Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Analizy

Szułdrzyński: Mosbacher szansš na nowe otwarcie z USA

Dotychczasowy ambasador USA Paul W. Jones, który rozpoczšł swš misję jesieniš 2015 r., jest zawodowym dyplomatš.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Oficjalna informacja o zmianie ambasadora USA w Polsce przyszła w momencie istotnych komplikacji między Warszawš a Waszyngtonem.

Przedstawicielem Stanów Zjednoczonych w Polsce będzie Georgette Mosbacher. 71-letnia przyszła ambasador jest działaczkš republikańskš, a zarazem wziętš bizneswoman. Jeden z jej mężów był ministrem w gabinecie George'a Busha juniora, ona sama zaœ robiła karierę w przemyœle kosmetycznym. Dla republikanów zasłużyła się, zbierajšc pienišdze. Zasiada w Radzie Doradczej Dyplomacji Publicznej USA (z nominacji poprzedniego prezydenta Baracka Obamy) oraz radzie prestiżowego think tanku Atlantic Council. Dotychczasowy ambasador USA Paul W. Jones, który rozpoczšł swš misję jesieniš 2015 r., jest zawodowym dyplomatš.

Co może oznaczać ta zmiana? Z jednej strony Mosbacher nie ma doœwiadczenia w dyplomacji i dopiero w Polsce będzie się uczyć tego fachu, co może na poczštku utrudnić wzajemne relacje. Ale z drugiej uchodzi za zaufanš osobę Donalda Trumpa, co może polepszyć komunikację z Białym Domem. Wysyłanie przedsiębiorców do ważnych krajów to częsta praktyka obecnej administracji – milionerów zwišzanych z republikanami, ale bez doœwiadczenia w dyplomacji, Trump wysłał np. do Londynu czy Paryża.

Dlatego też Mosbacher może być szansš na nowe otwarcie. Tym bardziej, że ostatnio relacje dwustronne nie układały się najlepiej. Polska postawiła w bardzo kłopotliwej sytuacji szefa Departamentu Stanu Rexa Tillersona, który był w Polsce kilkanaœcie dni temu. Odbył spotkania z najważniejszymi ludŸmi w Polsce kilkanaœcie godzin przed wybuchem sporu o nowelizację ustawy o IPN. Tyle tylko, że jego rozmówcy sami nie zdawali sobie sprawy z tego, co chwilę wczeœniej uchwalił Sejm. Tillerson, wyjeżdżajšc z Polski œwiecił więc oczami, robišc wrażenie, że sprawa była mu znana.

Amerykanie uważajš jednak, że Polska oszukała ich w sprawie prac nad tš feralnš ustawš. Nasi dyplomaci zapewniali, że będzie czas na dyskusję w Senacie i pracę nad poprawkami. Ale kierownictwo PiS podjęło decyzję o przyspieszeniu prac w izbie wyższej. W efekcie Amerykanie uznali, że nasi dyplomaci wpuœcili ich w maliny.

Po Warszawie kršży plotka, że Amerykanie dzwonili do Andrzeja Dudy przed podpisaniem ustawy, lecz nikt nie odebrał telefonu. Wyglšdało to trochę inaczej. Telefon odebrano, ale w myœl protokołu prezydent może rozmawiać z kimœ równym sobie (prezydentem lub wiceprezydentem). Polacy proponowali więc rozmowę na szczeblu rzšdowym lub ministerialnym, na co nie zgodził się Waszyngton. Do rozmowy nie doszło. A gdy Duda pojechał na inaugurację igrzysk do Korei Południowej, nie udało się zorganizować dłuższego spotkania z Mikiem Pence'em, amerykańskim wiceprezydentem. Dlatego sprawa ustawy o IPN wcišż budzi za oceanem spore emocje.

Dla Waszyngtonu sojusz z Polskš jest ważny. Do tego jednak obie strony muszš traktować się poważnie. Amerykanie mieli ostatnio powody, by uznać, że ich do końca poważnie nie traktujemy. Być może nowe otwarcie zapoczštkowane przyjazdem Mosbacher do Warszawy stanie się szansš na odbudowę zaufania.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL