Dobra osobiste

Adwokat Dariusz Pluta o zaocznym wyroku ws. Jacek Piekara - Dorota Wellman

Dorota Wellman
Fotorzepa / Mateusz Dąbrowski
Lepiej nie mieć żadnego meldunku, niż mieć błędny - mówi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Dariusz Pluta, adwokat zajmujący się sprawami prasowymi i o ochronę dóbr osobistych.

Rz: W internecie głośno o wyroku zaocznym, mocą którego pisarz Jacek Piekara ma przeprosić Dorotę Wellman za grubiański wpis na jej temat w kontekście sporu o aborcję. Nieadekwatność zastosowanej procedury sądowej bije po oczach. Kto tu popełnia błąd?

Dariusz Pluta: Po pierwsze: czy w ogóle wskazano adres zamieszkania pozwanego i czy tam dokonywano doręczeń? Podstawowym wymogiem pozwu jest wskazanie w nim adresu zamieszkania pozwanego. Tylko wysyłanie korespondencji na ten adres może wywoływać skutki prawne. Nie zawsze adres zameldowania to adres zamieszkania.

Tak też twierdzi Piekara. Wiele osób mieszka w zupełnie innym miejscu (nawet w innym kraju), niż są zameldowane. Nie wiedzą o procesie, a wyrok zapada.

To, że w ewidencji pozostaje wpis o naszym zameldowaniu, choć tam nie mieszkamy, może powodować perturbacje. Pamiętajmy, że jeśli ktoś będzie urzędowo szukał informacji o naszym miejscu zamieszkania, w pierwszej kolejności otrzyma właśnie te dane i zapewne takiego adresu w pozwie użyje. Innego z reguły nie zna.

Czy jednak ustalenie miejsca zamieszkania pozwanego nie jest obowiązkiem powoda?

To nie takie proste. Jest w naszym interesie, by w tzw. obrocie prawnym nie występował adres zameldowania, z którym nie mamy nic wspólnego. Lepiej nie mieć żadnego meldunku, niż mieć błędny. Jeśli pisma sądowe przesyłano pozwanemu na adres inny niż zamieszkania, to takie wysyłki nie rodzą prawnych skutków doręczenia.

Ale nie automatycznie.

Oczywiście to pozwany, gdy tylko uzyska wiedzę o sprawie, musi wykazać, że adres zameldowania, na który wysyłano korespondencję sądową, to nie jego miejsce zamieszkania. Może korzystać z wszelkich możliwych środków dowodowych: dokumentów o własności, rachunków, PIT-ów, zeznań świadków, sąsiadów, domowników etc. Poprzestanie na własnym oświadczeniu, że od dawna mieszka się gdzie indziej, może nie wystarczyć. Jeśli jednak uda się wykazać to przed sądem, z reguły następuje wstrzymanie czynności wykonawczo-egzekucyjnych (gdy sprawa weszła już w takie stadium). Następuje też merytoryczne rozpoznanie sprawy z udziałem pozwanego, w tym z uwzględnieniem jego wniosków. W efekcie zapada inne rozstrzygnięcie niż pierwotne. Choć to nie reguła.

Sąd to nie taśma, a niewiele spraw jest tak ocennych jak spory o słowa i przeprosiny. Nie mając bezpośredniego kontaktu ze stronami, trudno to wyważyć.

Specyfika spraw o ochronę dóbr osobistych powoduje, że sąd powinien podchodzić do nich ze szczególną ostrożnością i dążyć, aby w każdej takiej sprawie nie tylko pozew był pozwanemu rzeczywiście doręczony, ale też by doszło do osobistego przesłuchania obu stron. To nie są sprawy, w których pozwani unikają podjęcia sporu czy ukrywają się przed przeciwnikiem albo sądem. Praktyka wskazuje, że pozwani, gdy tylko o nich wiedzą, podejmują obronę (często bardzo intensywną i emocjonalną), bo te sprawy dotyczą również ich dóbr osobistych, które mogą w razie przegranej doznać publicznego uszczerbku. Dlatego jeżeli są wątpliwości, czy pozwany wie o sprawie i czy rzeczywiście mieszka pod adresem wskazanym w pozwie, sąd nie powinien wydawać wyroku zaocznego. A taka sytuacja występuje, gdy w aktach nie ma dowodu doręczenia pozwu, tylko nieodebrane awizo.

Zasadność roszczenia, a ich koszt to drugie. Trzeba spytać strony, choćby o ich intencje.

Te pozwy często zawierają żądania maksymalistyczne i świadomie nieadekwatne wobec treści przeprosin oraz roszczeń pieniężnych. Często sąd finalnie te żądania oddala lub zasądza w części. Podstawową funkcją i celem wyroku w takiej sprawie jest przymusowe usunięcie skutków naruszenia dobra osobistego, kiedy naruszyciel wezwany do ich dobrowolnego usunięcia tego nie czyni. Ten proces nie służy i służyć nie może do moralnego czy finansowego pognębienia przeciwnika.

Szafowanie kosztowną formą przeprosin, np. na pierwszej stronie, to także sposób, aby żądający nie płacił 5 proc. wpisu jak przy żądaniu pieniężnym.

Takiemu żądaniu można już na pierwszy rzut oka zarzucić nieadekwatność formy, co powoduje, że jego ewentualne uwzględnienie wymaga nadzwyczajnych okoliczności, a ich nie da się ustalić i zweryfikować zaocznie, bez wysłuchania drugiej strony.

Czy sąd musi wydawać wyrok zaoczny?

To sąd decyduje, czy są przesłanki do wyroku zaocznego. Jeżeli ma wątpliwości, to nikt nie zmusi sądu do jego wydania. ©?

—rozmawiał Marek Domagalski

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL