Analizy

Jędrzej Bielecki: Marksiści przejmują Katalonię

AFP
Kataloński ruch niepodległości stał się zakładnikiem anarchistów i marksistów.

Radykalna Candidatura d’Unitat Popular (CUP) wystąpiła w piątek na piśmie do przewodniczącego rządu regionalnego w Barcelonie (Generalitat) Carlesa Puigdemonta, aby proklamował powstanie nowego kraju. To stawia katalońskiego „premiera” w trudniej sytuacji bo bez głosów posłów CUP jego ekipa traci większość w parlamencie.

Ale także w samym rządzie Puigdemont rysuje się coraz głębszy podział. Koalicyjna Esquerra Republicana (ERC), partia również skrajnie lewicowa choć już nie anarchistyczna, naciska na twarda odpowiedź na ultimatum Madrytu. „Premier” ma czas do poniedziałku, aby odpowiedzieć, czy w miniony wtorek rzeczywiście ogłosił powstanie nowego kraju, czy też tego nie zrobił.

W wyborach 2015 r. katalońscy nacjonaliści zdołali utworzyć rząd bo postanowili przejść do porządku dziennego nad głębokimi przecież różnicami między dwoma skrzydłami ich ruchu. Z jednej wielką burżuazją Barcelony, która jeszcze do niedawna wcale nie była przekonana do idei budowy własnego państwa. A z drugiej skrajnej lewicy, której tradycje niepodległościowe sięgają blisko 100 lat.

Teraz kiedy spór z władzami Hiszpanii staje na ostrzu, te różnice znów wyszły na światło dzienne. Trwająca od kilkunastu dni masowa ucieczka katalońskiego biznesu, największych banków i przedsiębiorstw, nie może nie uderzać w interesy zamożnego katalońskiego mieszczaństwa. Właśnie dlatego Artur Mas, poprzednik Puigdemonta i jego mentor, w wywiadzie dla „Financial Times”, przyznał, że „Katalonia nie jest dziś gotowa na niepodległość”. Liderzy CUP i ERC, przeciwnie, sądzą, że obecny kryzys w stosunkach z Madrytem może tylko przyspieszyć „socjalistyczną rewolucję”, która ma nastąpić zaraz po wybiciu się na niepodległość nowego kraju.

To wszystko stawia Puigdemonta w bardzo trudniej sytuacji. Jeśli będzie próbował szukać kompromisu z rządem Mariano Rajoya, być może uda mu się wywalczyć dodatkowe kompetencje dla władz regionalnych w ramach zapowiadanej przez Madryt reformy konstytucji. Ale wówczas straci poparcie CUP i ERC, przegra nadchodzące wybory regionalne i przejdzie do historii jako ten, który zmarnował szansę na budowę przez Katalończyków własnego państwa.

Jeśli jednak pójdzie za wskazaniami skrajnej lewicy, stanie się kamikaze, który już w przyszłym tygodniu rozbije się o mur niechęci świata do projektu niepodległej Katalonii a przede wszystkim odmowy rządu Rajoya podjęcia jakichkolwiek rozmów w oparciu o projekt niezgodny z hiszpańskim prawem.

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL