Biznes

Firmy chciałyby dostawać zapłatę w ciągu miesiąca

Fotorzepa/Adam Burakowski
Aż 70 proc. przedsiębiorstw uważa, że kontrahenci powinni regulować płatności w terminie do 30 dni. Jednocześnie 66 proc. spotyka się z praktyką pozaumownego wydłużania terminów.
Obecnie maksymalny ustawowy termin na zapłatę faktury wynosi 60 dni. Z badań przeprowadzonych przez Krajowy Rejestr Długów we współpracy z Ministerstwem Rozwoju, wynika jednak, że biznes oczekiwałby jego znacznego skrócenia.
Na pytanie, ile powinien on wynosić, ok. 39 proc. ankietowanych przedsiębiorców odpowiada, że 30 dni. Co piąty uważa, że 14 dni, a 8,6 proc. – że do 7 dni. Tym samym, prawie 70 proc. przedsiębiorców uważa, że maksymalny ustawowy termin na zapłatę faktury nie powinien być dłuższy niż miesiąc. 45- i 60-dniowego dopuszczalnego okresu na dokonanie płatności oczekiwałoby natomiast odpowiednio 5,7 oraz 6,8 procent przedsiębiorstw. Co ciekawe, 15 proc. ankietowanych uważa, że przepisy nie powinny regulować maksymalnego terminu płatności faktury. Oczekiwania dotyczące maksymalnego terminu płatności za fakturę są zróżnicowane i zależą od wielkości przedsiębiorstwa. W firmach mikro i małych ponad 70 proc. badanych deklaruje, że ustawowy czas zapłaty faktury powinien być ustalony na poziomie do 30 dni. W przypadku dużych firm ten odsetek wynosi 50 procent.
Ta rozbieżność ma swoje uzasadnienie. To właśnie największe przedsiębiorstwa – jak wynika z badań – najczęściej wymuszają najdłuższe terminy zapłaty. Aż 52,5 proc. ankietowanych wskazuje na takie działania. Z kolei 23,9 proc. badanych uważa, że takie praktyki stosują średnie firmy, a 23,6 proc. – że mikro i małe. – Niestety duże firmy ciągle jeszcze często wykorzystują swoją przewagę i dyktują tym mniejszym warunki, na jakich mogą zawrzeć transakcję – komentuje Mirosław Sędłak, prezes Rzetelnej Firmy. – W efekcie nie tylko zaniżają wartość umowy, ale również wydłużają termin płatności. Na szczęście w tej grupie przedsiębiorstw są też takie, które postępują etycznie i nie stosują takich praktyk. Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej – dodaje. Bardzo ciekawe są też odpowiedzi na pytanie, czy kontrahenci stosują pozaumowne praktyki wydłużania terminów płatności swoich zobowiązań. Przykładowo poprzez opóźnianie akceptacje faktury. Okazuje się, że aż 66 proc. badanych firm spotkało się z takimi praktykami. Zaledwie co czwarty przedsiębiorca twierdzi, że nigdy nie miał do czynienia z takim zjawiskiem. – Tak, jak nie da się w umowie zapisać wszystkich możliwych scenariuszy, tak również nie jest to możliwe w ustawie – zauważa Adam Łącki, prezes KRD BIG SA. – Celowe przedłużanie odbioru przedmiotu umowy, szukanie błędów w fakturach czy innych sposobów, aby oddalić w czasie termin płatności najczęściej pokazuje, że mamy do czynienia z nieuczciwym kontrahentem. Z takiej współpracy lepiej szybko zrezygnować, a informację o braku terminowej płatności wpisać do rejestru dłużników. Od listopada tego roku można to zrobić już po 30 dniach od ustalonego terminu płatności – dodaje.

Opinia

Jakub Kostecki | prezes zarządu Kaczmarski Inkasso Według obowiązującej obecnie Ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych terminy płatności nie powinny przekraczać 60 dni. Zapisy dają też możliwość obciążenia dłużnika kosztami windykacji, doliczenia mu ustawowych odsetek za zwłokę czy naliczenia 40 euro rekompensaty za opóźnienia w zapłacie. Gdyby jednak wprowadzić maksymalny ustawowy termin płatności na poziomie 30 dni, może udałoby się zmniejszyć skalę zjawiska finansowania się kosztem swoich kontrahentów. Zmiana mogłaby mieć też inny pozytywny skutek. W razie braku płatności, firmy mogłyby dużo szybciej ubiegać się o swoje pieniądze. Z naszych doświadczeń wynika, że spłacalność zaległości przeterminowanych do 3 miesięcy sięga 72 proc., a w przypadku długów starszych niż rok – zaledwie 26 poc. Czas ma tu więc kluczowe znaczenie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL