Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Analizy Rzeczpospolitej

Czy pozostaną tylko państwowe ambulanse?

123RF
Prywatne ratownictwo medyczne podniosło standardy ratowania życia w Polsce. Teraz może zniknąć, bo ustawa o państwowym ratownictwie medycznym przewiduje, że z budżetu finansowane będą tylko publiczne karetki.

32 proc. z wszystkich podmiotów mających umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na usługi ratownictwa medycznego to firmy prywatne. W opinii ekspertów to właśnie im ten sektor służby zdrowia w Polsce zawdzięcza podniesienie jakości zarówno świadczeń, jak i sprzętu oraz wyszkolenia personelu.

Zdrowa konkurencja

Zdaniem specjalistów z Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej (PTMR) prywatne karetki, które przed laty wsparły państwowe ratownictwo medyczne, wprowadziły na rynek potrzebną konkurencję. – Firmy inwestowały w wyszkolenie personelu i zależało im na jak największej liczbie zespołów specjalistycznych, mających na pokładzie lekarza ze specjalizacją z medycyny ratunkowej – podkreśla prof. Juliusz Jakubaszko, prezes PTMR.

To prywatni świadczeniodawcy, również z racji większych zasobów finansowych, zwykle jako pierwsi inwestowali w innowacyjny sprzęt, jak np. urządzenie do automatycznego ucisku klatki piersiowej z optymalną częstotliwością i jakością uciśnięć czy systemy lokalizacji karetek. Szybciej pozyskiwali też certyfikaty ISO – zarządzania jakością, ochrony środowiska i BHP. To także pogotowia prywatne otwierały pierwsze w kraju zespolone centra dyspozytorskie, dziś będące standardem, i wprowadzały nowe procedury postępowania w zdarzeniach masowych dla dyspozytorów medycznych.

Dziś na 1490 zespołów ratownictwa medycznego aż 580 to zespoły specjalistyczne („S"). Pozostałe, podstawowe, oznaczane literą „P", składają się z kierowcy i ratowników medycznych.

Wkrótce te proporcje mają się całkowicie zmienić. Projekt ustawy o państwowym ratownictwie medycznym zakłada rezygnację z zespołów specjalistycznych na rzecz podstawowych. Lekarze, jako bardziej potrzebni na szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć, mieliby jeździć do zdarzeń tylko w wyjątkowych przypadkach. Według projektu nowelizacji od 2021 r. w skład zespołu „S" będzie mógł wchodzić lekarz, który ma przepracowane 3 tys. godzin w szpitalnym oddziale ratunkowym, zespole ratownictwa medycznego, lotniczym zespole ratownictwa medycznego lub izbie przyjęć szpitala, a do 1 stycznia 2018 r. rozpoczął specjalizację w zakresie medycyny ratunkowej.

Miliony w systemie

Jeszcze poważniejszą zmianą jest całkowite upaństwowienie ratownictwa. Po wejściu w życie ustawy na finansowanie ze środków publicznych będą mogły liczyć tylko samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej i spółki kapitałowe z co najmniej większościowym udziałem Skarbu Państwa.

To wykluczy z rynku m.in. Falcka, największą prywatną firmę w Polsce zajmującą się ratownictwem medycznym, która w swojej flocie ma 200 nowoczesnych ambulansów, w tym 90 w systemie ratownictwa medycznego. Jest też najczęściej wybierany do zabezpieczenia imprez masowych.

Zdaniem PTMR zapis jest trudny do wytłumaczenia, również z przyczyn finansowych, bo firmy prywatne, inwestujące w sprzęt i poprawę jakości świadczeń, odciążyły kosztowo budżet państwa.Wojciech Jóźwiak z Falcka przyznaje, że przez ostatnie 20 lat działalności firma zainwestowała w polski system ponad 100 mln zł. Europejskie struktury firmy nie tylko kupiły ponad 800 ambulansów, ale zdecydowały się ulokować w Polsce globalną obsługę systemów IT, dającą dziesiątki miejsc pracy. W 2017 r. planowały przeniesienie tu także obsługi księgowo-finansowej.

Czas pokaże

Czy po wejściu w życie ustawy o państwowym ratownictwie medycznym najwięksi prywatni gracze zwiną żagle? Według ekspertów rynku częściowo tak. Najprawdopodobniej będą jednak działać komercyjnie, tak jak dziś zabezpieczając imprezy masowe (to Falck został wybrany do zabezpieczania Euro 2012) i oferując usługi transportu medycznego. Trudno jednak przewidzieć, jak zmiana wpłynie na usługi publiczne.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL