Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Edukacja i wychowanie

Wraca egzamin na studia

ROL
Uczelnie będą mogły wprowadzić dodatkowe sito przy rekrutacji poza wynikami matury.

Podstawą przyjęć na studia ma być egzamin maturalny, ale uczelnia będzie mogła zarządzić egzamin wstępny. Jego wynik mógłby dawać nawet połowę punktów w postępowaniu rekrutacyjnym. Takie zmiany przewiduje projekt ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, prezentowany we wtorek w Krakowie przez wicepremiera Jarosława Gowina. To niejedyne zmiany dla studentów. Minister będzie mógł też karać finansowo uczelnie, które łamią ich prawa.

– Na wszystkich najlepszych uczelniach na świecie obowiązują różnego rodzaju egzaminy. Chcemy dać możliwość weryfikacji wiedzy oraz umiejętności, które są potrzebne na konkretnym kierunku. Matura ze względu na swój uniwersalny charakter nie daje pełnych możliwości w tym zakresie. Zaznaczam, że jest to tylko możliwość – mówi Piotr Müller, dyrektor biura ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Uczelnia będzie mogła więc nadal bazować wyłącznie na wynikach matur.

Teraz może przeprowadzać taki egzamin tylko wyjątkowo – np. na kierunki artystyczne czy AWF, z wiedzy, ktora nie jest sprawdzana na maturze.

Studenci nie mają jednak nic przeciwko dodatkowej selekcji. – Na niektórych kierunkach taki egzamin może sprzyjać jakości kształcenia – ocenia Tomasz Tokarski, przewodniczy Parlamentu Studentów RP.

Pojawiają się jednak wątpliwości. – Studenci, mając do wyboru dwie dobre uczelnie z tym samym kierunkiem, wybiorą tę, na której nie ma dodatkowego egzaminu – uważa prof. Piotr Stec ze stowarzyszenia Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej.

Marek Rocki, rektor SGH uważa, że to dobry pomysł.

— W SGH egzaminy wstępny będzie od przyszłego roku z przedsiębiorczość, przedmiotu który jest w liceum, ale nie ma go na maturze. W ten sposób sprawdzany przygotowanie do studiów ekonomicznych – mówi Marek Rocki.

Według studentów najważniejsze zmiany dotyczą jednak opłat za studia. Już przy rekrutacji uczelnia będzie musiała podać pełen ich katalog i wysokość. – Student będzie musiał znać wszystkie koszty związane ze studiami jeszcze przed ich rozpoczęciem – podkreśla Tomasz Tokarski.

Nie będzie już też umów studentów z uczelnią. – Teraz to właśnie w nich określa się opłaty. Tyle że zdarza się, iż są one aneksowane, więc nie chronią – dodaje Tomasz Tokarski.

Za zmianę opłat uczelnia może słono zapłacić. Minister będzie mógł nałożyć karę nawet w wysokości 50 tys. zł. Z kolei 5 tys. zł kary zapłaci uczelnia, która nie wyda w terminie dyplomu ukończenia studiów.

Ważne zmiany dotyczą też zakończenia studiów, ale tylko tych I stopnia. Nie będzie obowiązku pisania pracy dyplomowej. Warunki przystąpienia do egzaminu określi program studiów.

– Chcemy, aby to uczelnia zdecydowała, co jest lepszym sposobem zakończenia studiów I stopnia. W praktyce na wielu kierunkach praca dyplomowa zapewne pozostanie, w szczególności na humanistycznych – mówi Müller.

Ekspertom pomysł się podoba. – Odpowiada standardom światowym – zauważa prof. Stec.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL