Spór o aborcję: Ostatnia szansa Jarosława Kaczyńskiego

aktualizacja: 21.08.2017, 19:30
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Wiele wskazuje na to, że w 2018 r. z przepisów zniknie jedna z przesłanek do legalnej aborcji. PiS dostaje projekt ustawy popierany przez dużą część środowisk pro-life oraz biskupów.

REDAKCJA POLECA

Obywatelski projekt ustawy eliminujący z obecnych przepisów tzw. eugeniczną przesłankę do przerwania ciąży jest już w Sejmie. Pod koniec ubiegłego tygodnia wraz z zawiadomieniem o utworzeniu komitetu inicjatywy ustawodawczej #ZATRZYMAJ ABORCJĘ trafił do marszałka Marka Kuchcińskiego. Jeśli w ciągu dwóch tygodni nie zgłosi on zastrzeżeń, to stojąca za inicjatywą Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek będzie mogła rozpocząć zbiórkę podpisów. Na zebranie minimum 100 tys. będzie miała trzy miesiące. Jakiś czas zajmie ich weryfikacja, ale wszystko wskazuje na to, że w pierwszym kwartale 2018 r. Sejm kolejny raz (piąty w ostatnich latach) zajmie się obywatelskim projektem ustawy, którego celem jest większa ochrona życia nienarodzonych.

Rezultat głosowania łatwo przewidzieć. Ustawa, głównie głosami posłów PiS, Kukiz'15 i niezależnych, zostanie przyjęta. Gdy wejdzie w życie, ograniczy liczbę legalnych aborcji praktycznie do zera (w 2015 r., powołując się na przesłankę eugeniczną, dokonano w Polsce 1000 z 1044 zabiegów przerwania ciąży).

Ale takie zmiany w obecnie obowiązującej ustawie można było uzyskać już jesienią ubiegłego roku. Problemem okazali się nie posłowie, lecz obrońcy życia.

Wszyscy doskonale pamiętają, jak Sejm wyrzucił do kosza obywatelski projekt ustawy całkowicie zabraniający przerywania ciąży. Powodem tego był nie tylko opór ulicy, czyli tzw. czarne marsze, ale przede wszystkim kontrowersyjny zapis w ustawie, który zakładał kary nie tylko dla lekarza wykonującego aborcję, ale także dla kobiety. Ów zapis spowodował duży podział środowiska pro-life, sprzeciw dużej części biskupów (wielu nie zgodziło się na zbiórkę podpisów pod projektem ustawy przy kościołach w ich diecezjach) oraz niezadowolenie wśród polityków.

Inicjatorzy tamtego projektu (Fundacja Pro – prawo do życia i Instytut Ordo Iuris) nie ukrywali, że ich propozycja ma być testem dla PiS. Górę nad zdroworozsądkowym myśleniem wzięła wówczas logika testowania. Bo skoro Jarosław Kaczyński i jego koledzy w poprzedniej kadencji kreowali się na obrońców życia, to niech udowodnią, że faktycznie nimi są. A jeśli sami nie mają odwagi zabrać się do tego tematu, to z pomocą przychodzą obywatele.

W oczach wielu tamtego testu Kaczyński nie zdał, a Fundacja Pro przyznała mu nawet tytuł Heroda Roku. Posługiwano się wówczas argumentem, że można było projekt ustawy odesłać do komisji, a tam zrobić z nim właściwie wszystko. Ale wydaje się, że to u prezesa PiS zwyciężył wówczas zdrowy rozsądek.

Dziś zarówno on, jak i partia są w innej sytuacji. Można rzec: idealnej. Projekt Fundacji Życie i Rodzina nie jest tak kontrowersyjny jak ten z jesieni ub. roku, ma poparcie biskupów (w czerwcu na zebraniu w Zakopanem hierarchowie zapoznali się z projektem i poparli zbiórkę podpisów pod nim) i faktycznie ogranicza liczbę aborcji. I jest to projekt obywatelski. A to wydaje się być dla prezesa PiS bardzo istotne. Dopuszczenie, by Kaja Godek złożyła zawiadomienie o utworzeniu komitetu i zaczęła zbierać podpisy, może bowiem świadczyć o tym, że zarzucił on myśl o zmianie ustawy rękoma Trybunału Konstytucyjnego (wniosek ze stosowną liczbą podpisów posłowie tej partii mają gotowy) i w ostatecznej rozgrywce odwoła się do głosu suwerena, którego wspiera także władza duchowa. Dla PiS może to być ostatnia szansa na zmianę ustawy w tej kadencji.

POLECAMY

KOMENTARZE