Nieśmiały start dwuletnich negocjacji Brexitu

aktualizacja: 19.06.2017, 06:31
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May
Premier Wielkiej Brytanii Theresa May
Foto: AFP

Na poniedziałek wyznaczono pierwsze spotkanie negocjacyjne. Wielka Brytania i UE rozpoczną od ustalenia warunków rozwodu, potem zasad przyszłego związku.

REDAKCJA POLECA

— Korespondencja z Brukseli

Mimo powyborczej niepewności Londyn zdecydował się spełnić oczekiwanie Brukseli i przystąpić do wyznaczonego przez nią terminu rozpoczęcia negocjacji 19 czerwca. Kilka dni temu Michel Barnier, unijny negocjator brexitu, w wywiadzie dla kilku europejskich dzienników, w tym „Rzeczpospolitej", apelował, że nie ma czasu do stracenia.

Premier Theresa May odpowiedziała na to pozytywnie i wysyła do Brukseli swojego człowieka od brexitu, czyli Davida Davisa, wraz z doradcami. Pierwsza runda będzie trwała 6,5 godziny, co obejmie spotkanie głównych negocjatorów, czyli Barniera i Davisa, spotkanie koordynatorów, czyli faktycznie zastępców głównych negocjatorów, oraz sesję roboczą z udziałem negocjatorów niższego szczebla. O ile jednak strona unijna w jasny sposób ogłosiła swoje stanowisko w sprawach kluczowych dla pierwszych miesięcy negocjacji, o tyle nie dostała niczego w zamian od Brytyjczyków.

Rząd nie zareagował na razie na dwa dokumenty opublikowane tydzień temu przez Barniera, dotyczące praw obywateli oraz zobowiązań finansowych Wielkiej Brytanii po wyjściu z UE. Trudno zresztą, żeby był w stanie przedstawić konkrety, skoro w czwartek, w momencie ogłaszania początku negocjacji, nie było jeszcze wiadomo, jak będzie wyglądało porozumienie Partii Konserwatywnej z północnoirlandzkimi unionistami z DUP, które jest warunkiem stworzenia mniejszościowego rządu. A przemówienie Elżbiety II, stanowiące expose rządu, zapowiedziano dopiero na 21 czerwca.

Ale jedna bardzo istotna rzecz jest już pewna. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że Brytyjczycy zgadzają się na postulowaną przez Unię kolejność negocjacji. Czyli najpierw, najlepiej do jesieni tego roku, uzgodnienie zasad rozwodu w kluczowych dziedzinach: praw obywateli, zobowiązań finansowych Wielkiej Brytanii po brexicie oraz statusu granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

A potem dopiero przystąpienie do rozmów o przyszłym związku. Wcześniej Brytyjczykom ta kolejność bardzo się nie podobała, bo chcieli jednocześnie rozmawiać na oba tematy. Mieli nadzieję, że ich zgoda np. na większe płatności czy więcej praw dla obywateli UE w Wielkiej Brytanii pozwoli im na uzyskanie przywilejów w przyszłej umowie. Teraz jednak stanowisko UE jest im na rękę.

– Jest tam taki chaos, że rząd w najbliższym czasie nie będzie w stanie przedstawić stanowiska na temat docelowego modelu relacji z UE. Nagle więc nasze żądanie stało im się bardzo na rękę – mówi nam nieoficjalnie wysoki rangą dyplomata unijny. W ubiegłym tygodniu strona unijna przedstawiła dokumenty w kluczowych sprawach: praw obywateli i zobowiązań finansowych. Są one precyzyjnym, powołującym się na akty prawne rozwinięciem postulatów uzgodnionych wcześniej przez 27 państw UE i bardzo popieranych przez Polskę.

UE domaga się traktowania obywateli UE, którzy mieli prawo legalnego pobytu przed dniem brexitu, czuli 29 marca 2019 roku, na równi z Brytyjczykami. Te prawa miałyby także dotyczyć ich rodzin. A na ich straży miałby stać, tak jak dziś, unijny Trybunał Sprawiedliwości. W sprawie pieniędzy stanowisko wyjściowe przewiduje, że Wielka Brytania wypełni wszystkie swoje zobowiązania, które zostały prawnie zaciągnięte przed dniem Brexitu. Nawet jeśli faktyczna realizacja wydatków następuje później, jak np. w polityce spójności, gdzie zakontraktowane projekty finansowane będą jeszcze po 2019 roku.

Przez najbliższe miesiące nie dojdzie do negocjowania kształtu przyszłych relacji, ale na pewno ten temat będzie wysoko na agendzie politycznej. Przed wyborami Theresa May była zwolenniczką twardego brexitu, czyli oparcia nowego związku na umowie o wolnym handlu, na wzór tej podpisanej przez UE z Kanadą czy negocjowanej właśnie z Japonią. Teraz jednak nawet w szeregach jej własnej partii słychać apele o uwzględnienie stanowiska zwolenników łagodnego brexitu. Dla strony unijnej oznacza to ciągłą niepewność odnośnie do intencji partnera.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE