fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MP Ubezpieczenia

Co powinno obejmować dobre ubezpieczenie narciarskie

Ubezpieczenie narciarskie. Narciarz jadący z prędkością 50 km/h może wyrządzić poważne szkody, jeśli na kogoś najedzie.
Adobe Stock
Zwiezienie połamanego narciarza to koszt nawet 15 tysięcy złotych. A wyrządzenie szkody innemu użytkownikowi stoku może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Nastolatek pojechał z rodzicami do Austrii na ferie. Podczas gdy rodzice jeździli na nartach, on szalał na snowboardzie. Brak wyobraźni i nadmierna wiara we własne możliwości sprawiły, że rozpędzony na stoku chłopak nie zdążył wyhamować na zakręcie i wpadł na dziesięciolatka, którego mocno poturbował. Sam przy okazji upadku złamał nogę i obojczyk. Finansowe konsekwencje były poważne. Obaj poszkodowani zostali ze stoku zwiezieni helikopterem i trafili do szpitala, a sprawca musiał zapłacić tez odszkodowanie ofierze wypadku. Dzięki polisie narciarskiej koszty pokrył ubezpieczyciel.

Polisę dopasuj do potrzeb

Innej ochrony potrzebujemy, gdy planujemy spędzić zimowe ferie w Polsce, a innej, gdy jedziemy do Włoch, Francji czy Szwajcarii. W kraju przyda się ubezpieczenie OC, assistance, następstw nieszczęśliwych wypadków (NNW) i ewentualnie sprzętu sportowego. Dzieci przeważnie mają szkolne ubezpieczenie NNW, ale sumy ubezpieczenia w tych polisach zwykle są tak niskie, że nie wystarczą na wydatki po wypadku na nartach.

Za granicą niezbędne jest oprócz tego ubezpieczenie kosztów leczenia (KL), kosztów transportu i ratownictwa, a także kosztów związanych z rezygnacją z wyjazdu oraz wcześniejszym powrotem.

Jeżeli wyjazd na narty organizujemy samodzielnie, wykupienie odpowiedniej polisy powinno być równie oczywiste jak zapewnienie sobie transportu czy noclegów. W przypadku wyjazdu z biurem podróży ubezpieczenie dostajemy w pakiecie, ale pakietowi takiemu warto dokładnie się przyjrzeć, gdyż może okazać się niewystarczający, a wtedy trzeba ubezpieczyć się dodatkowo. Koszty leczenia na 10 tys. euro czy OC na 20 tys. zł to zdecydowanie za mało. Jeśli na stoku lubimy wypić grzańca, zwróćmy uwagę na to, żeby polisa zawierała klauzule alkoholową, czyli dawała ochronę w sytuacji, gdy zrobimy sobie krzywdę, mając za dużo alkoholu we krwi.

Koszt polisy narciarskiej na tydzień to wydatek od kilkunastu do 300 zł, w zależności od miejsca, do którego się wybieramy, zakresu ochrony oraz sum ubezpieczenia. Koszty jazdy bez ubezpieczenia mogą wynieść nawet kilkaset tysięcy złotych.

Nie oszczędzaj na ubezpieczeniu

Samo leczenie za granicą kosztuje. Wprawdzie karta EKUZ, która jest ważna w najpopularniejszych kierunkach,w których Polacy jeżdżą na narty, zapewnia zwrot kosztów leczenia w publicznych placówkach w takim zakresie, w jakim uprawnieni są mieszkańcy danego kraju, ale na miejscu może okazać się, że konieczne jest skorzystanie z usług prywatnej przychodni, gdzie EKUZ nie jest honorowana. Ubezpieczenie KL gwarantuje zwrot wydatków związanych z nagłym zachorowaniem czy wypadkiem za granicą. Zapewnia zwrot wydatków na wizytę u lekarza, pobyt w szpitalu, badania, operacje, zakup lekarstw. W ubezpieczeniu tym limit nie powinien być niższy niż 30 tys.- 50 tys. euro.

Narciarz jadący z prędkością 50 km/h może zrobić wyrządzić poważne szkody, jeśli na kogoś najedzie. Jeśli to on ponosi winę za zdarzenie, wówczas będzie zobowiązany do pokrycia kosztów leczenia, rehabilitacji, zwrotu utraconych dochodów, wypłaty zadośćuczynienia, zwrotu kosztów naprawy lub zakupu sprzętu. Odpowiedzialność ponosimy także za szkody wyrządzone przez nasze dzieci. W Europie Zachodniej poszkodowani są bardzo świadomi swoich praw, a na miejscu działa wiele profesjonalnych podmiotów, gotowych do pomocy im w dochodzeniu odszkodowania od sprawcy zdarzenia. Przed odpowiedzialnością finansową ochroni ubezpieczenie OC. Dobrze, żeby suma gwarancyjna była nie niższa niż 50 tys. zł.

Jeśli złamiemy nogę na stoku w Białce Tatrzańskiej czy w Wierchomli, z miejsca wypadku zwiezie nas tobogan, a za usługę nie musimy płacić. Inaczej jest w Alpach. Tam odległości są duże i nikt nie pyta się poszkodowanego, jaki środek transportu na dół sobie życzy. Często jest to śmigłowiec, a koszt lotu wynoszący nawet kilkanaście tysięcy złotych pokrywa niefortunny narciarz, dlatego dobra polisa powinna obejmować także koszty poszukiwania i ratownictwa.

Ubezpieczenia turystyczne obejmują także szereg innych świadczeń. Wyjeżdżając na narty warto zwrócić uwagę na możliwość pokrycia kosztów opieki nad dziećmi, z którymi przyjechaliśmy na narty i organizację ich powrotu do domu w przypadku naszej hospitalizacji oraz zwrot kosztów podróży i zakwaterowania osoby towarzyszącej nam w czasie pobytu w szpitalu. Przydać się może też pomoc przy umawianiu wizyty w specjalistycznej przychodni, zorganizowaniu rehabilitacji, zwrot wydatków na karnety niewykorzystane przez narciarza z powodu wypadku bądź choroby czy pomoc tłumacza.

Nie łudźmy się natomiast, że ubezpieczenie sprzętu sportowego zapewni nam odszkodowanie, gdy ktoś ukradnie nam narty pozostawione przed knajpą na stoku w czasie, gdy pójdziemy na obiad albo zrabuje z bagażnika samochodu pozostawionego na niestrzeżonym parkingu, gdyż towarzystwa zastrzegają, że zapewniają ochronę tylko wtedy, gdy sprzęt jest pod opieką.

Co zrobić po szkodzie?

Wyjeżdżając na narty trzeba zabrać ze sobą polisę. Coraz częściej ubezpieczamy się przez internet, czy telefon, a wtedy pamiętajmy, by mieć polisę w telefonie. Po wypadku trzeba też postarać się niezwłocznie uzyskać pomoc ze strony służb ratowniczych, medycznych, a w razie potrzeby – także policji.

Zapiszmy też sobie numer do całodobowego centrum alarmowego ubezpieczyciela. Jeśli dojdzie do wypadku, trzeba zadzwonić do centrum alarmowego i postępować zgodnie z otrzymanymi wskazówkami, chyba poszkodowany nie może telefonować ze względu na stan zdrowia. Centrala alarmowa może przejąć koszty pokrycia wizyty lekarskiej, może tę wizytę zorganizować, np. w hotelu, gdzie przebywamy. Przejmuje też koszty leczenia szpitalnego, organizuje transport do placówki, transport powrotny, dolot i pobyt osoby towarzyszącej.

Ubezpieczyciele w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU) zastrzegają, żeby konsultować z nimi działania czy wydatki. Nie oznacza to obowiązku godzenia się na wszystko, co proponuje towarzystwo, dla którego najoszczędniejszym rozwiązaniem jest zapakowanie połamanego narciarza w gips i jak najszybsze przetransportowanie go do Polski. Jeżeli miejscowy lekarz zabroni transportu, wówczas nie trzeba godzić się z zaleceniami ubezpieczyciela.

Źródło: pieniadze.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA