Google - precedensowy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie

aktualizacja: 05.04.2017, 07:39

Sąd nakazał Google’owi usunięcie z wyszukiwarki wyniku wyszukania, który narusza dobre imię i zapłacenie poszkodowanemu zadośćuczynienia.

REDAKCJA POLECA

W poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie rozstrzygnął sprawę wytoczoną największej światowej wyszukiwarce przez biznesmena z Olsztyna, który pragnie zachować anonimowość. Wyrok zobowiązuje firmę do usunięcia linku do treści dotyczących powoda.

– W ustnym uzasadnieniu sąd odwołał się do wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Google Spain, czego zupełnie nie rozumiem, gdyż tamta sprawa dotyczyła danych osobowych, a nasza – dóbr osobistych – mówi adwokat Piotr Wasilewski, pełnomocniki Google'a.

Wyrok ETS dotyczył usunięcia z wyszukiwarki danych obywatela Hiszpanii i statuował tzw. prawo do bycia zapomnianym. ETS stwierdził, że w podobnych sprawach sądy powinny ważyć prawo do prywatności powoda i prawo innych użytkowników do informacji. Radca prawny Konrad Łaski, pełnomocnik powoda, zwraca uwagę, że w tym wypadku nie chodziło o prawo do bycia zapomnianym. To oznacza żądanie usunięcia odnośników z wyników wyszukiwania za pomocą imienia i nazwiska – czy innych danych osobowych, które wskazują na strony zawierające „niepełne, nieistotne lub nieaktualne informacje o danej osobie".

– Tu mieliśmy do czynienia z procesem o naruszenie dóbr osobistych w wyniku prezentowania w wyszukiwarce, po wyszukiwaniu imieniem i nazwiskiem powoda, odnośnika o określonym tytule i opisie zawartości (tzw. snippet). Zestawiał on bowiem tytuł i treść artykułu, na który wskazywał, w taki sposób, że sprawiały wrażenie, że to mój klient jest gangsterem. Tymczasem to właśnie on doprowadził do rozbicia miejscowej mafii – tłumaczy Konrad Łaski.

Chodzi o tekst z „Polityki" pt. „Bardzo biedny gangster" dotyczący mafii wymuszającej haracze. Jeszcze przed wyrokiem w I instancji, na prośbę powoda (i zgodnie z sugestiami Google'a), administrator portalu „Polityka" usunął sporny snippet. Powód jednak dalej domagał się zadośćuczynienia za powstałą już krzywdę oraz niewyświetlania linku do artykułu po wpisaniu jego imienia i nazwiska (nie chodziło jednak o całkowite usunięcie linku).

Google zaś argumentował, że dostępna za darmo część artykułu (reszta jest płatna) pozwala zorientować się, że to nie powód jest gangsterem.

W październiku 2015 r. sąd okręgowy oddalił powództwo. Uznał, że Google Polska nie może odpowiadać za wyniki wyszukiwarki, gdyż nie sprawuje kontroli nad serwerami, które znajdują się w USA. Z kolei centrala firmy, czyli Google Inc., zdaniem sądu naruszyła dobra osobiste w sposób znikomy, a po usunięciu snippetu naruszenie ustało całkowicie.

Precedensowe w sprawie jest to, że polski sąd uznał, że amerykański gigant podlega jego jurysdykcji. Powód nie kwestionował braku czynnej legitymacji procesowej Google Polska, więc postępowanie w drugiej instancji toczyło się jedynie przeciw Google Inc. Tym razem sąd przyznał rację powodowi, nakazując usunięcie linku oraz zapłatę 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

– Początkowo żądaliśmy 300 tysięcy złotych, ale w apelacji ograniczyliśmy nasze roszczenie, ze względu na koszty sądowe oraz spodziewane miarkowanie kwoty przez sąd – stwierdza Konrad Łaski.

Wyrok jest prawomocny. Google może wnieść kasację do Sądu Najwyższego. Jak powiedział „Rzeczpospolitej" pełnomocnik Google'a, nie zapadła jeszcze decyzja w tej sprawie. ©

POLECAMY

KOMENTARZE