Amerykańscy pasażerowie wytoczyli proces liniom lotniczym KLM, twierdząc, że podczas lotu zostali pogryzieni przez pluskwy domowe obecne na pokładzie samolotu. Domagają się 200 tysięcy dolarów odszkodowania. Jak informuje holenderski dziennik „De Telegraaf”, incydent nie musi być odosobniony, a przewoźnik może mierzyć się z szerszym problemem obecności insektów w swoich samolotach.

Czytaj więcej

Samoloty będą coraz częściej wpadać w turbulencje. Taki(e) mamy (zmiany) klimat(u)

Pluskwy? Czasem się zdarzają w samolocie

Ofiary insektów podróżowały w marcu z dwójką dzieci w klasie biznes z Atlanty do Amsterdamu. Po wylądowaniu zobaczyli na swoich ciałach czerwone plamy, które – jak twierdzą – były efektem żerowania pluskiew.

Rzecznik KLM przyznaje, że choć linia priorytetowo traktuje higienę, pluskwy pojawiają się „od czasu do czasu”, co każdorazowo uruchamia natychmiast procedurę czyszczenia kabiny samolotu.

„De Telegraaf” podaje, że podobne skargi pasażerowie zgłaszali już wcześniej, a KLM był zmuszony kilkukrotnie wycofywać samoloty z eksploatacji, by przeprowadzić specjalistyczne czyszczenie.

Szczur nad oceanem, pasażerowie w panice

Jakby problemów z mikroskopijnymi intruzami było mało, KLM musiał otworzyć kolejny front walki – tym razem z przeciwnikiem wagi ciężkiej. Zaledwie kilka dni temu ponad 250 pasażerów lotu z Amsterdamu na Arubę przeżyło chwile grozy, gdy w kabinie pasażerskiej, a nawet na szynach zasłon oddzielających klasy, zauważono szczura. Ponieważ gryzoń ujawnił się kiedy samolot przelatywał nad oceanem, kapitan podjął decyzję, że będzie kontynuować rejsu aż do celu.

Finał tej „szczurzej eskapady” okazał się dla przewoźnika wyjątkowo kosztowny. Samolot został natychmiast wyłączony z eksploatacji w celu przeprowadzenia deratyzacji i przeglądu technicznego, a pasażerowie czekający na rejs powrotny utknęli na Karaibach. Zakwaterowano ich w hotelach.

Wizerunek linii, kojarzonej dotąd z holenderską solidnością, został wystawiony na próbę przez pasażerów, których nikt na pokład nie zapraszał.