA musi zmierzyć się z wysokim zadłużeniem. Do tej pory zawsze udawało się problem rozwiązać.

Wszystko to prawda, odpowie pesymista, ale tylko częściowa. Dług przekraczający poziom amerykańskiego PKB to wystarczająco zła nowina, zwłaszcza że w XXI wieku relacja ta uległa podwojeniu i nadal wzrasta.

Poza tym dług nie stanowi specjalnego ciężaru dziś, kiedy stopy procentowe są bardzo niskie. Ale może stać się kamieniem u szyi w momencie, gdy znacząco wzrosną (a kiedyś to nastąpi – może już wkrótce).

Rzeczywiście, potwierdzi pesymista, na razie inflacji nie widać. Ale nie widać właśnie dlatego, że na rynku panuje chroniczna niepewność i wydrukowane biliony dolarów, euro i jenów tkwią spokojnie w bankach. Ale kiedyś może przyjść moment, że wypłyną szeroką strugą na rynek i obudzą drzemiącego od lat inflacyjnego potwora.

No i prawdą jest, że dług publiczny Stanów Zjednoczonych bywał wysoki i w przeszłości – po II wojnie światowej przekraczał nawet 120 proc. PKB. Relacje tę udało się w ciągu kolejnych 30 lat silnie ograniczyć, ale działo się to w warunkach stabilnego, szybkiego wzrostu gospodarczego, na który dziś raczej trudno liczyć.

Inną metodą pozbycia się długów jest bankructwo, ale lepiej go unikać, bo oznaczałoby to gigantyczny kryzys światowej gospodarki. No i pozostaje trzecie skuteczne narzędzie – wybuch wysokiej inflacji, która pożera realną wartość długu. Ale, jak powiedzą niektórzy, to przecież nic innego jak leczenie dżumy cholerą.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL