Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Biznes

Polscy naukowcy tworzš bazę księżycowš

123RF
Siedzimy przy ognisku i pieczemy kiełbaski. Na grillu obok skwierczy karkówka i cukinia, a na niebie œwiecš gwiazdy. W powietrze płynš góralskie piosenki, szanty i inne ogniskowe przeboje. Chciałoby się powiedzieć – klasyka. Tylko ta baza kosmiczna 100 m dalej…

Jesteœmy między Rzepiennikiem Biskupim a Turzš, 30 km od Tarnowa. Otoczona białymi kontenerami kopuła, która wznosi się na polu pod lasem, to częœć powstajšcego tu – pierwszego w Europie – habitatu kosmicznego. Nazywa się M.A.R.S. – od Mars Analog Research Station. Będzie w nim można symulować wybrane warunki załogowych misji księżycowych i marsjańskich. Przy ognisku dyskutujemy, czy można zgłosić jš do urzędu jako budynek gospodarczy o nietypowym kształcie, a może raczej obiekt do celów rolniczych. W końcu wewnštrz ma być też aeroponika…

Za multidyscyplinarnym przedsięwzięciem stoi grupa młodych naukowców i inżynierów zwišzanych z rodzšcym się polskim przemysłem kosmicznym, od których można usłyszeć choćby takie ciekawostki, że „na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej nic nie działa, jest głoœno i œmierdzi amoniakiem”. Wœród nich: specjaliœci od fizyki, architektury, astronomii, chemii, informatyki i psychologii. Liderka przedsięwzięcia to dr Agata Kołodziejczyk, na co dzień pracujšca w należšcym do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oœrodku badawczym ESTEC w Noordwijk w Holandii.

Pierwsze reakcje mediów na pomysł zbudowania habitatu nie przypadły jego twórcom do gustu. – Dziennikarze chcieli nas pokazać jako krejzoli. Kompletnie nikt w nas nie wierzył! – mówi Kołodziejczyk. Także sšsiedzi, którzy widywali członków ekipy głównie w koœciele, patrzyli na nich trochę jak na dziwadła (choć znajš pochodzšcš stšd szefowš projektu). Ale ci zakasali rękawy. Spędzili na wsi całe lato, przygotowujšc teren, stawiajšc konstrukcję, a wreszcie – przeprowadzajšc próbnš, symulowanš misję załogowš z udziałem szeœciorga ochotników.

Kandydaci na astronautów, chociaż nie opuœcili Ziemi, zostali na tydzień odizolowani w warunkach przypominajšcych te, które mogš panować podczas pobytu na Księżycu czy Marsie. Opracowano dla nich podobne procedury, przygotowano eksperymenty naukowe i monitorowano stan ich zdrowia. Wszystko na bieżšco œledziły dwa centra kontroli misji – jedno w Rzepienniku, drugie w ESTEC w Holandii.

Habitatów, w których można prowadzić podobne symulacje misji załogowych na całym œwiecie jest zaledwie kilka, a parę kolejnych dopiero w planach. Polscy naukowcy ze swojš bazš dołšczajš więc do elitarnego grona i majš konkretne biznesowe plany. Razem z prywatnym inwestorem z branży IT (który woli pozostać w cieniu) powołali spółkę Space Garden – ma oferować wynajem bazy oraz sprzętu firmom i instytucjom z całego œwiata. Chodzi o realizowanie eksperymentów i testowanie urzšdzeń, które póŸniej przydadzš się w kosmosie. Majš nadzieję na jeszcze jedno – że baza zapewni polskiej branży kosmicznej dobrš prasę, której dotšd wyraŸnie jej brakowało. Wystarczy wspomnieć jak jeszcze kilka lat temu urzędniczki, które w Ministerstwie Gospodarki zajmowały się firmami sektora kosmicznego, pogardliwie nazywano „kosmitkami”.

– Tymczasem ta branża jest pełnoprawnš i bardzo innowacyjnš częœciš gospodarki – przekonuje dr Grzegorz Brona, fizyk nuklearny, a od ubiegłego roku prezes firmy Creotech Instruments z podwarszawskiego Piaseczna wytwarzajšcej oprogramowanie, systemy elektroniczne, kamery i elementy do satelitów. – To chyba jedyny obszar nowoczesnych technologii – dodaje – który jest jeszcze w Polsce niezagospodarowany. To ostatnie jednak właœnie się zmienia.

Rynek kosmiczny z prawdziwego zdarzenia zaczšł powstawać nad Wisłš jakieœ cztery lata temu, gdy Polska kończyła negocjacje w sprawie wstšpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Od tamtej pory idziemy jak burza. W 2012 r. na orbitę wyniesiono PW–Sat, eksperymentalnego nanosatelitę zbudowanego przez studentów Politechniki Warszawskiej. W 2013 r. na orbitę trafił Lem, pierwszy polski satelita naukowy. Jeszcze niecały rok póŸniej – kolejny: Heweliusz. Oba, zmontowane w Centrum Badań Kosmicznych PAN, sš częœciš międzynarodowej konstelacji BRITE i obserwujš gwiazdy jaœniejsze od Słońca.

O kosmosie zaczęło się więcej mówić. Nagle okazało się, że nasi inżynierowie i naukowcy sš zaangażowani w międzyplanetarne misje już od lat 70. ubiegłego wieku. W 2002 r. na orbitę trafił naukowy satelita Integral, który obserwuje Ÿródła promieniowania gamma we Wszechœwiecie. CBK PAN zrobiło dla niego elementy elektroniki i oprogramowania. Inżynierowie z Ożarowa Mazowieckiego zbudowali detektory podczerwieni na potrzeby rozpoczętej w paŸdzierniku misji ExoMars, a wczeœniej – dla robota Curiosity, który bada powierzchnię Marsa od 2012 r. Polscy specjaliœci mieli też swój udział w misji sondy Mars Express, która odkryła na powierzchni Czerwonej Planety lód wodny. Z kolei lšdownik Philae (ponad dwa lata temu jako pierwszy dotarł do powierzchni komety) miał na pokładzie zbudowany nad Wisłš penetrator przeznaczony do badania jej gruntu.

Do lotów na Marsa, w okolice Merkurego i Jowisza sš przygotowywane w Polsce kolejne instrumenty. W zamian za wpłacanš składkę ESA zamawia w naszych przedsiębiorstwach niezbędny jej sprzęt. Na potrzeby europejskich misji polskie firmy opracowujš np. nowy system rozwijania paneli słonecznych, absorbery drgań w satelitach obserwacyjnych i system lokalizacji łazików marsjańskich. A rzšdowi decydenci sš ostatnio coraz aktywniejsi w poszukiwaniu możliwoœci współpracy z nowymi partnerami: minister nauki Jarosław Gowin zapowiedział pod koniec paŸdziernika rozmowy z Chinami na temat wspólnej budowy orbitera do badań Księżyca. W 2014 r. Polska – jako jeden z ostatnich krajów UE – powołała własnš agencję kosmicznš: POLSA. Od tamtej pory liczba naszych firm zainteresowanych udziałem w przetargach ESA wzrosła z niespełna 50 do ponad 300. Zwišzek Pracodawców Sektora Kosmicznego zrzesza ok. 40 firm i instytucji. W cišgu ostatnich czterech lat zarobiły one na europejskich kontraktach kilkadziesišt milionów euro. Niby niewiele – ale kilkukrotny wzrost (w porównaniu do poprzednich paruletnich okresów) robi wrażenie.

Koniunktura globalna sprzyja. Na całym œwiecie prywatni inwestorzy cišgnš w kosmos, a posiadanie własnych satelitów staje się standardem nawet dla niezamożnych krajów – majš je m.in. takie państwa jak Azerbejdżan, Pakistan czy Bangladesz. Polscy decydenci to zauważyli i w końcu sypnęli groszem. Rzšd chce zwiększyć składkę do ESA, wspierać prywatne kosmiczne start–upy, utworzyć dla nich inkubator przedsiębiorczoœci i fundować programy stażowe. A ponieważ próg wejœcia w tej branży jest relatywnie niski, zapowiada się prawdziwy kosmiczny boom. Co ważne – przedsiębiorstwa i instytucje, które angażujš się w działalnoœć kosmicznš, niekoniecznie zajmujš się wyłšcznie niš. Sš wœród nich takie, które sš zwišzane z przemysłem lotniczym, obronnym, produkujšcym urzšdzenia optyczne i dostarczajšce rozwišzań IT. Prym wiodš instytucje publiczne, takie jak Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów, Wojskowa Akademia Techniczna, Instytut Lotnictwa czy Centrum Badań Kosmicznych PAN. Ich dawni pracownicy zaczęli jednak zakładać własne firmy – sš wœród nich takie przedsiębiorstwa jak Astronika, Creotech Instruments czy SKA Polska. Gros ich dochodów stanowiš zamówienia publiczne przede wszystkim z majšcej największe możliwoœci ESA, ale również granty z polskich instytucji rzšdowych: ministerstw i NCBiR. W przyszłoœci coraz większe znaczenie mogš mieć zamówienia wojskowe, nie ma też wštpliwoœci, że przybędzie firm prywatnych. Cała branża jeszcze długo będzie jednak bazowała na zamówieniach rzšdowych. Tak jest zresztš na całym œwiecie.

Satelita SAT–AIS–PL ma ważyć 40 kg i posłuży do namierzania statków na morzach. Na zlecenie ESA zbuduje go konsorcjum, na czele którego stoi wspomniana firma Creotech Instruments. Budowa satelity może pochłonšć kilkadziesišt milionów złotych i potrwa parę lat, ale dla inżynierów będzie oznaczała skok technologiczny. Dotšd przedsiębiorstwo produkowało i montowało elektroniczne elementy satelitów. Ma sterylnš halę montażowš, linię produkcyjnš i załapało się jako podwykonawca do kilku europejskich programów. Opracowało np. częœć elektroniki dla orbitera misji ExoMars.

W tej samej misji wzięła udział firma Vigo Systems z Ożarowa Mazowieckiego – wyprodukowała detektory dla lšdownika, który w paŸdzierniku niestety rozbił się na Marsie. Z kolei zasilaniem marsjańskiego łazika, który może tam polecieć za cztery lata, zajmuje się inna działajšca nad Wisłš spółka – SENER Polska.

Jej zespół pracuje jeszcze nad trzema dużymi przedsięwzięciami. Ma dostarczyć urzšdzenia do montażu prawie trzytonowej sondy i zaprojektować mechanizmy dwóch innych. – Zatrudniamy obecnie prawie 40 osób i wszyscy pracujemy na rzecz projektów kosmicznych – mówi dr Aleksandra Bukała, dyrektor generalna firmy. – Budowa infrastruktury badawczo–testowej pochłonęła kilkaset tysięcy złotych, a koszty osobowe i stałe wielokrotnie więcej. W tym roku, po czterech latach inwestycji, dzięki rozpoczętym projektom firma zaczyna wreszcie wychodzić na plus – ujawnia. – Naszš komercyjnš niszš będš mikrosatelity, takie o masie od 10 do 100 kg – tłumaczy Grzegorz Brona z Creotechu. – Ta nisza za kilka lat może się przekształcić w działalnoœć mainstreamowš, bo satelity się miniaturyzujš – dodaje. Najpewniej nie on jeden tak uważa, bo satelitarne ambicje majš jeszcze co najmniej trzy inne firmy i instytucje w Polsce.

Rozwijaniem programu satelitarnego najbardziej sš u nas zainteresowani wojskowi. Armia i służby specjalne potrzebujš urzšdzeń obserwacyjnych różnego typu. Ale dostępne bez ograniczeń fotografie z orbity przydadzš się nie tylko do zastosowań wojskowych, ale też do monitorowania plonów, stanu wód i zarzšdzania kryzysowego na wypadek powodzi. Mówi się też o satelicie telekomunikacyjnym, który miałby zapewnić bezpieczeństwo transferu wrażliwych danych. Kilka lat temu okazało się, że wojsko używało do przesyłu informacji z Afganistanu satelity... rosyjskiego.

Przed dwoma laty konsorcjum złożone z firm i instytucji naukowych (m.in. WAT, CBK PAN, Polski Holding Obronny i WB Electronics) przygotowało zlecone przez NCBiR studium wykonalnoœci orbitalnych maszyn obserwacyjnych. Z analiz tych wynikło, że w rozsšdnym terminie polski przemysł nie zbuduje ich samodzielnie, ale może mieć w takich projektach duży udział.

Takie inwestycje to droga impreza. Przykładowo – koszt systemu do obserwacji radarowych może przekroczyć 1 mld zł. Nic dziwnego, że potencjalni zleceniodawcy wahajš się, co, w jakiej kolejnoœci i u kogo zamówić. – Planowaliœmy, że jako pierwszy powstanie satelitarny system optoelektronicznej obserwacji Ziemi. Ale z uwagi na tendencję do miniaturyzacji satelitów oraz uwzględniajšc potrzeby narodowe i potencjał polskich firm, może się okazać, że rozpoczniemy od stworzenia innego systemu – mówi płk Piotr Suszyński, p.o. prezesa wPolskiej Agencji Kosmicznej. MON nie chce odpowiedzieć na pytania o potrzeby i plany w tej dziedzinie, zasłaniajšc się poufnoœciš tych informacji. Wiadomo, że wiele krajów kupuje gotowe satelity, a póŸniej płaci za ich wyniesienie w przestrzeń, ale to nie przyczynia się do rozwoju technologicznego. A ten jest bardzo potrzebny, jeœli chcemy myœleć o budowie komercyjnych satelitów. – Na razie jako kraj nie mamy tu mocnych argumentów – przyznaje prof. Piotr Wolański z Instytutu Lotnictwa. – Nie mamy doœwiadczenia w budowie systemów długo działajšcych na orbicie. Trzy satelity, które dotšd zbudowaliœmy to bardzo mało – dodaje.

Dlatego Instytut Lotnictwa skupia się na innej działce. Trwajš tam prace nad powtórzeniem wyczynu sprzed prawie pół wieku, kiedy startujšce spod nadbałtyckiej Łeby rakiety meteorologiczne przekroczyły umownš granicę przestrzeni kosmicznej. Chociaż pod naciskiem ZSRR polski program rakietowy został zamknięty, to o jego tradycjach nadal się pamięta. Warszawscy inżynierowie pracujš nad autorskim, ekologicznym silnikiem dla rakiety „Bursztyn”, który ma jej umożliwić wzniesienie się na pułap 100 km. Testy całej konstrukcji zapewne odbędš się w przyszłym roku. – To projekt typowo technologiczny, więc nie sprzedamy jej jako produktu, ale być może uda się opatentować niektóre technologie – mówi prof. Wolański.

Wypracowane rozwišzania majš zostać użyte do budowy większej rakiety, służšcej do wynoszenia już sprzętu o masie 100–250 kg – np. małych satelitów. Inżynierowie Instytutu liczš na współpracę z Ukrainš. – Ukraińcy dostarczali elementy do wszystkich radzieckich rakiet i sš na tym polu znacznie bardziej rozwinięci od nas – podkreœla Wolański.

Po co nam rakieta do wynoszenia małych satelitów, których na razie nie produkujemy? Setki takich urzšdzeń, budowanych na całym œwiecie, trafia na orbitę na komercyjnych zasadach. Najczęœciej jako dodatkowy ładunek dużych rakiet. To drogie rozwišzanie, które często wišże się w dodatku z koniecznoœciš długiego oczekiwania. A niewielkich urzšdzeń kršży nad Ziemiš coraz więcej. – Wiele prywatnych firm buduje dziœ małe satelity, które spełniajš te same funkcje, co dawniej dwutonowe maszyny – mówi prof. Wolański i podaje przykład programu OneWeb, na który ma się składać przeszło 600 satelitów o wadze do 200 kg. Program ma zapewnić globalny dostęp do szerokopasmowego internetu, a umożliwiajšce to urzšdzenia ktoœ będzie musiał wystrzelić. Takie projekty kreujš powiększajšcy się, globalny popyt na mniejsze i tańsze rakiety.

Ich produkcja to jednak twardy orzech do zgryzienia, a zdania o tym, czy warto się niš zajmować, sš podzielone. – Rynek wprawdzie jest, ale bardzo nasycony, bo wiele firm na œwiecie pracuje już nad małymi systemami wynoszenia – uważa Marcin Dobrowolski, współzałożyciel firmy Astronika specjalizujšcej się w mechanizmach kosmicznych. Kolejnym problemem jest fakt, że wyrzutni i tak nie można umieœcić w Polsce z przyczyn geograficznych. – Rakiety najbardziej opłaca się strzelać z okolic biegunów i równika. A najbezpieczniej znad oceanu. Inaczej ich zużyte stopnie mogłyby spaœć na zamieszkane tereny – wyjaœnia prof. Wolański.

Niebezpieczeństwo pokazuje wpadka gdyńskiej firmy SpaceForest, która zajmuje się pracami badawczo–rozwojowymi dla ESA i Komisji Europejskiej. Zeszłej jesieni jej dwumetrowa, eksperymentalna rakieta spadła na prywatnš posesję. Wystraszeni pikaniem urzšdzenia mieszkańcy zawiadomili policję, ta ewakuowała rodzinę i zamknęła biegnšcš w pobliżu linię kolejowš. Przyjechało pogotowie i antyterroryœci, rakietę wzięli na warsztat pirotechnicy, a szefowie firmy trafili na noc do aresztu.

– Narobiliœmy trochę bigosu, ale błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi – mówi dziœ Robert Magiera, prezes firmy. Poza zeszłorocznš historiš Space Forest odnotowuje sukcesy. Właœnie testuje rozwišzania bezprzewodowe, które majš zmniejszyć ciężar rakiet budowanych w przyszłoœci. Twórcy firmy sš zdeterminowani, żeby kontynować prace, a Magiera jest przekonany, że Polacy powinni rozwijać technologie z tej dziedziny.

– Na budowę małej rakiety noœnej trzeba spojrzeć w szerszym kontekœcie – proponuje. – Być może ciężko będzie nam konkurować z Amerykanami ze SpaceX, ale jeœli budowa rakiety znajdzie się w polskim programie kosmicznym i pochłonie choćby kilkaset milionów złotych, to powstanš kompetencje, które pozwolš zbudować własnš tarczę antyrakietowš, zamiast kupować jš za kilka miliardów – uważa.

Szybsze zyski mogš przynieœć rozwišzania opracowywane przez takie firmy jak warszawska spółka SKA Polska. Zajmuje się ona technologiami medycznymi, projektowaniem czujników i aparatury kotrolno–pomiarowej. Pracuje też nad siatkš do wyłapywania kosmicznych œmieci i jest brana pod uwagę przy przygotowywaniu misji e.Deorbit, zaplanowanej na 2021 r, której celem będzie œcišgnięcie z orbity zepsutego satelity. Alternatywnš wersję – mechaniczny manipulator – buduje CBK PAN. I jedni, i drudzy dostali na to pienišdze z ESA, która będzie realizować misję e.Deorbit.

Sektor kosmiczny to jednak nie tylko firmy, które chcš wysyłać coœ w przestrzeń. Kosmiczne technologie znajdujš zastosowanie na Ziemi – chodzi głównie o zobrazowania satelitarne, telekomunikację i geolokalizację. Ale też np. o zrobotyzowane systemy jezdne czy rozrywkę. WeŸmy choćby bijšcš rekordy popularnoœci grę „Pokemon Go” – wykorzystuje ona przecież satelitarny system GPS. Warszawskie przedsiębiorstwo Geosystems zatrudnia 20 osób i twardo stšpa po Ziemi. Zwłaszcza, że przygotowuje jej mapy. – Współpracujemy z dostawcami zobrazowań satelitarnych do produkcji różnego rodzaju map cyfrowych. Jesteœmy np. zaangażowani w proces przygotowywania map nawigacyjnych Polski dla systemu AutoMapa – wyjaœnia Rafał Dšbrowski z Geosystems. Poznańska firma iTTi skupia się z kolei na rozwišzaniach informatycznych dla kosmicznych konstruktorów, naukowców i hobbystów – np. chcšcych obserwować asteroidy i komety. Zrealizowała już kilka zleceń dla ESA.

Miesišc temu Creotech Instruments wraz z firmami CloudFerro i Brockman Consult otworzył centrum przetwarzania danych satelitarnych. Chce sprzedawać innym firmom opracowane dane, które mogš się przydać do monitorowania stanu wód i przewidywania powodzi, ruchu statków czy ruchów ziemi na Œlšsku.

W Astronice tworzšcej mechanizmy i instrumenty kosmiczne pracujš inżynierowie, którzy budowali czujniki do sond międzyplanetarnych i satelitów BRITE. – Sam robiłem wyrzutnik do Heweliusza i osobiœcie montowałem go na chińskim kosmodromie – opowiada Marcin Dobrowolski. Przyznaje jednak, że sama Astronika nie przetestowała swoich urzšdzeń w kosmosie. – To duży problem dla całej branży w kraju. Jest młoda i nie dorobiła się jeszcze wypróbowanych produktów – mówi.

Dotšd polscy konstruktorzy budowali głównie niepowtarzalne instrumenty do sond naukowych, nieprzeznaczone do komercyjnego użytku. Seryjna produkcja to całkiem inna para kaloszy. Tutaj wielkie znaczenie majš państwowe zamówienia. – Ktoœ musi jako pierwszy zdecydować się zastosować nasze urzšdzenia w swoim satelicie. Jeœli nie pokażemy, że nasz sprzęt sprawdził się w praktyce, marne szanse, że ktoœ coœ od nas zamówi – mówi Dobrowolski. Ale bycie żółtodziobem to także plusy. – Ponieważ ten przemysł jest u nas młody, to nie startujemy we wszystkich technologiach, wchodzimy tylko w te najnowsze – twierdzi. Wymienia np. wykorzystywanie do budowy urzšdzeń paneli kompozytowych i produkcję zaawansowanych kamer obserwacyjnych. – W tym mamy tę przewagę – dodaje. Jego zdaniem ze œwiatowymi gigantami powinniœmy konkurować przede wszystkim innowacyjnoœciš, przy utrzymaniu konkurencyjnej jakoœci i ceny.

Polskie uczelnie już otwierajš dodatkowe kierunki studiów z myœlš o kosmosie. – Trzeba jednak uważać, kogo kształcimy – mówi Grzegorz Brona. – Można wykształcić tysišce osób, których póŸniej nie będzie miał kto zatrudnić albo ucieknš tam, gdzie im lepiej zapłacš – uważa.

Innego zdana jest Marcin Dobrowolski. – Jak 20 lat temu wyglšdała branża informatyczna? Dzięki temu, że polskie uczelnie masowo zaczęły kształcić speców od IT, dzisiaj jest rozwinięta. Jeœli sektor kosmiczny będzie się rozwijał tak szybko jak teraz, to będziemy potrzebować wielu specjalistów. Największe może być zapotrzebowanie na inżynierów, zwłaszcza elektroników, mechaników i informatyków. Potrzebni będš też specjaliœci od geodezji i geoinformacji oraz menedżerowie.

Zapotrzebowanie na nowe kadry będzie u nas rosło, bo – porównujšc z innymi państwami – polski przemysł kosmiczny to jeszcze maleństwo. W œcisłym sensie (czyli uwzględniajšc tylko specjalistów pracujšcych ekskluzywnie przy projektach kosmicznych) zatrudnia ok. 300 osób. Ta sama branża w Hiszpanii zatrudnia ich ok. 4 tys., a w Wielkiej Brytanii – 40 tys.

Coraz lepiej widoczna moda na kosmos powoduje, że do branży starajš się wejœć całkiem nowi przedsiębiorcy. Ten pęd na orbitę dobrze ilustruje przypadek wrocławskiej firmy SatRevolution, założonej w czerwcu tego roku. Szefowie przedsiębiorstwa wierzš, że sektor kosmiczny czeka szybki rozwój. Ogłosili, że w przyszłym roku zaprezentujš swojego („pierwszego w Polsce”) komercyjnego nanosatelitę „Œwiatowid”, a już za kilkanaœcie miesięcy wyœlš na orbitę aż trzy urzšdzenia. Fundusze na działanie chcieliby uzyskać od prywatnych inwestorów i z NCBiR, chociaż twierdzš, że prototyp już jest gotowy. Ogłosili też, że podpisali kontrakt z amerykańskš firmš Interorbital Systems, która ma wynieœć urzšdzenia na orbitę.

Brzmi, nomen omen, kosmicznie. Gdy jednak wejœć w szczegóły, okazuje się że Interorbital Systems za 8 tys. dol. oferuje zestawy do… samodzielnego montowania nanosatelitów i prowadzi przedsprzedaż miejsc w rakiecie, która… jeszcze nie weszła do użytku.

Biznesowe zapowiedzi SatRevolution budzš więc poważne wštpliwoœci ekspertów z branży. I to nie tylko dlatego, że jej szefowie sš zupełnie nieznani w tym œrodowisku (zajmowali się wczeœniej produkcjš gier mobilnych). Pojedyncze nanosatelity sš zbyt małe, żeby dostarczyć komercyjnie użytecznych danych, firma nie ma żadnego doœwiadczenia, a budowa satelity typu cubesat to koszt co najmniej 500 tys. zł.

Na pytanie o kwalifikacje szef firmy, Grzegorz Zwoliński, odpowiada za poœrednictwem wynajętej agencji PR. Przyznaje w e–mailu, że w Polsce trudno jest pozyskać specjalistów z tej dziedziny. „Osoby, które zatrudniamy, posiadajš doœwiadczenie w różnych gałęziach przemysłu i aktualnie poszerzajš swojš wiedzę o wybrane zagadnienia, np. warunki, jakie panujš na niskiej orbicie okołoziemskiej” – dodaje. Pracownik jednej z firm sektora, chcšcy zachować anonimowoœć, radzi więc, by podchodzić ostrożnie do zapowiedzi wrocławskiej spółki. – Traktowałbym to wszystko raczej jako zabawę. Niewykluczone, że ten krok ma służyć zdobyciu pierwszych szlifów, ale lepiej za dwa lata sprawdzić, co wyszło z tych œmiałych planów – mówi.

Do końca roku majš się zakończyć prace nad Polskš Strategiš Kosmicznš. Jej główne założenia ogłoszono we wrzeœniu. Dokument wyznaczy kierunki rozwoju branży do 2030 r. W planach jest stopniowe zwiększenie składki do ESA z obecnych niecałych 30 mln euro do ok. 50 mln euro rocznie. Wœród celów sš także: wzrost konkurencyjnoœci sektora kosmicznego, zwiększenie jego udziału w europejskim rynku z niespełna 1 proc. do 3 proc. i budowa kadr.

Paweł Wojtkiewicz, prezes Zwišzku Przedsiębiorców Sektora Kosmicznego, jest zadowolony z tych planów. – Założenia sš realne, ale bardzo ambitne. Cieszymy się, że przygotowano je w duchu naszych rekomendacji. Dzięki znajomoœci strategicznych celów firmy będš wiedziały, gdzie lokować kapitał – mówi. Drugi obok kontraktów ESA filar finansowy branży – narodowy program kosmiczny – przygotowuje POLSA. Jego założenia majš być gotowe na poczštku przyszłego roku, a cały dokument – w jego drugiej połowie. Najbliższe miesišce rozjaœniš więc wiele wštpliwoœci, choćby takš, które ministerstwo będzie kontrolowało pienišdze przeznaczone na krajowy program i czy będzie on stricte wojskowy czy raczej cywilno–wojskowy.

Mariaż nauki z biznesem ma się przysłużyć gospodarce. Szacuje się, że każda złotówka zainwestowana w kosmos zwraca się póŸniej siedmiokrotnie. Globalne obroty tego sektora w ub. roku wyniosły 323 mld dol., a w Europie nakłady rzšdowe rosnš w tempie kilku procent rocznie. Silny przemysł kosmiczny to jedna z branż, które mogš pomóc zmienić model polskiej gospodarki. – To, że zrewolucjonizujemy całš gospodarkę, to pobożne życzenie – zastrzega Grzegorz Brona. – Możemy jednak zatrudnić kilka tysięcy osób, wprowadzić wyższe stawki dla pracowników, zbudować wiedzę i nowy typ podejœcia do innowacji – mówi. Jak podkreœla, opracowywana strategia to jeszcze nie konkret. – Budowa satelitów, systemów wynoszenia, robotyka kosmiczna to super slogany, ale muszš za tym stać konkretne pienišdze wyłożone przez państwo – przekonuje. I może jeszcze trochę wiary, że się uda – wbrew popularnej w sieci serii memów i komiksów, zgodnie z którymi „Poland cannot into space” (patrz następna strona). Łukasz Wilczyński, szef krakowskiej Europejskiej Fundacji Kosmicznej promujšcej eksplorację kosmosu (i właœciciel agencji Planet PR) zwraca uwagę, że nagłaœnianie polskiego zaangażowania w kosmosie jest istotne – bo przekonanie, że w ogóle możemy tam cokolwiek zdziałać nie jest jeszcze wystarczajšco zakorzenione. Dotyczy to zresztš nie tylko naszego kraju.

– Europa uruchamia właœnie swój system geolokalizacji Galileo, dokładniejszy i konkurencyjny wobec amerykańskiego GPS. Jesieniš wychodzi pierwszy model telefonu z pełnš obsługš tego systemu. Wkrótce ruszy fala nowych zastosowań. Tymczasem cišgle mało kto o nim słyszał – mówi Wilczyński. Jego zdaniem, chcšc póŸniej liczyć zyski, trzeba już dziœ robić trochę szumu. Ludzie, zwłaszcza młodzi, powinni wiedzieć, że branża kosmiczna zmienia œwiat, a ci najbardziej obiecujšcy – na co dzień z niš obcować. – NASA, kierujšc przekaz do pokolenia Y, miała kilka strzałów w postaci akcji czy product placementu w grach flashowych – mówi. – U nas potrzebna jest szeroko zakrojona kampania informacyjna, która pokaże obywatelom i decydentom, co tak naprawdę dała i daje wcišż ta dziedzina – mówi Wilczyński. – Bo wiele osób neguje potrzebę lotów na Marsa, za to co jakiœ czas domagajš się dokładniejszych map w telefonie. A to właœnie sektor kosmiczny dostarcza nam te wszystkie elementy codziennego życia.

Habitat M.A.R.S. pod Tarnowem składa się z kopuły centralnej, w której znajdzie się przestrzeń wspólna i centrum komunikacyjne, oraz szeœciu kontenerowych modułów przeznaczonych do pracy i wypoczynku. Ma być w pełni gotowy latem przyszłego roku. Inwestycja powinna się zamknšć w kwocie 0,5–1 mln zł.

– Baza nie będzie wyglšdała jak ze „Star Treka”. Porzšdny mikroskop, dobry sprzęt i publikacje naukowe sš dla nas ważniejsze, niż ludzie skaczšcy wokół w strojach astronautów – mówi dr Agata Kołodziejczyk. Zarzšdzajšca habitatem spółka Space Garden (Kołodziejczyk jest członkiem zarzšdu) zapowiada, że będzie go odpłatnie udostępniać do prowadzenia misji testowych, zarówno marsjańskich jak i księżycowych, grupom naukowym i firmom z całego œwiata. – Chcemy nawišzać œcisłš współpracę z agencjami kosmicznymi. Będziemy się specjalizować w testach urzšdzeń telemedycznych, telerobotycznych, tworzeniu systemu podtrzymywania życia, który mógłby działać w pozaziemskich bazach – mówi Kołodziejczyk. – Własnš misję chcemy organizować raz na dwa lata, pozostałe to wynajem pod przedsięwzięcia międzynarodowe – dodaje.

Dr Jakub Mielczarek, prezes Space Garden, pytany o orientacyjny koszt jednego zlecenia w zakresie testowania technologii, mówi o „kilkudziesięciu tysišcach złotych”. Spółka będzie też prowadziła własne badania i komercyjnie oferowała ich prowadzenie oraz organizowała warsztaty edukacyjne i szkolenia, na przykład z druku 3D i biodruku. – Kładziemy szczególny nacisk na kwestię zapewnienia odpowiednich warunków podtrzymania życia w kosmosie. Naszš aktywnoœć kierujemy w stronę biotechnologii i medycyny kosmicznej oraz technologii habitatów kosmicznych – wyjaœnia Mielczarek.

Bo długoterminowy cel to wzięcie udziału w wyœcigu na Czerwonš Planetę, w który od niedawna angażujš się globalni przedsiębiorcy, tacy jak Elon Musk, właœciciel firmy SpaceX. – Samo przetransportowanie ludzi na Marsa nie wystarczy. Przyszłym kolonizatorom trzeba stworzyć odpowiednie warunki do życia i rozwoju w nowym, nieprzyjaznym œrodowisku. Chcemy aktywnie uczestniczyć w realizacji tego bezprecedensowego celu – dodaje szef Space Garden. Ale po drodze jego firma ma jeszcze inne plany. – Do 2020 r. zamierzamy rozpoczšć prowadzenie działań na niskiej orbicie okołoziemskiej – mówi Mielczarek. Chodzi o wyniesienie własnej platformy stratosferycznej i nanosatelity. Szczegółów nie ujawnia.

Reszta branży przyglšda się firmie z ciekawoœciš. Marcin Dobrowolski z Astroniki sšdzi, że takie głoœne akcje lepiej usytuujš Polskę na kosmicznej mapie œwiata. Dotšd udało się to tylko organizowanym pod Rzeszowem zawodom European Rover Challenge. Biorš w nich udział studenci budujšcy robotyczne łaziki. – Im więcej młodzieży wcišgniemy dzięki temu w innowacyjne technologie, tym lepiej dla przyszłych pokoleń – kwituje Dobrowolski. Społecznoœć zwišzana z podtarnowskim habitatem ma jeszcze jeden cel – choć już wiadomo, że w państwowej strategii kosmicznej nie będzie o nim ani słowa. – Chcemy mieć kolejnego Polaka w kosmosie – mówi Agata Kołodziejczyk. – Zrobimy wszystko, żeby pokazać, że mamy zaplecze i wyszkolonych ludzi – dodaje. Nie zraża jej fakt, że Polska nie jest na razie zainteresowana udziałem w drogim europejskim programie załogowym. – Chris Hadfield marzył żeby zostać astronautš w czasach, kiedy jego rodzinna Kanada nie miała jeszcze takiego programu – przekonuje.

Wœród astronautów ESA sš dziœ m.in. Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy, Włosi, Holendrzy i Hiszpanie – rzšdy wszystkich tych państw kiedyœ zdecydowały, że będš się o to starać. Jedyny jak dotšd polski obywatel w kosmosie – gen. Mirosław Hermaszewski – niedawno skończył 75 lat. – Nasze działania sš oddolnš inicjatywš majšcš na celu zwiększenie szans na dołšczenie Polski do programu załogowego ESA – potwierdza dr Mielczarek. – Liczymy na to, że szkolenia astronautów w ramach symulowanych misji zwiększš œwiadomoœć dużego znaczenia programów załogowych, co przełoży się póŸniej na decyzje polityczne.

Agata Kołodziejczyk nie ma wštpliwoœci, że „musimy orientować kulturę rozwoju na kosmos”. – Razem z nowš generacjš specjalistów możemy zrobić wielkie rzeczy – uœmiecha się. – Skubańcy sš zdolni.

Bloomberg Businessweek Polska

ródło: Bloomberg

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL