Banki

Subir Mehra: Kraków to doskonały wybór

Rzeczpospolita
Planujemy nadal rozwijać nasze zaplecze usługowe w Polsce. Pod uwagę bierzemy różne lokalizacje – mówi Grzegorzowi Siemionczykowi dyrektor zarządzający globalną siecią centrów usług banku HSBC Subir Mehra.

Rz: Minęło kilka lat, od kiedy bank HSBC otworzył w Krakowie swoje centrum usług. Z perspektywy czasu wybór lokalizacji tej inwestycji uważa pan za trafiony?

Bez dwóch zdań. To była doskonała decyzja. Gdyby tak nie było, nie zwiększalibyśmy zatrudnienia. Zaczynaliśmy z niespełna 300 pracownikami, dziś mamy ich ok. 2200, a ta liczba ciągle rośnie. Nasze doświadczenia związane z Krakowem są bardzo pozytywne.

HSBC ma podobne centra usługowe w siedmiu krajach. Czy któreś z nich zostało otwarte po krakowskim?

Zgadza się, poza Polską mamy centra usługowe w pięciu krajach azjatyckich – dwa Chinach, sześć w Indiach, po jednym w Malezji oraz na Filipinach i Sri Lance – a także w Egipcie. To krakowskie jest najmłodsze.

Jakie czynniki biorą państwo pod uwagę, wybierając lokalizacje dla takiej inwestycji?

Tych czynników jest wiele, wymienię tylko kilka. Po pierwsze, istotna jest jakość dostępnych kadr. Wiele osób, które zatrudniamy w centrach usługowych, to świeżo upieczeni absolwenci uczelni wyższych. Musimy więc mieć dostęp do puli takich pracowników i dlatego wybieramy miasta uniwersyteckie. Po drugie, ważne jest, żeby na lokalnym rynku pracy powszechne były pewne potrzebne nam kwalifikacje. Chodzi np. o znajomość języków obcych czy metod zarządzania „Sześć Sigma" (ang. „Six Sigma"). W tym kontekście dobrze jest, jeśli daną lokalizacją interesują się też inne firmy o podobnym profilu działalności. Kilku inwestorów może skuteczniej zachęcać uczelnie, żeby dostosowały odpowiednio ofertę edukacyjną do potrzeb branży.

Rozumiem, że potencjalne lokalizacje zapleczy usługowych spełniają te kryteria w różnym zakresie. Jakie są najmocniejsze strony Krakowa z perspektywy branży finansowej?

Kraków to prężny ośrodek uniwersytecki, zapewniający stały napływ absolwentów na lokalny rynek pracy. Oferuje też powierzchnie biurowe wysokiej jakości i dysponuje rozwiniętą infrastrukturą, w tym sprawną komunikacją miejską. Tymczasem np. w Bangalore w Indiach musimy inwestować we własny system transportowy, żeby przewieźć pracowników z domów do biura. Ponadto Kraków jest atrakcyjny dla pracowników z zagranicy. To dla nas ważne, bo staramy się umożliwić naszym pracownikom zdobywanie doświadczeń zawodowych w różnych krajach, i dlatego we wszystkich centrach usługowych zatrudniamy obcokrajowców. Staramy się w ten sposób zapewnić pomost między centrum usług a krajami, dla których świadczy ono usługi. Zaletą Krakowa jest też położenie: z tego miejsca możemy obsługiwać całą Europę. Lokalizacje w Azji tego nie zapewnią.

A największe słabości?

Jak już mówiłem, jednym z atutów Krakowa są kompetencje językowe pracowników. Niemniej im więcej nowych centrów usług tworzą w tym mieście inne firmy, tym trudniej o pracowników z odpowiednią znajomością języków obcych, szczególnie innych niż angielski i niemiecki. Dobrze by było, gdyby Kraków położył większy nacisk na naukę mniej popularnych języków. Np. na lokalnym rynku jest niedobór osób mówiących w języku francuskim. Niemal zupełnie nie ma osób hiszpańskojęzycznych, co powstrzymuje nas od przeniesienia do Krakowa usług świadczonych na potrzeby HSBC w takich krajach, jak Hiszpania czy Argentyna. Dobrze by też było, gdyby władze starały się przyciągać więcej innowacyjnych firm, dzięki czemu spektrum dostępnych stanowisk byłoby bardziej różnorodne, począwszy od tych związanych z zarządzaniem procesami operacyjnymi, skończywszy na stanowiskach związanych z przeprowadzaniem złożonych analiz oraz tworzeniem rozwiązań high-tech. Umożliwiłoby to przyciągnięcie do naszego sektora jeszcze większej puli utalentowanych pracowników.

Poszukując miejsca na umiejscowienie zaplecza usługowego, najpierw wybierają państwo kraj, a potem konkretne miasto, czy od razu porównują państwo miasta, które wydają się atrakcyjne?

Najpierw wybieramy kraj. Jako duży bank, obecny w wielu krajach, mamy pewne rozeznanie, co poszczególne z nich oferują. Nasze centra usług chcemy lokować tam, gdzie prowadzimy też typową działalność bankową. Np. w Polsce działamy od ponad 25 lat, mamy tu klientów, rozumiemy otoczenie regulacyjne. Dopiero po wyborze kraju oceniamy miasta.

Jakie mają państwo plany odnośnie do rozwoju w Polsce? Myślicie o kolejnym centrum, poza Krakowem?

Krakowskie centrum rozwijamy systematycznie i będziemy to robić nadal. Tylko w 2016 r. zatrudniliśmy kilkaset osób. Wszystko wskazuje na to, że w 2017 r. będzie podobnie. Planujemy też zapewnić nową powierzchnię biurową dla pracowników naszego polskiego centrum. Jak zwykle w przypadku tego typu planów, bierzemy pod uwagę różne lokalizacje.

Władze w Polsce, zarówno centralne jak i lokalne, cieszą się z rozwoju sektora usług dla biznesu (tzw. BPO/SSC) i lubią podkreślać, że się do tego przyczyniają. Wydaje się jednak, że w rzeczywistości jest to fenomen regionalny. W Czechach stosunek zatrudnienia w tym sektorze do całej populacji jest nawet nieco większy niż w Polsce. Czy to znaczy, że Czechy są bardziej atrakcyjne dla firm prowadzących taką działalność?

To zależy dla kogo. Jeśli spółka matka ma rozwiniętą działalność w Czechach, może chcieć tam umiejscowić także swoje zaplecze usługowe. Co więcej, dla nas ważne jest, żeby każdy pracownik miał dobrą znajomość języka angielskiego, bo jest to podstawa. Natomiast firma, dla której ważna jest znajomość innych języków niż angielski, np. francuskiego, lepiej odnalazłaby się zapewne w innym mieście niż Kraków.

A dostrzega pan jakieś działania polskiego rządu, które rzeczywiście stanowią zachętę do umieszczania u nas zapleczy usługowych?

W Krakowie działamy w ramach Specjalnej Strefy Ekonomicznej, co ma zalety z perspektywy podatkowej. Mogę sobie jednak wyobrazić bodziec, który mógłby przyczynić się do jeszcze szybszego rozwoju sektora usług dla biznesu. Gdy zatrudniamy absolwenta uczelni, z reguły musimy go szkolić jeszcze przez kilka miesięcy, a nawet rok, żeby stał się w pełni produktywny. Pomocne byłoby wsparcie ze strony władz w zakresie finansowania szkolenia nowych pracowników pod kątem objęcia konkretnych stanowisk.

Powiedział pan, że w Krakowie jest za mało firm innowacyjnych. To jest jednak problem ogólnopolski. Czy mamy potencjał, by przyciągać więcej ośrodków badawczych i projektowych firm?

Sądzę, że tak. W Polsce nie brakuje wykwalifikowanych technicznie kadr. Wiem to z pierwszej ręki, bo sami zatrudniamy wielu informatyków i inżynierów. Prowadzimy nie tylko działalność operacyjną, ale też np. programistyczną. Nie widzę więc przeszkód, żeby w Polsce chciały inwestować innowacyjne firmy. Dla porównania, w niektórych krajach regionu Azji Pacyficznej pracowników o odpowiednich kompetencjach technicznych jest zbyt mało, żeby przyciągnąć tam takie firmy, jak: Facebook, Google czy inne z tego sektora, nawet gdyby tamtejszym rządom bardzo na tym zależało.

Kiedy w czerwcowym referendum Brytyjczycy opowiedzieli się za Brexitem, powszechnie oczekiwano, że to doprowadzi do exodusu instytucji finansowych z City. Sądzi pan, że niektóre mogłyby przenieść do Polski podstawową działalność, a nie tylko zaplecza usługowe?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Podkreślę jedynie, że rozwój HSBC w Polsce nie ma żadnego związku z Brexitem. Dla nas to jest po prostu atrakcyjna lokalizacja z bardzo dobrą infrastrukturą, bazą uniwersytecką i pracownikami o wyjątkowych kwalifikacjach.

CV

Subir Mehra od 2014 r. jest dyrektorem banku HSBC ds. centrów usług. W tej brytyjskiej instytucji pracuje na różnych stanowiskach od 1999 r. Wcześniej związany był z firmą konsultingową Ernst & Young (dziś EY). Ukończył finanse na Uniwersytecie Pensylwanii oraz studia MBA na Uniwersytecie Northwestern.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL