Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Analizy Rzeczpospolitej

Modowi zapaleńcy i wizjonerzy

Fotorzepa/Robert Gardziński
Choć tak zwane sieciówki dominują w odzieżowym krajobrazie, to rośnie grono osób chętnych, aby z mody uczynić swój biznes. Nastały dobre czasy zarówno dla nowych, jak i doświadczonych niezależnych projektantów.

– Freeshion, Talia Fashion czy Karolina Baczyńska to przykłady polskich marek, które znamy i które moim zdaniem już odniosły sukces – mówi „Rzeczpospolitej" Ilona Franczyk, menedżerka w DaWanda, platformie e-commerce wspierającej działania projektantów w sieci.

DaWanda wywodzi się z Niemiec i działa w kilku krajach Europy. Tylko w Polsce współpracuje z 7 tys. projektantów. Z tej grupy 3 tys. to właściciele marek odzieżowych. I marek tych przybywa.

Dobry moment na start...

– Codziennie aktywujemy 5–10 osób, działalności gospodarczych lub firm w tym segmencie. Są to często twórcy rękodzielnicy: dziergający szale czy swetry. Niektóre marki tworzą jeden produkt i na nim opierają cały swój biznes. Kobiety rzucające korporacje i chcące tworzyć coś swojego, kobiety matki projektujące kolekcje dla swoich dzieci – to już trend – opowiada Franczyk.

Marek przybywa lub są reaktywowane szczególnie teraz, w czwartym kwartale, gdy zbliża się sezon prezentów świątecznych.

Na przebicie mają szansę nie tylko firmy ulokowane w centrum kraju. Wspomniana Freeshion ma siedzibę w Chełmży, właśnie otwiera sklep internetowy. Talia Fashion, własność rodziny szyjącej płaszcze i płaszczyki w cenach zbliżonych do tych dostępnych np. w Zarze lub sklepach marek luksusowych po drugiej przecenie – własny sklep już ma.

Wystarczy chwila w mediach społecznościowych, aby przekonać się, że tego typu projektów jest coraz więcej. Czasem przyciągają zabawnymi nazwami, jak np. łódzki Pan tu nie stał.

Części przedsiębiorców brakuje wiedzy, jak działać w sieci, ale na platformach takich jak DaWanda projektanci, czy też po prostu domowi rzemieślnicy i krawcy, mogą i sprzedać swój produkt, i nauczyć się, jak go eksponować, opisać, zareklamować. Mają też możliwość dotarcia do klientów za granicą, choć tu trzeba mieć na uwadze, że polski design nie zawsze będzie trafiał w gusta mieszkańców innych krajów.

Za darmo platforma nauczy, dlaczego warto być obecnym na popularnych platformach do komunikacji i jak to robić z korzyścią dla swojego biznesu. Za obrót pobierze marżę. Procent nie jest mały (w opisywanej platformie to 10,5 proc. od wartości faktury), ale może się opłacić.

Tym bardziej że koszt otwarcia salonu z prawdziwego zdarzenia w galerii handlowej to w zależności od wielkości sklepu, lokalizacji i wielkości całej sieci wydatek 2–3 tys. zł na metr kwadratowy, nie licząc wydatków na kolekcję, która powinna wypełnić szafki i wieszaki.

Nie bez powodu nawet uznani kreatorzy mody nie miewają rozbudowanej sieci sprzedaży. Wystarczy studio albo jeden sklep, niekoniecznie w bardzo eksponowanym miejscu.

...i na reaktywację

– Internet to jedyna możliwość, żeby się wybić. Moim zdaniem coraz więcej osób będzie w ten sposób robiło zakupy, a z punktu widzenia producenta to kanał pozwalający zaistnieć także za granicą – uważa Ilona Franczyk.

Właściciele sklepów tradycyjnych także inwestują w internet, ale przeważa wśród nich opinia, że oba kanały sprzedaży będą się wzajemnie wspierać.

Tak czy inaczej, platform takich jak DaWanda może w Polsce przybywać. Jak podał branżowy portal Fashion Biznes, do debiutu w polskiej sieci przygotowuje się aż pięć projektów tego rodzaju.

Drugi ważny trend w branży odzieżowej to moda na to, co lokalne. Z jednej strony dzięki niemu mają swoją szansę marki więcej niż niszowe czy osoby stawiające pierwsze kroki w modzie, jak i już znani projektanci.

Dzięki temu kierunkowi na powtórzenie sukcesu brandu Simple Creative Products liczy małżeństwo Lidia i Andrzej Kalitowie, którzy w ciągu zaledwie 4 lat od rozstania z Simple zbudowali nową sieć sklepów. Jak mówili niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą", ten rok ma być ostatnim, w którym na wynikach finansowych odbiją się inwestycje, a w kolejnych latach wartość ich biznesu zwielokrotni się. Obecnie firma Lidia Kalita Designer Shops prowadzi 12 salonów. Ich liczba ma się zwiększyć. – Nasz aktualny plan zakłada otwarcie 24 sklepów. Jesteśmy więc na półmetku – mówił Andrzej Kalita.

Do sporych zmian doszło w grupie prowadzącej sklepy z bielizną Esotiq & Henderson, z którą związana była kilka lat Ewa Minge. W tym roku działalność dwóch marek modowych Eva Minge Design (kolekcje ekskluzywne) i Femestage (marka średniej półki cenowej), dla których pracuje projektantka, została wyceniona na 21 mln zł i przeniesiona do spółki Eva Minge Group (EMG). Potem E&H sprzeda w niej udziały.

Według stanu na koniec czerwca tego roku odzieżowy biznes EMG opierał się przede wszystkim na 27 sklepach działających pod marką Femestage. Ich liczba urosła w ciągu roku o siedem lokalizacji, a przychody, które przynoszą, sięgały 3 mln zł kwartalnie.

Za to od końcu czerwca br. nie było sklepów pod szyldem Eva Minge, ostatnie dwa zamknięto w ciągu ostatniego roku. Nie na długo. We wrześniu w warszawskiej galerii Klif otwarty został tzw. concept store tej marki. Inwestycje w biznes projektantki widoczne są także na internetowych stronach marek grupy. Dużo mówiło się o jej nowej kolekcji, nawiązującej do kultury cygańskiej.

Jakie są dalsze plany właścicieli EMG? Firma miała trafić na giełdę papierów wartościowych, ale na razie planów nie ogłosiła.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL