Reklama

Paweł Kowal: Dwóch Donaldów i żadnej Unii

Małgorzacie Tusk miał wystarczyć jeden ważny Donald na świecie.
Paweł Kowal: Dwóch Donaldów i żadnej Unii

Foto: Fotorzepa, Darek Golik

Jest dwóch i obaj piszą. Jeden pisze po nocy dekret, podpisuje przy kamerach, a jego decyzję o zamknięciu Ameryki dla imigrantów popiera prawie połowa obywateli USA. Drugi pisze list, w którym apeluje o stonowanie emocji itp. Więcej nie może – tym się różni Donald od Donalda, czym Unia od Stanów.

Różnica w możliwościach obu panów była ostatnio wyjątkowo wyraźna. Jeśli streścić list Donalda Tuska do przywódców państw UE, brzmi on mniej więcej tak: „Niedługo Unii może już nie być". Różne rzeczy można powiedzieć o szefie Rady Europejskiej, ale nie to, że jest panikarzem. Jest też wyjątkowo dobrze poinformowany o sprawach Unii.

Na Unii nie zależy dziś żadnemu z globalnych graczy, Rosja i Chiny najchętniej potraktowałyby ją jako bombonierkę z fikuśnymi belgijskimi czekoladkami, z których można sobie wybrać do współpracy lub schrupania co bardziej apetyczne sztuki. Prezydent USA spodziewa się „nowych Brexitów" i gra na odtworzenie bloku państw anglosaskich, co osłabi Unię i kontynentalną Europę. Wystarczy, że afera Fillongate we Francji zmieni trajektorię polityki nad Sekwaną, a Marine Le Pen spełni marzenie polityczne swego rodu. Pożegnania Francji z Unią nie będzie, bo będzie to koniec Unii i historię integracji w Europie jeszcze raz zaczniemy pisać od nowa.

Przyznanie się do słabości to jeden z pierwszych kroków przy wychodzeniu z uzależnień, pytanie, czy tak samo to działa w stosunkach międzynarodowych. Szczególnie że głośne nazwanie rzeczywistości przyspiesza procesy. Od kiedy list Tuska przywódcy państw znaleźli w swoich skrzynkach e-mailowych, a komentatorzy na poczytnych portalach, zaczął się w poszczególnych stolicach czas rozmyślania nie o reformie Unii, lecz o wariantach B.

Wobec tego procesu Bruksela będzie bezradna. Może się zdarzyć i tak, że proces rozmontowywania Unii przyspieszy. Rosja zapewne odświeży propozycje dla sprzyjających sobie państw w Europie Środkowej, na Bałkanach i na Zachodzie. Turcja zajmie się odbudową strefy wpływów na Południu. Na euro-Titanicu zaś do ostatniej chwili dodawać będą ognia „przyspieszacze integracji". Chodzi o tych, którzy używali w ostatnich dekadach Unii do realizacji swoich ideologicznych wizji często kompletnie wbrew odczuciom opinii publicznej wielu krajów. Będą żądać zakazu choinki w imię laickości nawet wtedy, gdy unijna łajba będzie tonąć.

Reklama
Reklama

W tym sensie były premier Tusk i obecna szefowa rządu w Polsce mają ten sam problem. Elity, na które wciąż narzeka premier Szydło, nie pozwolą też Tuskowi zrobić nic, by Unię faktycznie ratować.

analizy
Michał Kolanko: Czy istnieje PiS poza Jarosławem Kaczyńskim?
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Opinie polityczno - społeczne
Rusłan Szoszyn: Od potęgi wywiadu do tuby propagandy? Putin zmienił SWR w narzędzie dezinformacji
felietony
Jan Zielonka: Sprawczość za wszelką cenę
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Przeklęty los centrysty
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama