Biznes

#RZECZoBIZNESIE: Janusz Steinhoff: Zmiany kadrowe w spółkach skarbu nie są merytoryczne

tv.rp.pl
Działań premiera Morawieckiego nie mogę ocenić pozytywnie z powodu wielu wpadek w obszarze polityki zagranicznej. Druga rzecz to kwestia niekończących się zmian kadrowych w spółkach skarbu państwa. W dalszym ciągu kuleją też inwestycje – mówi Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Jak Pan ocenia możliwe konsekwencje wprowadzenia przez Donalda Trumpa ceł na stal i aluminium?

Bardzo źle, ale Trump nie jest pierwszy, który wprowadza cła ochronne. Jest to zły ruch dla światowego rynku. Większość krajów należy do Światowej Organizacji Handlu (WTO) i czekamy na jej reakcję. Jakikolwiek protekcjonizm w globalnej gospodarce kończy się bardzo źle. Jeżeli Komisja Europejska zaproponuje w ramach retorsji podniesienie ceł np. na motory Harley Davidson i inne towary z USA, to rozpocznie się wojna celna. To niczego dobrego nie wróży.

Eksport stali i aluminium z Europy do USA nie jest specjalnie duży i wynosi ok. 6,5 mld dol.

Jest to więc gra na użytek wewnętrzny?

Oczywiście. Większość decyzji tego typu jest kierowana do wyborców. Jest efektem obietnic wyborczych, często nieracjonalnych. Wprowadzanie ceł ochronnych na poziomie 25 proc. od stali i 10 proc. od aluminium uderzy również w konkurencyjność amerykańskiego przemysłu. Amerykańskie samochody produkowane są z blachy, mają dużo aluminium. I podrożeją.

Jestem przeciwko przejawom protekcjonizmu, które pojawiają się w światowej gospodarce. Nie są to tylko bariery celne. Federacja Rosyjska stosuje np. przepisy fitosanitarne czy weterynaryjne, które mają chronić rynek wewnętrzny bądź dyskryminować dostawców.

Unia Europejska też ma sporo za uszami. Wspomnijmy chociaż naszych kierowców TIR-ów czy pracowników delegowanych. To też rodzaj protekcjonizmu.

Mistrzem w tym jest Francja, która często wprowadza wiele przepisów, które nijak się mają do ducha Unii Europejskiej swobodnego przepływu towarów, kapitału i ludzi.

Co teraz zrobi Unia Europejska? Na pewno nie chce eskalować konfliktu z USA, ale jak nie odpowie, to pokaże swoją słabość.

UE powinna poczekać na decyzję WTO. Wątpię w narzędzie, które zaproponował Trump, że będzie negocjował z poszczególnymi krajami. Pojawiła się nawet informacja, że Polska może nie być objęta cłem. Przypominam, że jesteśmy członkiem UE i działamy na wspólnym rynku. O cłach można mówić tylko w skali Europy.

Dotknie nas to w jakiś sposób?

Nie eksportujemy znaczących ilości stali do USA, ok. 10 tys. ton.

Ale produkowana u nas stal znajduje się w częściach samochodów, które potem trafiają na rynek amerykański.

Już jest zapowiedź Trumpa, że jeżeli UE odpowie w sposób dolegliwy dla amerykańskiej gospodarki, to zamierza podnieść cła na europejskie samochody. Trump nie uwzględnia, że znacząca ich część produkowana jest w Stanach Zjednoczonych.

Prezydent USA wychodzi z założenia, że problem mają ci, co mają nadwyżkę w handlu. Ponieważ USA mają deficyt, w razie wojny celnej nie ucierpią.

Nie ma tego typu operacji bez dolegliwych skutków ubocznych dla wszystkich. Jeżeli podnosimy cło na stal, to obniżamy konkurencyjność towarów, w których jest podstawowym materiałem do produkcji.

Konflikt z Izraelem to kolejny zły sygnał dla naszej gospodarki.

W ostatnim czasie narobiliśmy wiele głupstw w polityce zagranicznej. Misternie budowana pozycja Polski w Europie i na świecie została znacząco osłabiona przez brak profesjonalizmu, wyczucia międzynarodowego i nieodpowiedzialność. Mówię to z wielką przykrością. W poniedziałek była rocznica wejścia Polski do NATO. Polska zrealizowała 2 podstawowe priorytety polityczne, czyli członkostwo w UE i Sojuszu Północnoatlantyckim. Rząd premiera Buzka, w którym pracowałem był ostatnim ogniwem, któremu udało się wprowadzić Polskę do NATO. Buzek traktował to wejście jako wspólny dorobek wszystkich szefów rządu od 89' r.

Życzę obecnemu rządowi, żeby wizerunek Polski bardzo szybko odbudował.

Konsekwencje już widać. Mieliśmy nadzieję na przejęcie giełdy w Tel Awiwie, ale nie dostaliśmy się na krótką listę. Mamy interes z Amerykanami w imporcie gazu. Mogą wykorzystać to jako środek nacisku? Może wywindują ceny Patriotów?

W kontaktach międzynarodowych trzeba czasem twardo bronić swoich interesów. Wiele takich rozmów prowadziłem, gdy zasiadałem w rządzie. Moje rozmowy często były twarde z obu stron. Zawsze miałem świadomość, że trzeba szukać kompromisu, który nie wymaga ofiary zasad.

Czasem rozmowy kończą się fiaskiem. Każdy minister zabiega o interesy podatników swojego kraju, stąd potrzeba kompromisu.

Bronił Pan rządu, gdy zakończono rozmowy na temat umowy offsetowej za dostawę śmigłowców.

Krytyka polskiego rządu za to, że nie przyjął propozycji francuskiej była bezzasadna. Dwie strony mają swoje interesy, a w przypadku offsetu nie mamy dobrych doświadczeń.

Sam Pan tworzył ustawę offsetową.

Uważaliśmy, że przyniesie dużo większe pozytywne skutki dla gospodarki. Jednak offset za F16 nie można ocenić pozytywnie. Największym projektem offsetowym była produkcja Astry 2 i Zafiry w fabryce Opla w Gliwicach, która jest ulokowana w specjalnej strefie ekonomicznej. Tym samym uzyskała pomoc publiczną.

Trzeba pamiętać, że w przestrzeni międzynarodowej czasem strony rozchodzą się bez konkluzji, bo nie da się zawrzeć kompromisu. Trzeba to robić profesjonalnie i prowadzić rozmowy w duchu chęci do zawierania kompromisów.

Jak Pan ocenia zbliżające się 100 dni urzędowania premiera Morawieckiego?

Życzę premierowi Morawieckiemu, jak każdemu jego poprzednikowi, sukcesu, bo dobrze życzę polskiemu rządowi. Jednak te 100 dni nie mogę ocenić pozytywnie z powodu wielu wpadek w obszarze polityki zagranicznej. Druga rzecz to kwestia niekończących się zmian kadrowych w spółkach skarbu państwa. Słyszymy o KGHM, Orlenie, itd. Często nie traktuje się zarządów w sposób racjonalny. Przecież one mają kadencję, można wymienić prezesa po jej zakończeniu. Te zmiany nie mają merytorycznego charakteru.

W dalszym ciągu kuleją inwestycje. Dynamika jest większa, ale nie cieszmy się. Do 25 proc. PKB, o których marzył Morawiecki jest daleko. Inwestycje nie rosną szybciej, bo mamy niestabilne prawo. Zapowiedzi wielu zmian w obszarze prawa nie budują zaufania potencjalnych inwestorów.

Warunki funkcjonowania biznesu muszą być stabilne. Ich ewolucja musi mieć pozytywny charakter dla przedsiębiorcy.

A jak Pan ocenia zapowiedzi dotyczące zarobków w administracji państwowej?

Krytycznie. Oczekiwałem odejścia od populizmu i podniesienia apanaży w administracji państwowej. Zarobki wiceministrów, sekretarzy stanu, ministrów a nawet premiera odstają od jakichkolwiek racjonalnych kryteriów. Z administracji odchodzi wielu doskonałych fachowców. Szukanie prawnych kruczków, żeby podnieść apanaże jest absurdem. Trzeba podnieść pensje.

Trzeba podnieść apanaże w taki sposób, aby uwzględniały realną sytuację na rynku, ludzi odpowiednio wykształconych, z odpowiednim stażem pracy i kwalifikacjami. Potrzebni nam są w administracji ludzie o najwyższych kwalifikacjach profesjonalnych i etycznych.

Z drugiej strony mamy poważną redukcję etatów sekretarzy i podsekretarzy stanu. To ruch pod publiczkę?

Od dłuższego czasu, również Tusk zapowiadał przeglądy ministrów. Przecież premier przegląda ministrów co tydzień na radzie ministrów. Straszenie ich przeglądami ekstra jest nie na miejscu. Ministrowie mają istotny wpływ na dobór swoich współpracowników. Premier nie może powołać bez wniosku ministra jego zastępców.

Po trzecie struktura rządu jest bardzo dziwna. Mamy Komitet Stały Rady Ministrów, Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Komitet Społeczny Rady Ministrów – nigdy tego nie było. Komitet Stały Rady Ministrów powstał, aby zlikwidować wszystkie inne komitety. Tutaj mamy dublowanie.

Kiedyś ministerstwo gospodarki miało u siebie politykę regionalną, całą energetykę i pozostałą część gospodarki, czyli funkcje regulacyjne. Teraz pomieszano funkcje regulacyjne z właścicielskimi. To jest bardzo niebezpieczne dla gospodarki. Minister, który troszczy się o kondycję finansową spółki skarbu państwa, może być podejrzewany o wprowadzenie regulacji, które służą tym spółkom, a niekoniecznie ich konkurentom.

Rząd powinien wycofać się z wprowadzania wolnych niedziel?

Jest to trudna operacja, ale poczekajmy na efekty ze 3 miesiące. W zakazie handlu w niedzielę widzę jeden pozytyw. Zaczną ożywać miasta. Główna ulica w Gliwicach jest zupełnie wymarła, nie ma tam sklepów, restauracji itd. Wszystko przeniosło się super i hipermarketów czy galerii. Niektóre usługi mogą wrócić do centrów miast.

Można doskonale sobie zorganizować życie i nie robić zakupów w niedzielę. W PRL-u nikt nie marzył, żeby w niedzielę były otwarte sklepy. Nawet stacje benzynowe były pozamykane.

Oczywiście jest to uciążliwe dla ludzi, którzy przyzwyczaili się do robienia zakupów w niedzielę.

Chciałbym teraz nawiązać do naszej akcji związanej ze 100-leciem polskiej gospodarki. Co jest największym wyzwaniem dla Polski?

Ostatnie 27 lat to jeden z najlepszych okresów w historii Polski z punktu widzenia gospodarczego i politycznego. Dużo lepszy niż okres międzywojenny. Mieliśmy wtedy wojnę polsko-bolszewicką, kryzys, wojnę celną z Niemcami. Wzrost gospodarczy przed wojną, za 9 lat był na poziomie 3 proc. W tym czasie Niemcy poszły do przodu 30 proc.

Polska odniosła wielkie sukcesy. Nie pamiętamy w jakim stanie była gospodarka w 90. r. Inflacja 700 proc.

Gospodarkę trzeba konsekwentnie budować i wspierać konkurencję. Obawiam się, że dążenie do tworzenia wielkich państwowych podmiotów, jak łączenie Orlenu z Lotosem, osłabi konkurencję bądź ją zniszczy. Efekty z tego będą odwrotne do oczekiwanych.

W ostatni dzień mojego urzędowania postawiłem popiersie premiera Kwiatkowskiego, wielkiego wizjonera. To jest symbol wizji gospodarczej, którą potrafił przełożyć na realne i skuteczne działania.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL