Dane gospodarcze

#RZECZoBIZNESIE: Elżbieta Mączyńska: Czego brakuje polskim uczelniom ekonomicznym?

ekonomia.rp.pl
Polskie uczelnie ekonomiczne to wylęgarnia przyszłych kadr tak administracji, jak i firm.

 

Polska ponownie znalazła się pod lupa agencji ratingowych i po raz pierwszy od wielu lat perspektywy dla kraju są negatywne. Czy mamy powody do obaw?

-polska gospodarka ma się dobrze. Pojawiające się opinie oraz krytyki skierowane w naszą stronę dotyczą głównie kwestii politycznych, a nie fundamentów, na których opiera się gospodarka. Inwestorzy mogą je brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji biznesowych, ale nie muszą. Trzeba pamiętać, że są to ludzie którzy kierują się własnymi kalkulacjami i interesami, a nie tym, co usłyszą od Komisji Europejskiej - powiedziała prof. Elżbieta Mączyńska ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

nie wszyscy inwestorzy działają jednak w ten sposób. Inne prawa rządzą rynkami finansowymi i na tym polu obserwujemy obecnie odwrót od Polski.

- Inwestorzy finansowi nastawienie są na krótkoterminowe operacje.jest to grupa, która korzysta na krótkoterminowych zmianach i dlatego dla nich kwestie polityczne są znacznie ważniejsze. Mówimy tutaj jednak bardziej o spekulacji i spekulantach, niż o inwestorach - wyjaśniała.

Kondycja polskiej gospodarki jest więc dobra. Czy to samo można powiedzieć o uczelniach, które dzisiaj szkolą ludzi, którzy w przyszłości będą za nią odpowiadać.

- Muszę powiedzieć, że i tak i nie - powiedziała prof. Mączyńska.

- Postęp jest i wynika m.in. z tego, że uczelnie się otworzyły. Mamy przepływ kadry i studentów, co zawsze pozytywnie wpływa na poziom szkolnictwa. Mamy dzisiaj dostęp do wielu różnych baz danych i właściwie każdy kto chce się uczyć i zdobywać wiedzę, ma do tego doskonałe warunki - mówiła.

Jest jednak pewne duże ale.

- Pomimo poprawy jakości infrastruktury, jakość studiów się nie poprawia. Cały czas cierpimy na te same problemy testologi oraz punktologi - wskazywała.

- Innym problemem są nasze własne wybory. Często spotykam się na naszej uczelni z ludźmi, którzy nigdy nie powinni tam trafić. Spotykam się często z olimpijczykami, z rożnych dziedzin, którzy studiują ekonomię, a ewidentnie się do tego nie nadają i widać po nich, że nie jest to coś co ich pasjonuje i wciąga - wyjaśnia wskazując, że często bywa tak, że studiujemy dla papierka, a nie po to, by poszerzyć i pogłębić naszą wiedzę z zakresu który nas interesuje.

Jak powyższe problemy przekładają się na późniejszy kontakt z rynkiem pracy. Mówi się często, że uczelnie nie przygotowują do zawodów, które będą istnieć w momencie wejścia absolwentów na rynek. Czy tak jest?

- Uczelnie powinny do tego przygotowywać. Nie mogę jednak powiedzieć, że to robią. Problemem jest zakorzeniona wszędzie silosowość. Siedzimy w swojej branży i nie zaglądamy do innych dziedzin. To skutkuje tym, że potem mamy problemy i okazujemy się nieprzystosowani do życia we współczesnej gospodarce. Kontakt z innymi dziedzinami jest bardzo ważny i niestety, ale w tym temacie mamy sobie sporo do zarzucenia - podkreślała.

- Przyszłość leży w interdyscyplinarnym podejściu i dotyczy to nie tylko szkolnictwa wyższego, ale wszystkich dziedzin w życiu - podsumowała Mączyńska.

Źródło: ekonomia.rp.pl
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL