Felietony

Kto by nie chciał zjeść ciastka i dalej je mieć?

Piotr Mazurkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek
W technologiach dawno nie wydarzyło się zjawisko równie spektakularne, jak ekonomia współdzielenia czy też – jak wolą niektórzy – współpracy. Aż dziwne, że nikt wcześniej na to nie wpadł, ponieważ model był niesłychanie prosty. Osoby prywatne użyczały swoich aut czy nieruchomości w zamian za opłatę. Oczywiście nie bezpośrednio, ponieważ kojarzyła ich firm za pośrednictwem internetowej aplikacji, pobierając za to sporą prowizję.

Popularność ofert Ubera, AirBnB czy BlaBla Car eksplodowała, zaczęły się pojawiać ich mniej czy bardziej udane klony. Okazało się, że za przejazd po mieście można zapłacić nawet o kilkadziesiąt procent mniej niż za taksówkę. Jeszcze większe różnice widać w kosztach noclegów, zwłaszcza w takich miastach, jak Paryż, Rzym, Londyn czy Nowy Jork. Prywatne mieszkania są nieporównywalnie tańsze od hoteli, które nawet przy niskim standardzie kosztują fortunę.

Nic, tylko podróżować, skoro ceny spadły tak znacząco. Jednak atmosfera dość szybko się popsuła, ponieważ o ile taki model biznesowy jest bardzo korzystny dla konsumentów, to dla gospodarki niekoniecznie. Najgłośniej protestowali taksówkarze i hotelarze, ale kwestią czasu są kolejne problemy. Ekonomia współdzielenia zatacza coraz szersze kręgi, ponieważ to odpowiedź na konsumenta nowej generacji.

Coraz więcej osób nie chce posiadać na własność nie tylko auta czy mieszkania, ale również szeregu produktów, wydawałoby się powszechnego użytku. Po co płacić za kosiarkę do trawy, skoro potrzebna jest raz na jakiś czas? Lista towarów, ale i usług, które mogą być współużytkowane tylko sporadycznie, systematycznie się wydłuża. Po co płacić za szkołę językową, skoro można bez problemu prowadzić konwersacje przez Skype'a, i to jeszcze można dobrać sobie akcent.

Jednak co zrobić w sytuacji, gdy podczas przejazdu współużytkowanym autem dochodzi do wypadku? Firmy pośredniczące w transakcji zazwyczaj umywają ręce, ponieważ one jedynie łączą ze sobą dwie strony transakcji, a co będzie później, to już nie ich sprawa. Dlatego nie interesuje ich, jeśli po fakcie okazuje się, że kierowca nie miał ubezpieczenia, a do tego jeszcze był w przeszłości skazywany za różne przestępstwa.

Zaczęły pojawiać się kolejne wątpliwości – co z płaceniem podatków od takich przychodów, likwidowanymi miejscami pracy, mniejszymi przychodami władz lokalnych. Coraz to nowe miasta zaczęły walkę z wydawałoby się tak atrakcyjną nowinką.

Czy można powstrzymać lawinę? Skoro ludzie zorientowali się, jak może być to korzystne, nie będzie łatwo ich zniechęcić. Co ich obchodzi, że ktoś traci. Ważny jest zysk tu i teraz.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL