Donald Trump z wizytą we Francji: Emmanuel Macron przyjmuje go po cesarsku

aktualizacja: 14.07.2017, 07:09
Emmanuel Macron przyjął Donalda Trumpa z pełnym ceremoniałem. Obaj pre...
Emmanuel Macron przyjął Donalda Trumpa z pełnym ceremoniałem. Obaj prezydenci potrzebują wizerunkowego sukcesu.
Foto: AFP

Emmanuel Macron przyjmuje po cesarsku prezydenta USA, bo chce być głównym partnerem Ameryki w Europie.

REDAKCJA POLECA

W czwartek po południu Emmanuel Macron pojechał na oficjalne powitanie amerykańskiego przywódcy prosto ze spotkania w Pałacu Elizejskim z Angelą Merkel. To miał być sygnał, że stoi za nim potencjał nie tylko Francji, ale także Niemiec i w ogóle całej zjednoczonej Europy. Swoisty powrót do czasów największej świetności Francji. Tym bardziej że pierwsze spotkanie obu przywódców zaaranżowano w pałacu Inwalidów przed grobem Napoleona i marszałka Ferdinanda Focha, wielkiego pogromcy Niemiec w pierwszej wojnie światowej.

– Nigdy nie możemy zapomnieć, że kontekst historyczny dalece wykracza poza nasze życie – mówił jeszcze u boku Merkel Macron.

W piątek Trump będzie przyglądał się defiladzie na Polach Elizejskich z okazji rocznicy zdobycia Bastylii. Po raz pierwszy od ćwierć wieku wezmą w niej udział amerykańscy żołnierze: to ma być hołd dla USA, które 100 lat temu przystąpiły u boku Francuzów i Brytyjczyków do Wielkiej Wojny.

Zmiana ról

– Macron chce być pośrednikiem między Ameryką i Europę, bo nikt inny nie może przejąć tej prestiżowej roli. Z powodu Brexitu brytyjski rząd jest bardzo słaby, jego wpływ na Europę niewielki. Trump z kolei ostro zaatakował Niemcy z powodu nadwyżki handlowej, a Merkel odpowiedziała na szczycie G20 atakiem na amerykański protekcjonizm i torpedowanie walki z ociepleniem klimatu – mówi „Rzeczpospolitej" Sophia Besch, ekspertka Centre for European Reform w Londynie.

I rzeczywiście na konferencji z Macronem Merkel nie nazwała już USA „przyjacielem", a jedynie „partnerem". Podkreśliła też, że „nie można wiecznie liczyć na innych, trzeba wziąć swój los we własne ręce".

W trakcie wizyty Trumpa w Paryżu role zostały rozpisane w taki sposób, że przez chwilę można było odnieść wrażenie, iż to Francja, choć ma siedmiokrotnie mniejszą gospodarkę od amerykańskiej, jest w tym tandemie potęgą rozgrywającą. Ale prezydent USA zgodził się na taki układ i zaledwie trzy dni po powrocie z Europy znów poleciał przez Atlantyk Air Force One, bo i jemu ceremonie nad Sekwaną są na rękę.

– Przyjęcie w Mieście Świateł przez Macronów to zdaniem prezydenta coś cudownego – powiedział przed odlotem dziennikowi „Le Figaro" bliski współpracownik Trumpa.

Bo też amerykański przywódca ucieka z Waszyngtonu przed burzą polityczną spowodowaną coraz jaśniejszymi dowodami, że jego sztab wyborczy w zeszłorocznej kampanii współpracował z Kremlem, aby skompromitować Hillary Clinton. Miliarder może się więc przez chwilę ogrzać w blasku popularnego, młodego francuskiego przywódcy, pokazać Amerykanom, że nie jest jednak pariasem na świecie.

Podobnemu celowi służyła z jego punktu widzenia wizyta w Warszawie. Tyle że Macron przygotował się do niej inaczej niż Andrzej Duda. 25 maja w Brukseli silnym uściskiem dłoni pokazał, że jest równym partnerem dla Trumpa, później zaś hasłem „make our planet great again" stanął na czele krucjaty przeciw szkodliwej dla klimatu polityce Waszyngtonu. Teraz jednak Paryż przeszedł do następnego etapu: próby podjęcia partnerskiej współpracy z Ameryką, nie tylko w sprawie klimatu, ale także walki z terroryzmem, pomocy dla krajów Sahelu, utrzymania wolnego handlu.

Czy Macron rzeczywiście zdoła wpłynąć na politykę USA?

– Nie wierzę w to. Każda wizyta zagraniczna Trumpa przebiegała znakomicie, po czym amerykański prezydent wszystko odwracał. Tak było z Putinem w sprawie zabezpieczenia cyberprzestrzeni, tak było z prezydentem Korei Południowej w sprawie wymiany handlowej. Trump nie zmienił zdania tylko po wizycie w Polsce, której rząd najwyraźniej podziela wartości obecnej amerykańskiej administracji – mówi „Rzeczpospolitej" Guy Sorman, znany francuski intelektualista.

Wspólny myśliwiec

Nic bardziej nie uosabia różnicy stylu i wartości obu przywódców niż ich małżonki – Melania, była modelka, o ćwierć wieku młodsza od Trumpa, i Brigitte, dawna nauczycielka Macrona, o ćwierć wieku od niego starsza. Ale i w tym przypadku to strona francuska w znacznym stopniu narzuciła program wizyty: obie panie odwiedziły szpital Necker specjalizujący się w pomocy ciężko chorym dzieciom, po czym obejrzały katedrę Notre Dame i wyruszyły na przejażdżkę po Sekwanie, aby na koniec zjeść z mężami kolację w restauracji Jules Verne na wieży Eiffla.

Macron potrzebuje dyplomatycznego sukcesu w relacjach z Amerykanami, bo na razie na polu europejskim wiele nie osiągnął. W czwartek w trakcie konsultacji międzyrządowych z Niemcami nie było postępu w kluczowej dla francuskiego prezydenta reformie strefy euro. Kanclerz co prawda nie wykluczyła możliwości powołania budżetu dla unii walutowej oraz ministra finansów, ale plany w tej sprawie przedstawiła bardzo mgliście. Mówiono więc o sprawach mniej ważnych: budowie w dalekiej przyszłości wspólnego francusko-niemieckiego myśliwca, intensyfikacji nauki niemieckiego we francuskich szkoła, pomocy Niemiec dla krajów Sahelu.

Zaś na konferencji prasowej Macron w pierwszej kolejności wymienił współpracę w walce z dumpingiem socjalnym i zmianę unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych, wskazując, że kompromis omawiany teraz w Brukseli „nie idzie wystarczająco daleko w zapewnieniu, że za tę samą pracę wszyscy otrzymują tę samą płacę".

– Przed wyborami do Bundestagu Merkel nie chce podejmować żadnych zobowiązań, bo nawet jeśli jej zwycięstwo jest prawdopodobne, to wiele zależy od tego, kto będzie jej partnerem koalicyjnym. Jeśli okaże się nim liberalna FDP, Berlina zachowa ortodoksyjne podejście do finansów i nie pójdzie na żadne ustępstwa wobec Macrona w sprawie strefy euro. Inaczej, jeśli to będzie koalicja z SPD – uważa Sophia Besch.

Zdaniem Guy Sormana Merkel jest bardzo zawiedziona pierwszymi tygodniami rządów francuskiego prezydenta: „Francja ma najbardziej rozbudowany sektor publiczny w krajach OECD, ale Macron nie zrobił nic, aby ograniczyć wydatki państwa, dług. Francja poza Hiszpanią pozostaje jedynym krajem Unii objętym procedurą nadmiernego deficytu. Nawet Grecji udało się z niej wyjść".

POLECAMY

KOMENTARZE