Budowa i remont

Plany miejscowe nie tak trudne do podważenia

Fotorzepa, Adam Burakowski Adam Burakowski
Niezgodność ze studium czy brak uzgodnień z właściwymi organami – to powody, dla których sądy decydują się na unieważnianie decyzji samorządowych.
Stopień pokrycia kraju planami miejscowymi nie jest wysoki. Sięga około 30 proc. Powód? Skomplikowana procedura uchwalania i coraz częstsze przypadki stwierdzania ich nieważności.
– Najczęstszą przyczyną unieważnienia planów miejscowych w całości lub też w części jest ich niezgodność ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, które zostało wcześniej uchwalone. Podstawowym natomiast obowiązkiem osób tworzących plan jest to, aby ten akt był z nim zgodny. Z praktyki wynika natomiast, że rady gmin czy miast nie przykładają do tego należytej uwagi. To bardzo duży błąd – mówi radca prawny Damian Buniak, prowadzący kancelarię zajmującą się prawem nieruchomości. – Rzeczywiście obserwujemy coraz częstsze przypadki unieważniania planów miejscowych. Ubywa ich, zamiast przybywać – stwierdza Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego to akt, który ogólnie określa politykę przestrzenną rady gminy. – Często jest tak, że inwestor X czy Y przeglądając studium, decyduje się na nabycie danej nieruchomości, wiedząc, że będzie mógł na niej zbudować fabrykę czy powiększyć swój zakład. Dużym zaskoczeniem okazuje się więc dla niego sytuacja, gdy nagle dowiaduje się, że plan miejscowy przeznacza go pod zieleń. Oczywistym jest więc, że będzie bronić swoich interesów w sądzie – zaznacza mec. Damian Buniak. I inwestor wygrywa, bo orzecznictwo sądów administracyjnych jest jednolite: przeznaczenie działki z planu miejscowego musi być tożsame z ustaleniami studium. Tak było np. ze stwierdzeniem nieważności planu miejscowego dla połowy podwarszawskiego Sulejówka. Na jego zaskarżenie w 2016 r. zdecydował się wojewoda po roku obowiązywania aktu. WSA przyznał mu natomiast rację. Spowodowało to niemałe zamieszanie. Pojawił się bowiem spór na podstawie jakich przepisów prawa miejscowego można budować na terenie z unieważnionym planem: czy podstawę stanowić winny zapisy planu obowiązującego przed tym uchylonym, czy też inwestorzy muszą występować o warunki zabudowy. Głos zabrał nawet resort infrastruktury i budownictwa. – W przypadku stwierdzenia nieważności planu miejscowego (po jego wejściu w życie) plan miejscowy, który został uchylony lub zmieniony planem, odnośnie którego stwierdzono nieważność, „odzyskuje moc"– wskazano w piśmie do włodarza Sulejówka. Jednak nie tylko niespójność planów ze studium powoduje ich odejście w niebyt w drodze sądowej kontroli. Furtkę do skargi do WSA otwiera również brak uzgodnień postanowień planu z właściwymi organami (np. górniczymi czy geologicznymi na Śląsku) lub też nieuwzględnienie ich opinii. Powodem mogą być też źle przeprowadzone konsultacje społeczne jego projektu.  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL