Korespondencja z Londynu

Sukces w decydującym meczu przyszedł względnie łatwo. Rywalka wydawała się trochę onieśmielona sławą tej, która na początku turnieju pokonała najwyżej rozstawioną juniorkę świata, a potem już do końca nie straciła seta.

Leonie Küng próbowała czasem znaleźć drogę do zmniejszenia dominacji Polki, ale nie była w stanie: złota Iga mocniej serwowała, pewniej uderzała piłki zza końcowej linii, lepiej grała skróty.

Zwycięstwo było okazałe, jego skutki powinny być równie miłe: może nawet zaproszenie do przyszłorocznego Wimbledonu seniorek. W sobotnie słoneczne popołudnie 14 lipca 2018 roku najważniejsze było jednak to, że złocisty pucharek poszedł w ręce Polki, że mogła się nim pocieszyć przez parę chwil pozowania dla fotoreporterów i widzów. Popatrzyła zatem ucałowała i oddała do wimbledońskiego muzeum. W zamian przywiezie do domu miniaturkę.

To już czwarta taka radość polskiego tenisa, większość kibiców powinna doskonale pamiętać tę listę: 1995 rok – Aleksandra Olsza, 2005 – Agnieszka Radwańska, 2007 – Urszula Radwańska, teraz – Iga Świątek.

Co wyrośnie z nowej mistrzyni czas pokaże, ale wejście w świat wielkiego tenisa miała doskonałe. Cały turniej przeszła z wiatrem w żaglach. Wygrać juniorski Wimbledon – to się liczy, za rok na ścianie kortu centralego tuż naprzeciwko wejścia do muzeum przybędzie polskie nazwisko. Jakieś kilkaset tysięcy ludzie przeczyta.

> Juniorki – finał: I Świątek (Polska) – L. Küng (Szwajcaria) 6:4, 6:2.