Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Amber Gold

Komisja śledcza ds. Amber Gold: Marcin P. nie chce tonšć sam

Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam, kompletnie nic – mówił Marcin P., były szef Amber Gold, przed sejmowš komisjš
PAP, Tomasz Gzell
Zeznania szefa Amber Gold dodały œledztwu parę nowych i ciekawych wštków.

Nie jestem oszustem, a Amber Gold nie był żadnš piramidš finansowš – tę wersję przedstawiał wczoraj Marcin P. Podczas szeœciogodzinnego przesłuchania kreował się na ofiarę – organów œcigania, byłych współpracowników parabanku i udziałowców linii lotniczych OLT.

Co miał do powiedzenia 19 tys. klientom Amber Gold, którzy nie odzyskali zainwestowanych w złoto pieniędzy?

– Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam, kompletnie nic – stwierdził i przez całe przesłuchanie nie wyraził skruchy. Mówił, że inwestycje to osobiste ryzyko osoby, która się na to decyduje.

Prezes spółki Amber Gold, choć na wiele pytań odpowiadał ze szczegółami, sypał nazwiskami i datami, na sporš częœć najważniejszych odpowiedzieć nie chciał. Np. czy był słupem, z jakich znanych doradców korzystał, skšd wzišł pienišdze na rozkręcenie biznesu, skoro dopiero co wyszedł z więzienia. Zasłaniał się sprawš karnš, która toczy się przeciwko niemu przed sšdem w Gdańsku, i tym, że ujawnianie niektórych informacji mogłoby mu zaszkodzić.

Czego ważnego dowiedzieliœmy się z zeznań Marcina P.? Pomysł Amber Gold – jak mówił – narodził się w 2008 r. – Bieżšca działalnoœć Amber Gold była zorganizowana, bardzo przejrzysta i klarowna – przekonywał. – Zarobiłem w Amber Gold w cišgu całej działalnoœci około 20 milionów złotych, w OLT Express zero złotych – wyznał.

Gdzie wyprowadził majštek? – Po pierwsze, nie wyprowadziłem żadnego majštku ze spółki Amber Gold, co ma bardzo dokładne odzwierciedlenie m.in. w aktach sprawy karnej, nie mam żadnego zarzutu co do wyprowadzania majštku – przekonywał. Twierdził, że były próby sprzedaży złota, ale skończyły się odmowš zakupu przez NBP. A reszta złota – mówił – została zabezpieczona przez ABW.

Posmak skandalu majš inne słowa P. Twierdził, że dzięki przeciekom z ABW miał wiedzę o działaniach służb i dzień przed zatrzymaniem został o tym uprzedzony.

„Uciekaj, 16 będzie u ciebie ABW" – esemesa tej treœci, jak twierdzi, dostał z anonimowego telefonu.

Zdaniem P. informacje o planie œledztwa „musiały pochodzić z wysokiego szczebla", „raczej z Warszawy niż z Gdańska". Szef Amber Gold sugerował, że kontakty z ABW mieli jego współpracownicy i dziennikarze. Wiedział, że jest podsłuchiwany.

Zarzucił Sylwestrowi Latkowskiemu, ówczesnemu dziennikarzowi „Wprost", że to najprawdopodobniej od niego otrzymał „plan œledztwa ABW przeciw Amber Gold". „Nie przekazałem planu œledztwa. Poznaliœmy go, jak byłeœ w ciupie!" – odpisał za Twitterze Latkowski.

Marcin P. twierdził, że jeden z jego bliskich współpracowników powoływał się na kontakty z wysoko postawionš osobš z Kancelarii Premiera. – Nie był to polityk z pierwszego rzędu – mówił P., a dociskany w końcu powiedział, że mogło chodzić o koordynatora ds. służb specjalnych. – Czy chodzi o Cichockiego? – zapytała Małgorzata Wassermann. – Być może tak – odparł.

Czy politycy roztaczali nad nim parasol? Marcin P. twierdzi, że nie pozostawał na Pomorzu w kontakcie z żadnymi politykami. – Politycy sami szukali ze mnš kontaktu, ja raczej próbowałem się zawsze od polityków odcinać – mówił, a dopytywany, którzy politycy szukali z nim kontaktu, odparł: – Na pewno prezydent miasta Gdańska poprzez port lotniczy w Gdańsku.

Potem twierdził też, że „miał wrażenie, że nikomu [chodziło o organy œcigania] nie zależy na tej sprawie". Zapewniał, że nie był informatorem służb. P. twierdził, że fakt jego karalnoœci (cišżyły na nim wyroki za oszustwa gospodarcze przed założeniem Amber Gold – było ich aż dziewięć) był powszechnie znany. Wiedzieli o tym m.in. pracownicy oraz syn premiera Donalda Tuska, który zaczšł pracować dla spółki OLT Express. Marcin P. ujawnił też, że zaproponowano mu kupno LOT, ale nie był tym zainteresowany m.in. ze względu na wysokie zadłużenie państwowego przewoŸnika.

Uważa, że na ławie oskarżonych powinni siedzieć obok niego i jego żony Katarzyny także pracownicy Amber Gold, głównie dyrektorzy zarzšdzajšcy, którzy mieli wiedzę, jak spółka funkcjonuje. – To nie było stado 500 baranów – mówił P.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL