Felietony

Michał Szułdrzyński: Codzienna mowa nienawiści w restauracjach Warszawy

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Nareszcie zrobiło się ciepło. Nie tylko przyroda budzi się powoli do życia. Podobne zjawisko dotyczy też ludzi.

W tak słoneczne dni, w porze lunchu – jeśli mam na to wolne 20 min – ruszam z biura na poszukiwanie nowych smaków. I tak jak tysiące pracowników nowoczesnych biurowców na warszawskiej Woli mam wielki wybór. A to restauracyjka hiszpańska serwująca dania z Wysp Kanaryjskich, dwie knajpki hinduskie, do tego ukraińska, grecka i sporo nowych w typie amerykańskim. Z biur wylewają się więc finansiści (jest w okolicy sporo siedzib instytucji finansowych), informatycy, ludzie różnych narodowości i kolorów skóry. Obsługa w barach i restauracjach jest równie międzynarodowa. Tak właśnie wygląda jedna z najbardziej chyba kosmopolitycznych enklaw w stolicy.

Chcąc nie chcąc, trudno w małych knajpkach nie słyszeć rozmów prowadzonych przez pracowników okolicznych biurowców. Tym bardziej że nasi rodacy lubią głośno rozmawiać, za nic mając sobie najczęściej pozostałych gości. Jeśli ktoś chce usłyszeć, co naprawdę myślą o świecie pracujące w wielkich firmach białe kołnierzyki, niech posłucha, o czym mówią, a właściwie krzyczą, w knajpce.

Pierwsza konstatacja jest taka, że wszystko widzimy jak w krzywym zwierciadle. Mylą się fakty, dane, nazwiska i opinie. Zlepek przeczytanych na portalach nagłówków, pasków telewizyjnych, tytułów wpisów na Facebooku, wszystko to przetrawione w spójną ideologiczną papkę pasującą do poglądów klasy średniej europejskiej metropolii. Widać, jak informacje płynące dalej są zupełnie zniekształcane. Wszystko podlane jadem niechęci czy nienawiści.

Tak więc można usłyszeć o tym, że afera reprywatyzacyjna została spreparowana przez rzekomo wyjaśniających ją Zbigniewa Ziobrę i Patryka Jakiego, którzy zamknęli w więzieniu swojego kumpla ze studiów (w rzeczywistości chodzi o to, że „Gazeta Wyborcza" opublikowała cykl tekstów pokazujący, że to wiceszef służb Maciej Wąsik znał się dobrze z aresztowanym w sprawie reprywatyzacji długoletnim urzędnikiem warszawskiego ratusza Jakubem R.). Że sondaże pokazują, że Donald Tusk wygra z Andrzejem Dudą (w rzeczywistości z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej" wynika, że gdyby pierwsza tura odbyła się dziś, doszłoby do remisu). Stałym wątkiem jest oczywiście to, że do katastrofy smoleńskiej doszło dlatego, że Jarosław Kaczyński kazał swojemu bratu przez telefon satelitarny lądować mimo złej pogody na lotnisku (w rzeczywistości, jak tłumaczył ostatnio szef komisji powołanej za czasów PO Maciej Lasek, obaj politycy telefonowali do siebie, zanim prezydenta poinformowano o tym, że warunki wykluczają lądowanie).

Kilka lat temu modne było słowo „lemingi" na określenie bezrefleksyjnie powtarzającą antyprawicowe frazesy część klasy średniej. Przekonanie, że zaliczają się do niej ludzie dobrze wykształceni i dobrze zarabiający, jest jednak równie fałszywe jak prawicowa wizja świata odwołująca się do klas niższych. Z kolei ostatnio o. Maciej Zięba pisał w „Plusie Minusie" o pogardzie kawiorowej, czyli silnej niechęci żywionej przez liberalne wielkomiejskie elity do osób o poglądach bardziej prawicowych czy tradycjonalnych. Ale największym problemem jest nie tylko pogarda, nie tylko postawa lemingów. Problemem jest wielki ładunek niechęci i nienawiści, który przy okazji można zauważyć. Choć to znów prawą stronę oskarża się o „sianie nienawiści", tym bardziej warto czasem zwracać uwagę na to, z jaką obsesyjną nienawiścią druga strona podchodzi do swych politycznych przeciwników. Nienawiść zaś nigdy nie jest dobra, bo zło nie może być drogą do jakiegokolwiek dobra.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL