Bezpieczeństwo

Procedura opuszczenia mieszkania przez stosującego przemoc domową zbyt długa

123RF
Co rok ponad tysiącu sprawcom przemocy domowej sąd nakazuje opuścić mieszkanie. Ofiary czekają na to długo.

Choć nakaz opuszczenia mieszkania przez stosującego przemoc domową miał doprowadzić do szybkiego izolowania sprawców, postępowanie trwa średnio pół roku.

– Instytucja cywilnego nakazu opuszczenia lokalu miała z założenia zapewnić szybką – choć nie natychmiastową – ochronę ofierze przemocy w rodzinie. W praktyce jednak szybkie zakończenie postępowania sądowego jest trudne do osiągnięcia, zwłaszcza gdy strony korzystają z przysługujących im uprawnień procesowych. To powoduje, że odpowiednie organy wciąż nie są w stanie zapewnić ofierze bezpieczeństwa i ochrony przed sprawcą przemocy domowej – komentuje Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich ds. równego traktowania.

Wbrew celowi ustawy

Zgodnie z art. 11a ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie osoba nią dotknięta może żądać, aby sąd zobowiązał sprawcę-członka rodziny do opuszczenia mieszkania. Sąd rozpoznaje sprawę na podstawie przepisów o postępowaniu nieprocesowym. Postanowienie sądu zapada po przeprowadzeniu rozprawy, która powinna odbyć się w terminie miesiąca od dnia wpływu wniosku. To, że różnie z tym bywa, obrazuje sprawa, którą zajmowano się w Biurze RPO. Kobieta czekała na rozprawę dziewięć miesięcy. Jej termin nie został wyznaczony poza kolejnością. Nie wiadomo, jak długo inne ofiary przemocy czekają na rozprawę, bo Ministerstwo Sprawiedliwości nie zbiera takich danych. Wiadomo natomiast, że średnio całe postępowanie trwa ponad pół roku.

– To wbrew rozsądkowi i intencjom prawodawcy. Z tego, co wiem, przepis został wprowadzony po to, by zapewniać doraźnie bezpieczeństwo pokrzywdzonym – mówi Krzysztof Sarzała z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje).

– Takie postępowanie to nie eksmisja. Ma charakter zabezpieczający. Sędzia nie przesądza też o winie domniemanego sprawcy – tłumaczy Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia". I dodaje, że to postępowanie dla pokrzywdzonych, które nie decydują się na ścieżkę karną, bo to dłuższa i bardziej skomplikowana procedura, w której trzeba udowodnić winę sprawcy. A to trudne, także pod względem emocjonalnym. Matki nie zawsze też są zainteresowane tym, żeby ojcowie ich dzieci trafili do więzienia lub orzeczono wobec nich karę w zawieszeniu. Stracą oni bowiem wówczas pracę i nie będą płacić alimentów.

Oszukane

– Martwi niestety liczba spraw, w których postanowienie o nakazie opuszczenia mieszkania nie zapada. Wprawdzie wnioski czasem są źle przygotowane, ale nie każdy ma do tego odpowiednią wiedzę i środki. Zbyt często sędziowie idą na skróty i nie wyjaśniają dostatecznie sprawy – zauważa Renata Durda.

W efekcie jedynie 43 proc. z nich zostaje załatwionych po myśli wnioskujących.

– W takiej sytuacji pokrzywdzone czują się oszukane – mówi Renata Durda.

Ale eksperci winy upatrują nie w przepisach, ale w ludziach.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL