Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Felietony

Cichocki: Strachy na Lachy

Spotkanie wiernych sojuszników. Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki w Budapeszcie
AFP
Przez ostatnie dwa lata po prawej stronie polskiej polityki wobec Unii Europejskiej ukształtowała się nowa doktryna. Nazywa się ona „Strachy na Lachy".

Nie wiem, czy pod tš nazwš przejdzie do ksišżek o historii polskiej polityki zagranicznej, niemniej doœć trafnie charakteryzuje ona to nowe podejœcie do UE i Brukseli. Działania podejmowane przez Komisję to więc tylko takie brukselskie pohukiwanie na Polskę, strachy na Lachy. Nie należy się nimi wcale przejmować, skoro na końcu i tak ewentualne sankcje wobec nas powstrzyma Viktor Orbán.

W takim rozumowaniu jest na pewno dużo optymizmu i œwieżo zdobytej przez prawicę pewnoœci siebie. Często żywi się ona przekonaniem, że tak naprawdę Komisja jest słabš instytucjš, składa się wyłšcznie z ludzi bezrozumnych, zaœ Unia jest właœciwie na skraju politycznego bankructwa i szybciej się rozpadnie, niż zdšży nałożyć na nas jakiekolwiek sankcje. Na marginesie ciekawe jest, że z kolei postrzeganie przez polskš prawicę Wschodu, szczególnie Rosji, jest całkowitš odwrotnoœciš lekceważšcego stosunku do „rozpadajšcej się Unii".

Wiele w tej nowej doktrynie jest optymizmu, ale czy jest skuteczna? I ile jest w niej zdrowego rozsšdku? Rozsšdek, nie mówišc już o wiedzy, być może mógłby przestrzec nas, by nie brać za rzeczywistoœć własnych pobożnych życzeń czy nawet najlepiej uzasadnionych uprzedzeń. Wiemy już, że uruchomienia artykułu 7 wobec Polski mogliœmy sensownie uniknšć. Skoro jednak prawdopodobnie za sprawš głosowania w Radzie dojdzie do otwartego konfliktu Polski z innymi państwami, de facto naszymi partnerami, dobrze byłoby przynajmniej odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej. Głosowanie przeciwko Polsce będzie dla wszystkich psychologicznš katastrofš o daleko idšcych politycznych konsekwencjach. Czy na pewno potwierdzi naszš pozycję lidera w regionie? Jakš jeszcze innš politycznš cenę przyniesie? Samochód przed zderzeniem wyglšda zupełnie inaczej niż po nim. Być może więc sami przyczyniliœmy się do powstania sytuacji, która dla wszystkich będzie miała poważne skutki. Obyœmy przynajmniej potrafili odebrać tę lekcję realizmu.

Autor jest profesorem Collegium Civitas

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL