#RZECZoBIZNESIE: Jan Klimek: Firmy rodzinne w Polsce były niedoceniane

aktualizacja: 21.07.2017, 13:58
Foto: tv.rp.pl

Nowe przepisy dotyczące sukcesji spowodują, że być może wiele firm rodzinnych się uratuje – mówi Jan Klimek, dyrektor zakładu przedsiębiorstwa rodzinnego SGH, gość programu Pawła Rożyńskiego.

REDAKCJA POLECA

Ministerstwo Rozwoju przygotowało projekt zmian, które dopuszczają kontynuację działalności firmy, nawet po śmierci właściciela.

- Ten projekt jest bardzo ważny - ocenił Klimek.

Wyjaśnił, że po 27 latach funkcjonowania gospodarki rynkowej, przychodzi w Polsce czas przekazywania firm.

- Sukcesja jest jednym z najtrudniejszych elementów w firmach rodzinnych – stwierdził.

Przypomniał badania z których wynika, że przedsiębiorcy nie chcą oddawać firm, bo uważają, iż nikt jej lepiej od nich nie poprowadzi. - Boją się też emerytalnej nudy i skłócenia rodziny. Niektórzy boją się, że ktoś poprowadzi firmę lepiej jak on – mówił.

Klimek zaznaczył, że teraz jest moment, kiedy większość nosi się z zamiarem przekazywania firm.

- Około 450 tys. sukcesji robi się rocznie w Europie. Tracimy jakieś 600 tys. miejsc pracy, bo te sukcesje są źle przeprowadzone – stwierdził.

- Teraz, ktoś będzie mógł przejąć firmę i nią zarządzać. Chwała panu premierowi, że się nad tym pokłonił i w ciągu roku to zrobili – doddał.

Gość przypomniał, że w Europie mamy 23 mln firm. - W Polsce jakieś 2,4 mln funkcjonujących na 4 mln zarejestrowanych – mówił.

- W Europie 75 proc. z 23 mln to są firmy rodzinne. W Polsce szacuje się, że jest to od 30 do 90 proc. Nie ma jednej definicji firmy rodzinnej, więc rozbieżność jest taka duża – dodał.

Klimek przyznał, że firmy rodzinne w Polsce były niedoceniane wiele lat.

- Kojarzyły się nam najczęściej z firmami rzemieślniczymi i jednoosobowymi. Były mało znaczące i nikt się nimi nie przejmował. Okazuje się, że jest to potężna sieć gospodarcza, która zasługuje na szacunek – stwierdził.

Przypomniał, że przez wiele lat przedsiębiorcy nie zakładali, że firma świadomie powinna przejść na sukcesora.

- Przedsiębiorcy mieli ambicje, żeby swoje dzieci kształcić. Nawet jak miał dobrze prosperującą firmę budowlaną, to chciał, żeby dziecko było adwokatem, lekarzem itp. To dziecko nie zawsze potem chciało tę firmę przejmować – tłumaczył Klimek.

Przyznał, że dzisiaj to się trochę zmieniło.

- Wielu młodych ludzi pisze prace magisterskie na temat sukcesji, żeby uporządkować sobie proces przejmowania – mówił.

- Nowy przepis spowoduje, że być może wiele firm rodzinnych się uratuje – podsumował.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE